"Bobas" na granicy kosmosu

Warszawa

fot. Joanna Smolińska/tvnwarszawa.pl, film Dawid Krysztofiński/tvnwarszawa.pl

Niepozornie wyglądający balon z dwiema niewielkimi kapsułami wyleciał w samo południe z terenu Centrum Astronomicznego PAN. Dotrze na wysokość 30 km, czyli na granicę stratosfery. Z ziemi śledzą go naukowcy, którzy w ten sposób trenują przed wysłaniem w kosmos pierwszego polskiego satelity.

"Bobas" to balon stratosferyczny, który wystartował z terenu Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika PAN. Do powłoki przymocowane miał dwie niewielkie kapsuły zawierające: dwa telefony komórkowe, dwa GPS-y, nadajnik alfabetu Morse'a, system APRS do pozycjonowania oraz kamerę wideo, która przekazuje obraz w czasie rzeczywistym.

Balon wzniósł się na wysokość 25-30 km, czyli na granicę stratosfery. Dane z umieszczonych w kapsułach nadajników odczytywali pozostający na ziemi naukowcy. Dzięki temu mogli śledzić lokalizację balonu, a część ekipy - samochodami - poruszała się za nim. Kiedy powłoka balonu pękła, wyposażone w spadochron kapsuły z elektroniką spadły na ziemię, a naukowcy musieli je odnaleźć.

Satelita pokaże zmienność gwiazd

- Dzisiaj trenujemy po to, żeby za parę miesięcy zrobić wszystko bezbłędnie - tłumaczy Marcin Stolarski z Centrum Badań Kosmicznych PAN.

"Za parę miesięcy" to termin wypuszczenia na orbitę pierwszego polskiego niskoorbitowego satelity naukowego. Stworzenie i wysłanie w kosmos takich satelitów zakłada projekt BRITE. Oprócz Polski uczestniczą w nim Austria i Kanada. Każdy z tych krajów wyśle do obserwacji gwiazd dwóch satelitów.

Dzięki teleskopom umieszczonym na ich pokładach, naukowcy będą mogli obserwować zmienność gwiazd i np. na podstawie drgań określić, co się dzieje w ich wnętrzach.

- Będą patrzeć, jak gwiazdy migoczą i z tego migotania będzie można wywnioskować, co się w gwiazdach dzieje - opowiada Stolarski.

Bo teleskop Hubble'a był za drogi

Dzięki satelitom astronomowie będą mieli większe szanse na dokładne badania, bo korzystanie z innych źródeł, np. z obserwacji teleskopu Hubble'a, jest kosztowne. - Nikt by nam nie pozwolił na korzystanie z niego np. przez miesiąc i obserwowanie jednej gwiazdy. Natomiast te małe satelity mogą to robić miesiącami i koszty są dużo niższe - wyjaśnia Stolarski.

Co wspólnego z obiektami, które będą krążyć po orbitach ok. 900 km nad powierzchnią Ziemi, ma niewielki balon stratosferyczny, który wypuścili w sobotę naukowcy z Centrum Badań Kosmicznych? Taka próba balonowa pozwoli przetestować system pracy potrzebny do obsługi stacji naziemnej satelity.

Ćwiczą pracę w stresie

- Mamy uczyć ekpię, która zajmuje się stacja naziemną, pracy w stresie, w rygorze czasowym - tłumaczy Stolarski.

Problemy, jakie pojawią się przy próbach balonowych, pozwolą stworzyć procedury, które przydadzą się za kilka miesięcy podczas startu pierwszego polskiego satelity BRITE. - Wtedy nie będzie czasu, żeby np. stacja naziemna nieprawidłowo kodowała dane telemetryczne, nie będzie czasu na problemy z dostępem do sieci komputerowej - wylicza Stolarski.

"Bobas" dotarł w okolice Łukowa

Balon udało się wypuścić dopiero w drugim z zaplanowanych terminów, o godz. 12.00. Precyzyjne trzymanie się wyznaczonych godzin było ważne ze względu na ustalenia z nadzorem ruchu lotniczego. Obiekt powietrzny musiał być zgłoszony, żeby samoloty kursujące w rejonie Warszawy dostały o nim informację - opowiadał Stolarski.

Dalsza część próby się powiodła. Na podstawie odczytanych danych ekipa poszukiwawcza dość łatwo odnalazła resztki "Bobasa". Kapsuła wylądowała na polu w okolicach Łukowa, ok. 100 km na południowy wschód od Warszawy.

O polskim satelicie naukowym dowiesz się więcej na stronie projektu BRITE-PL

Ostatnie przygotowania fot. Joanna Smolińska/tvnwarszawa.pl
Odliczanie przed startem fot. Joanna Smolińska/tvnwarszawa.pl
"Bobas" się wznosi fot. Joanna Smolińska/tvnwarszawa.pl
Przygotowania do startu balonu fot. Joanna Smolińska/tvnwarszawa.pl
Napełnianie powłoki balonu helem fot. Joanna Smolińska/tvnwarszawa.pl
Balon trzeba było trzymać, żeby nie wzniósł się za wcześnie fot. Joanna Smolińska/tvnwarszawa.pl
Napełnianie powłoki helem fot. Joanna Smolińska/tvnwarszawa.pl
Kapsuły balonu przed startem fot. Joanna Smolińska/tvnwarszawa.pl
Ostatnie przygotowania fot. Joanna Smolińska/tvnwarszawa.pl
Odliczanie przed startem fot. Joanna Smolińska/tvnwarszawa.pl
"Bobas" się wznosi fot. Joanna Smolińska/tvnwarszawa.pl
Przygotowania do startu balonu fot. Joanna Smolińska/tvnwarszawa.pl
Napełnianie powłoki balonu helem fot. Joanna Smolińska/tvnwarszawa.pl
Balon trzeba było trzymać, żeby nie wzniósł się za wcześnie fot. Joanna Smolińska/tvnwarszawa.pl

Joanna Smolińska