"Bez mojej wiedzy miasto zabrało mi kamień"

Warszawa

Relacja reporterki TVN24TVN24
wideo 2/2

Był głaz i głazu nie ma. Przynajmniej tam, gdzie leżał ostatnio. Kilkutonowego kolosa miał na swojej działce w Piastowie pod Warszawą pan Marcin. Kiedy zorientował się, że głaz zniknął, zaczął pytać sąsiadów, czy coś o tym wiedzą. Od jednego z nich dowiedział się, że głaz, owszem, jest, ale dwa kilometry dalej. Stał się częścią pomnika, a właściwie całej instalacji ku pamięci księdza Jerzego Popiełuszki.

Pan Marcin w ubiegłym roku przejął działkę zlokalizowaną w Piastowie pod Warszawą. Na niej - jak twierdzi - od kilkudziesięciu lat leżał do tej pory duży głaz.

- Tak naprawdę został wykopany w 1993 roku, kiedy miasto przeprowadzało tam remont kanalizacji. Głaz został odkryty przez robotników i tam porzucony - relacjonowała Agnieszka Veljković, reporterka TVN24. Jak dodała, działka należała do babci pana Marcina. Mężczyzna od dziecka wiedział o istnieniu kamienia i znał doskonale jego wygląd.

Jak dowiedziała się Veljković, do właściciela działki zadzwonił sąsiad mieszkający obok i przekazał mu, że są tam śmieci. Zasugerował, że mógłby przyjechać i je posprzątać.

Pan Marcin wziął przyczepkę i przyjechał z Warszawy do Piastowa. Ku jego zdziwieniu, okazało się, że na działce zamiast głazu została tylko duża wyrwa po głazie.

Pomnik Księdza Popiełuszki

Zaczął szukać. Sąsiedzi wskazali mu miejsce: dwa kilometry dalej, tuż przy komisariacie policji. Jest tam skrzyżowanie ulicy Orzeszkowej i Księdza Popiełuszki. Tu miasto postanowiło stworzyć pomnik upamiętniający księdza Jerzego Popiełuszkę zabierając wcześniej głaz z działki pana Marcina.

- Miasto tłumaczy się, że tak naprawdę, ponieważ to oni wykopali ten głaz, to należy do nich - powiedziała reporterka TVN24.

Pan Marcin jednak twierdzi inaczej. - Bez mojej wiedzy, po prostu miasto przyjechało i wzięło z mojej działki kamień. Był on wrośnięty, leciały na niego liście i rozkładały się na około, więc mam pewność, że był tam od bardzo dawna - stwierdził.

Pomnik może zostać ale przyda się rekompensata

Pan Marcin podkreśla, że nie chce, aby ten głaz do niego wrócił. Nie chce też demontowania pomnika. Jak jednak stwierdził, zasiedzenie rzeczy ruchomej następuje po trzech latach. Dlatego chciałby na przykład rekompensaty od miasta. U kamieniarza dowiedział się, że tona takiego głazu może kosztować około tysiąca euro. A ten zabrany pod budowę pomnika może ważyć od czterech do pięciu ton.

Pan Marcin chciałby dojść z władzami miasta do jakiegoś porozumienia. Wysyła pisma, ale urzędnicy milczą już od marca.

Z burmistrzem i wiceburmistrzem Piastowa próbowała we wtorek skontaktować się także reporterka TVN24, ale również nie uzyskała żadnej odpowiedzi.

mn/pm