Legia przegrywa

Warszawa

| Polska Agencja Prasowafot

Po dwóch pucharowych porażkach Lechia Gdańsk wreszcie znalazła sposób na warszawską Legię. Wygrała w lidze 2:1 i w tabeli wyprzedza stołecznych o trzy punkty.

Wydawało się, że po dwóch zwycięstwach (1:0 i w środę 4:0 w półfinale Pucharu Polski) legioniści mają patent na Lechię. Ligowa rzeczywistość dla zespołu Macieja Skorży jest zupełnie inna. Bardziej brutalna.

W Gdańsku Legia przegrała 11. mecz w sezonie, choć rozpoczęła udanie. Już w 7. minucie prowadziła po samobójczym golu Krzysztofa Bąka, który wbił piłkę do swojej bramki po strzale Macieja Rybusa. Co ciekawe, Bąk w przeciągu trzech dni po raz drugi strzelił samobójczego gola.

Wychowanek warszawskiej Polonii i jego koledzy - zamiast się załamać - ruszyli do ataku, a goście gaśli z każdą minutą.

W konspiracji

Brak Inakiego Astiza i Ivicy Vrdoljaka (obaj pauzowali za nadmiar zółtych kartek) oraz Miroslava Radovicia (wszedł w 60. minucie) okazał się zbyt dużą stratą, aby dorównać ekipie Tomasza Kafarskiego, który po sromotnej porażce na Łazienkowskiej 0:4 zamknął treningi Lechii przed mediami.

Konspiracja pomogła. Aktywna gra gospodarzy szybko zaprocentowała. W roli głównej wystąpił Abdou Traore, ponoć numer jeden na liście życzeń Macieja Skorży przed nowym sezonem. Pytanie tylko, czy piłkarz z Wybrzeża Kości Słoniowej będzie chciał zrobić krok w tył, bo po sobotnim zwycięstwie Lechia jest wyżej w tabeli od Legii.

Klepką do bramki Legii

Zwycięstwo gospodarze zapewnili sobie po akcji rodem z najlepszych lig świata. Rozklepali obronę legionistów, Marcin Pietrowski dośrodkował w pole karne, a tam najwyżej do piłki wyskoczył Ivans Lukjanovs.

Teraz piłkarzy stołecznych piłkarzy czeka długa podróż do Warszawy. Będą mieli czas zastanowić się, jak w trzy dni z zespołu, który dominuje zmienić się w zdominowanego. W sześciu ostatnich meczach zdobyli zaledwie punkt.

Czytaj też na tvn24.pl