Przygotuj się na:

ZMIANY W KODEKSIE DROGOWYM

Szóstego grudnia wchodzą w życie nowe przepisy o tworzeniu drogowych korytarzy życia oraz jazdy na suwak.

Biznesmen nie chciał zeznawać. "Jestem jednocześnie twórcą i tworzywem"

Warszawa

"Jestem jednocześnie twórcą i tworzywem"TVN24
wideo 2/4

Zaledwie godzinę trwało czwartkowe posiedzenie komisji weryfikacyjnej. Wezwany świadek, biznesmen Janusz P., konsekwentnie odmawiał odpowiedzi na pytania. Tłumaczył, że są one zbieżne z licznymi sprawami toczącymi się w prokuraturze, w których jest oskarżonym lub świadkiem. Odpowiedzi, przekonywał, mogłyby narazić go na odpowiedzialność karną.

Jeszcze przed rozpoczęciem przesłuchania Janusz P. (nie zgodził się na ujawnienie nazwiska i wizerunku) poprosił, by jego pełnomocnik mógł usiąść na miejscu obok niego. Tłumaczył to zarzutami prokuratorskimi, które mu postawiono, a które są tożsame z przedmiotem zainteresowania komisji.

- W postępowaniu ogólnym takie prawa nie przysługują - odpowiedział przewodniczący komisji Patryk Jaki.

Janusz P. złożył wówczas wniosek o wyłączenie jawności obrad komisji. Nic jednak nie wskórał. Wszyscy członkowie komisji zagłosowali przeciw.

Artykuł 183

W przysługującej mu wolnej wypowiedzi Janusz P. powołał się na artykuł 183 paragraf 2 kodeksu postępowania karnego.

- Korzystam z prawa do odmowy odpowiedzi na wszystkie pytania. Moja sytuacja procesowa jest szczególna: występuję w roli osoby oskarżonej w toku postępowania sądowego, a także w charakterze świadka w sprawach prowadzonych przez różne jednostki prokuratury oraz Centralne Biuro Antykorupcyjne i Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego - mówił. - Okoliczność ta powoduje, że zobowiązany jestem do zachowania w tajemnicy prowadzonych postępowań, których zakres jest tożsamy z postępowaniem prowadzonym przez komisję. Udzielenie odpowiedzi w sposób oczywisty naraziłoby mnie na odpowiedzialność karną - dowodził. Podnosił, że mieszanie roli świadka i oskarżonego pozbawia go prawa do obrony.

Świadek stwierdził, że on i jego rodzina są narażeni na szykany w związku z pracami komisji, wymiaru sprawiedliwości i publikacjami prasowymi na temat jego udziału w reprywatyzacji.

- Były liczne przejawy agresji wobec mnie i mojej rodziny, które systematycznie zgłaszam organom ścigania od prawie dwóch lat. Kierowano wobec mnie groźby, nachodzono moją rodzinę w miejscu zamieszkania, dokonano próby włamania do naszego domu, włamywano się na moje konta internetowe - podkreślał i argumentował, że przesłuchanie przed komisją narazi go oraz jego rodzinę na dalsze ataki. Powtórzył, że w związku z tym nie będzie odpowiadał na żadne z zadawanych pytań.

"Podtrzymuję każde zdanie"

Te jednak padły.

- Czy świadek ma wiedzę na temat procederu wydawania decyzji reprywatyzacyjnych za łapówki? – nie poddawał się Patryk Jaki.

- Przez 12 miesięcy aresztu przesłuchiwała mnie Prokuratura Regionalna we Wrocławiu, składałem bardzo obszerne wyjaśnienia na ten temat, wszystkie podtrzymuję. Komisja ma dostęp bez ograniczeń do tej dokumentacji. Jeżeli jesteście państwo zainteresowani, a nie chcecie mnie narażać na odpowiedzialność karną, to zachęcam do studiowania tych akt. Podtrzymuję każde zeznanie, które tam złożyłem - odpowiedział P.

Potem szereg pytań zadał wiceprzewodniczący Sebastian Kaleta. - Odmawiam odpowiedzi w związku z toczącym się postępowaniem w tej sprawie i moją sytuacją procesową. Powołuję się na te same przepisy - odpowiadał konsekwentnie świadek.

"Nie mogę odpowiedzieć"

Łukasz Kondratko próbował dowiedzieć się, czy P. uczestniczył w postępowaniach reprywatyzacyjnych poza Warszawą.

- Nie przypominam sobie takiej sytuacji - odparł świadek i szybko dodał: - Ale nie chciałbym odpowiadać szerzej na to pytanie.

- Kiedy i w jakich okolicznościach poznał świadek Gertrudę J.-F., Jerzego M. i Marcina Bajko? - kontynuował członek komisji.

