Bemowo krytykuje przebieg S7. Ratusz odwołuje się od decyzji

Warszawa

"Decyzja nie bierze pod uwagę głosu mieszkańców"Mateusz Szmelter / tvnwarszawa.pl
wideo 2/2

Ratusz odwołał się od decyzji środowiskowej, która pozwala na budowę drogi ekspresowej S7, w wariancie przebiegającym przez Bemowo. Analogiczne odwołanie w tej sprawie złożyły też władze dzielnicy.

O odwołaniu od decyzji Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz poinformowała w piątek po południu.

"Podpisałam odwołanie od decyzji środowiskowej ws. drogi ekspresowej S7 przez Bemowo (od Trasy AK do Kiełpina). Decyzja RDOŚ nie uwzględnia wielu czynników istotnych dla środowiska i emisji gazów i pyłów na etapie realizacji i eksploatacji" - napisała na Twitterze.

Chodzi o decyzję wydaną pod koniec kwietnia. Pozytywnie odnosi się ona do środowiskowych uwarunkowań dla budowy północnego odcinka trasy S7. Oznacza też zielone światło dla realizacji inwestycji w wariancie II, proponowanym przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad.

Zakłada on budowę trasy od węzła S8 (trasa Armii Krajowej), na wysokości Fortu Bema w kierunku Lotniska Warszawa-Bemowo-Babice i węzła "gen. Maczka".

Wariant II przebiegu trasy S7
SISKOM

Miasto w swoim odwołaniu skupiło się na kwestii ochrony środowiska. Zdaniem ratusza, opinia RDOŚ nie uwzględnia między innymi możliwości wygrodzenia terenu budowy ekranami akustycznymi, które ograniczą uciążliwe dźwięki i będą stanowiły barierę dla pyłów i gazów. Poza tym, jak czytamy w odwołaniu, zabrakło też wskazania w jaki sposób na teren budowy będą dowożone materiały lub czy będą one częściowo wytwarzane na miejscu.

Opinia, zdaniem urzędników, nie określa też w jaki sposób drogowcy mogą ograniczać emisję pyłów podczas cięcia materiałów betonowych i jakie powinni wybrać, by przyniosły one jak najmniej szkody dla środowiska. Ostatnią kwestią, której miał nie uwzględnić RDOŚ jest konieczność mycia drogi w okresie od wiosny do jesieni, co pomaga ograniczać emisję wtórną pyłów.

Władze Bemowa protestują

Przeciw wariantowi II protestują także władze Bemowa, które w piątek złożyły odwołanie w sprawie opinii RDOŚ. Jako główny argument podnoszą one komfort życia mieszkańców dzielnicy.

Ich zdaniem daniem, RDOŚ nie bierze pod uwagę głosu mieszkańców Bemowa, którzy w trakcie konsultacji nad przebiegiem trasy złożyli blisko osiem tysięcy opinii, w których wskazywali negatywne skutki prowadzenia kolejnej drogi ekspresowej przez Bemowo.

Jak mówił w piątek burmistrz dzielnicy Michał Grodzki, budowa trasy S7 w tym wariancie zburzy funkcjonowanie dzielnicy i negatywnie wpłynie na zdrowie mieszkańców. Dodał też, że sposób, w jaki w jaki Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad szykuje się do połączenia Warszawy z Gdańskiem jest nie do przyjęcia dla mieszkańców Bemowa.

- Ta decyzja oznacza budowę drogi ekspresowej przez środek osiedli mieszkaniowych, w bliskim sąsiedztwie szkół, jej budowa to też częściowa likwidacja bemowskiego lotniska, nie wspominając już o istniejącej zieleni oraz zabytkach, w tym dawnej wieży kontrolnej Lotniska Warszawa-Bemowo-Babice przy ul. Wolfkego. Wylot z tunelu będzie znajdował się tuż nad głowami dzieci ze szkoły na ul. Andriollego, która dziś ma piękny teren z placami zabaw, bieżnią i boiskami, otoczony lasem. Zamienić się to może w kłębowisko spalin, potok TIR-ów i samochodów - mówił burmistrz.

"Mieszkały tu zające i kuropatwy"

Radni z Bemowa już w październiku protestowali przeciwko budowie kolejnej trasy ekspresowej na terenie dzielnicy. Podczas czwartkowej konferencji przewodniczący rady dzielnicy Marek Cackowski zapowiedział, że mieszkańcy nie pozostaną z tym problemem sami.

- Zarząd dzielnicy został zobowiązany przez radę dzielnicy do wykonania wszelkich zgodnych z prawem działań, by do tego nie dopuścić (do budowy trasy S7 - red.). Nie proszę decydentów. W imieniu 150 tysięcy mieszkańców Bemowa informuję, że ta trasa w tym miejscu nie przejdzie - zapowiedział.

Cackowski mówił też, że GDDKiA opisując wariant II kierowała się planami sprzed ponad 50 lat i nie wzięła w ogóle tego, jak od tego czasu zmieniło się Bemowo.

- W latach 60. Było tu lotnisko. Ulica Powstańców Śląskich, to był główny pas startowy. Dokładnie tu, gdzie stoimy (przy ulicy Andriollego - red.) była granica tego lotniska. I w tamtym czasie, gdy myślano o budowaniu autostrad w przyszłości, zaznaczono, że na obwodzie tego lotniska będzie przebiegała autostrada i zarezerwowano pas ziemi - tłumaczył.

- Ta rezerwa państwowa istnieje do dnia dzisiejszego. O tym przypomniała sobie kilkanaście lat temu Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, bo to jest teren państwowy i będzie mogła budować na nim bez dodatkowych kosztów. I nie możemy im się dziwić, bo oni kierują się dobrem przedsiębiorstwa. Od tego są tam menedżerowie - dodał.

Podkreślił jednak, że istotny jest tu interes mieszkańców. - Decydenci w sprawie trasy S7 jakby nie zauważyli, gdy powstała ta rezerwa, mieszkały tu zające i kuropatwy. W międzyczasie powyrastały tu osiedla. Mieszkają tu tysiące ludzi - zaznaczał. - 150 tysięcy mieszkańców Bemowa nie pozwoli na to, żeby tranzyt tysięcy tirów każdego dnia przechodził przez nasze spokojne osiedla - zapowiedział Cackowski.

kk/b