Biznesmen pozywa miejskich aktywistów. "Nie damy się zastraszyć"

Warszawa

Miasto Jest Nasze / Facebook.comStowarzyszenie Miasto Jest Nasze pozwane

Maciej Marcinkowski, biznesmen specjalizujący się w skupie działek objętych roszczeniami, pozwał stowarzyszenie Miasto Jest Nasze. Poszło o interaktywną mapę pokazującą niepokojące - według stowarzyszenia – powiązania biznesmena z miejskimi urzędnikami.

Pod koniec czerwca do siedziby stowarzyszenia wpłynął pozew od Macieja Marcinkowskiego i jego syna Maksymiliana. Domagają się w nim publicznych przeprosin i wpłaty 50 tysięcy złotych na cele charytatywne.

Chce usunięcia mapy i komentarzy

- Miasto Jest Nasze zostało pozwane za publikację mapy reprywatyzacyjnej wraz z komentarzami rozpowszechniającymi nieprawdziwe informacje i nieuprawnione sugestie, które w sposób oczywisty naruszają dobre imię, renomę i wiarygodność panów Marcinkowskich oraz spółki Senatorska Investment – mówi tvnwarszawa.pl Agnieszka Śliwa ze spółki Senatorska Investment.

Interaktywna reprywatyzacji mapa ukazała się w lutym. Na jej szczycie znajduje się sylwetka prezydent Warszawy, a od niej, niczym w drzewie genealogicznym, odchodzą gałęzie do jej podwładnych, którzy z kolei połączeni zostali z reprywatyzowanymi terenami, zaś te są z osobą Macieja Marcinkowskiego. Po kliknięciu na osobę albo miejsce pojawiają się opisy, przygotowane przez Miasto Jest Nasze.

"Nie damy się zastraszyć"

- Na czas trwania procesu chciano nam również zakazać publicznego formułowania w jakiejkolwiek formie stwierdzeń zawierających informacje lub sugestie, że którykolwiek z powodów działalności gospodarczej postępuje nieuczciwie, nieetycznie, działa w układzie z urzędnikami lub politykami, bierze udział w korupcji – tłumaczy Jan Śpiewak ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. - Jednak na początku lipca sąd oddalił zabezpieczenia proponowane przez Marcinkowskiego - dodaje.

Adwokat biznesmena złożył zażalenie na to postanowienie, ale póki co nie zostało rozpatrzone.

Śpiewak ocenia pozew jako próbę "odebrania głosu" aktywistom miejskim. - Nie zamierzamy dać się zastraszyć rodzinie Marcinkowskich. Warszawa to nie Moskwa, gdzie deweloperzy i oligarchowie mogą zamykać usta działaczom społecznym. Dzięki zadziwiającej bierności państwa i samorządu wyrósł w Warszawie wielki biznes dewelopersko-reprywatyzacyjny, który obraca kwotami rzędu miliardów złotych – twierdzi Jan Śpiewak. - Nie damy się uciszyć. Będziemy dalej informować opinię publiczną na temat działań władzy samorządowej godzących w interes publiczny - zapewnia.

"Nie zgadzamy się na rozpowszechnianie nieprawdy"

Zarzut "odbieraniu głosu" odrzuca adwokat reprezentujący biznesmena. - Uważamy, że potrzebne są niezależne organizacje społeczne, których celem jest dbanie o interes publiczny. Jednocześnie nie zgadzamy się na rozpowszechnianie i utrwalanie w opinii publicznej nieprawdziwych informacji na temat spółki Senatorska Investment oraz panów Marcinkowskich. Wolność słowa nie jest tożsama z wolnością do kłamania lub obrażania kogokolwiek – twierdzi mecenas Jacek Kondracki.

Z pozwu zrezygnował natomiast ratusz. – Opublikowana mapa pełna nieprawdziwych informacji miała podtekst polityczny i miała na celu promowanie stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. Wniesienie pozwu przedłużało by tylko promocję tego stowarzyszenia – komentuje Bartosz Milczarczyk, rzecznik ratusza.

Jan Śpiewak o jednej z inwestycji firmy Marcinkowskiego:

Mówią Jan Śpiewak i Tomasz Lec
Dawid Krysztofiński / tvnwarszawa.pl

bf/b