- Te nazwiska były wymieniane podczas postępowania prokuratorskiego, dlatego nie mogę odpowiedzieć - usłyszał Kondratko zamiast odpowiedzi.

"Doceniam państwa upór"

Jan Mosiński zapytał, jakie konkretnie zarzuty postawiła Januszowi P. Prokuratura Regionalna we Wrocławiu. - Ja wiedzy takiej nie posiadam, chciałbym się dowiedzieć od świadka - uzasadniał swoje pytanie członek komisji. Gdy usłyszał, że "jest to wiedza ogólnie dostępna", a świadek nie może udzielić odpowiedzi, Mosiński ocenił, że prawo do odmowy składania zeznań jest przez niego nadużywane.

- Odmawiam odpowiedzi, bo w tym zakresie toczy się postępowanie przed Prokuraturą Regionalną. Nie czuję się komfortowo w roli świadka mając jednocześnie postawione zarzuty w kilku sprawach - to z kolei odpowiedź na pytanie Adama Zielińskiego na temat reprywatyzacji Marszałkowskiej 43.

W opisie swojej skomplikowanej sytuacji prawnej (świadek przed komisją, oskarżony lub świadek w postępowaniach karnych), biznesmen sięgnął nawet po cytat z filmu "Rejs". - Doceniam państwa upór i konsekwencję w zadawaniu mi tych pytań, natomiast musicie zrozumieć, że przydarzyło mi się żyć w takim momencie, że jednocześnie jestem twórcą i tworzywem. Nie mogę odpowiadać na pytania mając postawione zarzuty i będąc przesłuchiwany na takie same okoliczności w prokuraturze - tłumaczył.

Serię pytań bez odpowiedzi zakończył wreszcie przewodniczący komisji. - Zachowanie świadka jest w mojej ocenie niezgodne z obowiązującym prawem. Komisja działa w swoim reżimie prawnym i ma swoje obowiązki. Postawa świadka jest dalece sprzeczna z zasadami uchwalonego prawa. Na tym musimy zakończyć przesłuchanie - podsumował Patryk Jaki i skończył posiedzenie komisji.

"Ma wiedzę o szeregu reprywatyzacji"

Jeszcze w środę wiceprzewodniczący komisji Sebastian Kaleta powiedział PAP, że Janusz P. jest jednym z głównych "aktorów" afery reprywatyzacyjnej i beneficjentem wielu decyzji reprywatyzacyjnych, na mocy których otrzymał zarówno nieruchomości w naturze, jak i przede wszystkim odszkodowania w gotówce. - Pan Janusz P. ma wiedzę o szeregu reprywatyzacji i z tego powodu będziemy chcieli uzyskać tę wiedzę podczas jednego przesłuchania - zapowiadał.

Przypomniał, że przeciwko Januszowi P. skierowano akt oskarżenia do sądu. - Jest oskarżany o wręczanie korzyści majątkowych urzędnikom, jak również urzędnicy są oskarżeni o przyjmowanie korzyści majątkowych, co wskazuje, że może mieć wiedzę o patologicznym systemie korupcyjnym, który został zorganizowany w urzędzie miasta stołecznego Warszawy - stwierdził.

Już raz zeznawał przed komisją

W październiku ubiegłego roku prokurator generalny Zbigniew Ziobro poinformował, że do sądu wpłynął akt oskarżenia przeciwko dziewięciu osobom, w tym przeciw Januszowi P., w związku z aferą reprywatyzacyjną. Minister zaznaczył, że "dokument ten dowodzi, że prokuratura w bardzo wysokim stopniu prawdopodobieństwa wykazała, że mieliśmy do czynienia w tej sprawie nie tylko z wielkimi nadużyciami, działaniami o charakterze przestępczym, ale też największą udokumentowaną łapówką, która została ujęta w formie aktu oskarżenia, bo sięgającą prawie 50 mln zł".

Akt oskarżenia - jak przekazano - objął poza Januszem P. także byłego dziekana stołecznej palestry Grzegorza M., byłego wicedyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami w stołecznym magistracie Jakuba R., a także adwokat Alinę D. i Wojciecha R. - rodziców Jakuba R. Ponadto, prokuratura oskarżyła adwokata Roberta N., jego siostrę, byłą urzędniczkę Ministerstwa Sprawiedliwości Marzenę K., a także Mariusza L. i Joannę O.

Kaleta dodał, że Janusz P. składał już zeznania przed komisją jako beneficjent decyzji zwrotowej dla kamienicy przy ul. Poznańskiej 14.

Czytaj także: 10 tysięcy grzywny dla Roberta N. Znów wezwą Gronkiewicz-Waltz

"Robert N. nie stawił się"TVN24
wideo 2/2

Zdjęcie na stronie głównej: Piotr Nowak / PAP

b/PAP/pm