Biedroń całował się z "Putinem"

Warszawa

TVN24Protest przed ambasadą Rosji

Kilkadziesiąt osób zebrało się w niedzielę przed ambasadą Rosji, by zamanifestować swój sprzeciw wobec prawa zakazującego propagandy homoseksualnej. Pocałunkami chcieli pokazać, że miłość nie może być nielegalna. Happening zorganizowała Kampania Przeciw Homofobii (KPH).

Uczestnicy manifestacji mieli maski z podobizną umalowanego Władimira Putina i skandowali hasło "Moskwa - Warszawa, wspólna sprawa". W happeningu wziął udział m.in. poseł Ruchu Palikota Robert Biedroń, były prezes KPH.

- Mamy przesłanie dla Władimira Putina, że miłości nie można reglamentować, że żadne prawo nie jest w stanie zakazać miłości, żebyśmy nie wiem, jak się starali, to miłość zawsze zwycięży. Nauczyło się tego w Polsce wielu polityków i pora, żeby nauczył się tego Władimir Putin - mówił Biedroń.

"Miłość nie jest nielegalna"

- Od kiedy Władimir Putin został znowu prezydentem Rosji, rząd wprowadził serię praw, które w dużym stopniu ograniczają swobody obywatelskie, jednym z takich praw jest prawo przeciwko propagandzie homoseksualnej - dodała wiceprezeska KPH Mirosława Makuchowska. Zaznaczyła, że w myśl tych przepisów za propagandę homoseksualną może być uznane właściwe wszystko: tęczowa flaga symbolizująca ruch LGBT (lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych), pocałunki osób tej samej płci w miejscu publicznym. - Dlatego dzisiaj chcemy pokazać naszymi pocałunkami, że miłość nie może być nielegalna, że miłość może być tylko piękna - mówiła. Podkreśliła, że happening jest także wyrazem solidarności ze społecznością LGBT w Rosji, która doświadcza teraz przemocy i dyskryminacji.

W Polce możemy demonstrować

- Chcemy pokazać, że nasi przyjaciele na Wschodzie nie są sami i że zrobimy wszystko, by to prawo zostało zniesione. My mamy pewien dług do spłacenia i dzisiaj w symboliczny sposób spłacamy go. Bo kilka lat temu, pod polskimi ambasadami w Berlinie, w Londynie, w Paryżu, Nowym Jorku nasi przyjaciele protestowali przeciwko temu, co działo się w Polsce. Bo trzeba pamiętać, że takie pomysły, jakie zostały przyjęte przez rosyjską Dumę, pojawiały się w Polsce - dodał Biedroń. Podkreślił, że choć w Polsce wciąż jest wiele problemów do rozwiązania - Choćby kwestie związków partnerskich, penalizacji mowy nienawiści, edukacji seksualnej, korekty płci - to jednak możemy bez obaw przyjść i demonstrować i nie do pomyślenia jest prawo zakazujące miłości. W Rosji nadal jest problem z rozumieniem, czym jest demokracja, tolerancja, szacunek dla wyborów drugiego człowieka - dodał poseł.

Wysokie grzywny

W czerwcu parlament Rosji uchwalił ustawę zakazującą propagowania nietradycyjnych relacji seksualnych wśród nieletnich. Za jej łamanie wprowadził kary administracyjne, w tym nawet do 15 dni aresztu.

Ustawa, która w pierwotnej wersji miała zakazywać propagowania homoseksualizmu, ostatecznie zabrania dystrybucji informacji o atrakcyjności nietradycyjnych stosunków seksualnych oraz równorzędności tradycyjnych i nietradycyjnych relacji. Zakazuje także narzucania informacji wywołujących zainteresowanie takimi relacjami. Działania takie ustawa kwalifikuje jako szkodzące zdrowiu dzieci. Prawo ustanawia grzywny dla szeregowych obywateli w wysokości 4-5 tys. rubli (124-155 dolarów), dla osób pełniących funkcje publiczne - 40-50 tys. rubli (1240-1550 USD), a dla osób prawnych - od 800 tys. do 1 mln rubli (24,8-30,9 tys. dolarów). W wypadku osób prawnych możliwe jest też zawieszenie ich działalności na okres do 90 dni. Natomiast w stosunku do cudzoziemców - poza karą grzywny - możliwa jest deportacja z terytorium Rosji, którą może poprzedzić areszt do 15 dni. W Rosji panują silne nastroje homofobiczne. Badania pokazują, że tolerancję wobec osób o nietradycyjnej orientacji seksualnej i zrozumienie dla ich problemów deklaruje tylko 23 proc. Rosjan. Z kolei 27 proc. obywateli Rosji uważa, że ludziom takim należy zapewnić pomoc psychologiczną. Druga połowa społeczeństwa rosyjskiego nastawiona jest radykalnie: 16 proc. proponuje izolowanie homoseksualistów, 22 proc. chce ich przymusowego leczenia, a 5 proc. wręcz ich likwidacji.

PAP//lata/par