Blamaż w Mołdawii. Sheriff odstrzelił Legię

Warszawa

Legia Warszawa nie zagra w Lidze Europy. Wystąpi w niej natomiast mołdawski Sheriff Tyraspol, który w rewanżowym meczu eliminacji zremisował z mistrzem Polski na swoim stadionie 0:0.

Tydzień temu w Warszawie padł remis 1:1. Aby awansować, legioniści musieli wygrać lub zremisować przynajmniej 2:2.

- Zależy nam, aby strzelić jednego gola więcej. Czy strzelimy go w 15., 25., 40. czy 70. minucie - nie wiem. Na pewno będziemy tak przygotowani, aby nasza gra była taka, by te bramki zdobywać - zapewniał przed pierwszym gwizdkiem trener Jacek Magiera.

Z tym Legia ma problemy od początku sezonu, miała też w Mołdawii. W pierwszej połowie pod bramką jej rywali zakotłowało się tylko po kilku stałych fragmentach. Groźnego strzału się nie doczekaliśmy, bramkarz Sheriffa ani razu nie został zmuszony do poważnego wysiłku.

Nerwowy Pazdan

Gospodarze, skupieni na bronieniu korzystnego rezultatu z Warszawy, atakowali sporadycznie. Próbowali strzałów z dystansu. Po jednym z nich interweniować musiał Arkadiusz Malarz, po kolejnym piłka nieznacznie minęła słupek jego bramki.

Legii szło jak po grudzie. Kilka minut przed przerwą wydawało się, że jej sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej. Z boiska wyleciał Michał Pazdan. Reprezentant Polski dostał dwie żółte kartki. Pierwszą za przypadkowe uderzenie ręką w twarz rywala, drugą, chwilę potem, za kłótnie z arbitrem.

Szansa Hamalainena

Mimo gry w przewadze, Sheriff wcale nie myślał o odważniejszym atakowaniu warszawskiej bramki. Po zmianie stron na boisku wciąż najwięcej było chaosu. Z niego wykreowała się najlepsza akcja legionistów. Kilka metrów przed bramką pozostawiony bez opieki pozostał Kasper Hamalainen. Fin główkował. Niezbyt silnie, ale co najgorsze zbyt mało precyzyjnie. Nie trafił nawet w bramkę. Zrozpaczony złapał się za głowę.

Z każdą kolejną minutą legioniści coraz bardziej skupiali się na atakach. Z dystansu, w miarę groźne, ale znów niecelnie, uderzał Thibaut Moulin. Okazji pod bramką Sheriffa wciąż brakowało. Szanse mieli gospodarze. Jedną wymarzoną. Siedem minut przed końcem fatalnie głową spudłował Jeremy De Nooijer. Dobrą okazję zmarnował tuż przed końcem Bayala, którego strzał z pola karnego zatrzymał Malarz.

W tym okresie gry piłkarzom Magiery brakowało nie tylko pomysłu, ale też sił. Nie było gola, nie ma więc awansu. Pozostaje wstyd.

TG/sport.tvn24.pl