Przygotuj się na:

ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI

Tegoroczne obchody Święta Niepodległości wiążą się z ogromnymi utrudnieniami. Bieg Niepodległości przetnie miasto na pół, a wzdłuż trasy marszu narodowców już od samego rana ustawione będą betonowe zapory.

Areszt przy Rakowieckiej zmieni się w Muzeum Żołnierzy Wyklętych

Warszawa

Polska i świat tvn24Areszt śledczy na Rakowieckiej zostanie zamknięty

Równie legendarny co niesławny, areszt przy Rakowieckiej w Warszawie idzie do likwidacji. Niedługo zniknie w nim oddział obserwacji psychiatrycznej, potem kolejne, by w końcu powstało muzeum. Materiał magazynu "Polska i świat" w TVN24.

To jedno z najmroczniejszych miejsc w Polsce. Tunelem pod Pawilonem Dziesiątym aresztu śledczego na Rakowieckiej często szło się tylko w jedną stronę. - To więzienie ma ponurą sławę, historię. Przez to więzienie przeszli ludzie AK, polskiego państwa podziemnego, delegatury, przywódcy, dziennikarze prasy podziemnej z czasów wojny - wymienia prof. Andrzej Friszke, historyk IPN.

Muzeum zamiast aresztu

Tam, w karcerze mokrym trzy tygodnie przetrzymywano gen. Fieldorfa "Nila". Tam też, strzałem w tył głowy, zamordowano rotmistrza Pileckiego. Już wkrótce te miejsca będą otwarte dla zwiedzających.

- Teren aresztu śledczego powinien stracić swą funkcję penitencjarną. Podjęto decyzję, by budynek zagospodarować na potrzeby muzeum żołnierzy wyklętych i więźniów politycznych PRL - stwierdził Sebastian Kaleta, rzecznik Ministerstwa Sprawiedliwości.

Mokotowskie więzienie powstało ponad 100 lat temu i już wtedy było uznawane za jedno z najcięższych. Późniejsza katownia gestapo po II wojnie światowej zyskała nowy przydomek: wrót do stalinowskich piekieł. - To więzienie to kawał polskiej historii, historii patriotycznej, oporu przeciwko komunistom, różnych generacji - podkreśla prof. Friszke.

"Zaczynał śledztwo od pytania i uderzenia"

Opozycjonista Leszek Moczulski pierwszy raz trafił na Rakowiecką w latach pięćdziesiątych. - Jeden z oficerów miał taką metodę, ze zaczynał śledztwo od pytania i uderzenia - jak nie dostał odpowiedzi, pogrążał się w milczeniu. Po jakimś czasie znowu bił i pytał: przyznasz się? a ja: do czego? i albo uderzył, albo nie - wspomina. Łącznie w peerelowskich więzieniach Leszek Moczulski spędził siedem lat, większość właśnie na Mokotowie. Ale planowanemu kształtowi muzeum jest przeciwny. - Nie ma żadnego powodu, żeby to wiezienie było tylko muzeum upamiętniającym wydarzenia po II wojnie - twierdzi Moczulski.

Według zapowiedzi ministerstwa sprawiedliwości, muzeum ma powstać najpóźniej za 4 lata.

Czytaj też na stronie magazynu "Polska i świat".

mm/ja / Źródło: tvn24