Black Mirror z Politechniki: stworzyli drona - pszczołę

Warszawa

| Netflix / Politechnika Warszawska / tvn24.plZaczęło się na Politechnice?

Jeśli martwi Was los pszczół, którym grozi wyginięcie, to wynalazek naukowców z Politechniki Warszawskiej poprawi Wam humor. Jeśli jesteście na bieżąco z serialami, to może on Was przerazić.

Black Mirror – serial wyprodukowany przez Netflix – to prawdziwy fenomen. Technologiczna antyutopia przeraża wizjami tego, gdzie i jak szybko może zaprowadzić nas postęp technologiczny. Kolejne odcinki pokazują przyszłość, ale na tyle bliską, by każdy mógł poczuć, że "to dzieje się już dziś". A fani prześcigają się w zbieraniu informacji o wynalazkach, które przybliżają nas do urzeczywistnienia czarnych scenariuszy.

"To nie są droidy, których szukacie"

Wiadomość z Politechniki Warszawskiej na pewno trafi do tych, którzy obejrzeli już ostatni sezon. Oto bowiem w Warszawie udało się zbudować… elektroniczną pszczołę. Wprawdzie nie potrafi produkować miodu, ale – tak jak filmowe – umie zapylać rośliny i lata samodzielnie. Od razu możemy jednak uspokoić: jest (jeszcze?) zbyt duża, by zrobić to, czego... nie będziemy tu zdradzać.

Pszczołę stworzył doktor Rafał Dalewski z Wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej. Kilka lat temu dostał grant na budowę "autonomicznego układu do zapylania roślin" i właśnie - na bazie małego, komercyjnego drona - stworzył prototyp.

Choć sam Dalewski nie chce, by jego projekt łączyć z tym słowem. "Drone" to po angielsku "truteń", czyli samiec pszczoły. A trutnie nie zapylają kwiatów i - przynajmniej w polskiej kulturze - traktuje się je jako obiboki. Naukowiec wymyślił więc własną nazwę – B-droid (B po angielsku wymawia się "bi" co z kolei przypomina słowo pszczoła – bee). I tu znów zderzył się z popkulturą. Musiał bowiem uzyskać zgodę twórców... "Gwiezdnych Wojen". Ci mają bowiem monopol na komercyjne użycie słowa "droid". Na szczęście nie mieli nic przeciwko nazwaniu tak polskich urządzeń zapylających.

Pszczoła czterowirnikowa…

"Pszczoła" z Politechniki Warszawskiej znacząco różni się od owada. Przede wszystkim nie ma skrzydeł, tylko wirniki. Do sterowania nie jest jednak potrzebny ani joystick, ani pilot. - Urządzenie jest sterowane automatycznie przez komputer – tłumaczy PAP Dalewski. Dodaje, że użytkownicy mogą patrzeć, jak B-Droid wyszukuje kwiat, podlatuje do niego - omijając przeszkody, zawisa w powietrzu, by zebrać pyłek i odlatuje od rośliny.

Jak zastrzega, obserwator ma do dyspozycji guzik, który pozwala zatrzymać system, co znów docenią ci, którzy pamiętają Black Mirror.

Kolejna różnica, to fakt, że dron na razie nie może latać wszędzie. Wszystko z powodu sterowania. Dalewski przyznaje, że jego zaprogramowanie sterowania było dużym wyzwaniem. - Czterowirnikowiec jest obserwowany z zewnątrz, przez kamery - opisuje. I wyjaśnia, że kamery połączone są z komputerem, który analizuje obraz. Rozpoznają nie tylko położenie kwiatów, ale i drona. To komputer wylicza więc, jak B-droid ma dolecieć do kwiatu, jak ma zebrać z niego pyłek i jak przenieść na inny kwiat. Wytyczne te przesyłane są do pojazdu.

… i czterokołowa

- Prowadziliśmy testy w warunkach laboratoryjnych, na sztucznych kwiatkach, natomiast latem zrobimy testy w naturalnych warunkach - zapowiada Dalewski. Przyznaje jednak, że B-Droid jest dopiero prototypem. Aby mógł trafić na rynek, potrzeba jeszcze dużo pracy.

Na razie większe szanse na komercjalizację ma starszy brat urządzenia - B-Droid jeżdżący. Zespół z PW wiosną tego roku przeprowadził już testy urządzenia w warunkach polowych - na uprawach truskawek i czosnku.

- Porównanie z pszczołą jest tutaj bardzo na miejscu, w końcu zapylamy, czyli robimy to, co pszczoły. Natomiast nie zbieramy nektaru i nie robimy miodu - śmieje się rozmówca PAP.

Zaznacza jednak: - Nie chcemy konkurować z naturą i z samymi pszczołami. Głównym celem projektu było przygotowanie urządzenia, które będzie działać tam, gdzie zapylanie jest trudne, np. tam, gdzie jest za mało owadów, albo gdzie w ogóle ich nie ma. Poza tym B-Droidy mogą się przydać tam, gdzie potrzebna jest precyzja zapylania - czyli tam, gdzie pyłek trzeba przenieść z konkretnego kwiatu na inny konkretny kwiat.

Nic nie wskazuje więc, by w najbliższym czasie groził nam scenariusz rodem z serialu. Ale może warto przemyśleć już teraz ostrzeżenie, które płynie z ostatniego odcinka?

Czytaj również o niezwykłym robocie-robaku z UW. Nie ma silnika, a chodzi:

Fizycy z UW opracowali robota-robaka
TVN24

PAP/r