Amstaff pogryzł dwoje dzieci. Ojciec nie przyznaje się do winy

Warszawa

"Oskarżony nie przyznaje się do winy" TVN24
wideo 2/3

Ruszył proces mężczyzny oskarżonego o narażenie własnych dzieci na utratę życia i zdrowia. W czerwcu ubiegłego roku pod Mławą wypuścił amstaffa bez kagańca na podwórko, gdzie bawiły się ośmiomiesięczna Zuzanna i trzyletni Igor. Oskarżony nie przyznaje się do winy.

Proces ruszył w sądzie w Mławie w środę rano. Na sali rozpraw był reporter TVN24 Mariusz Sidorkiewicz.

Przygarnął psa

- Mężczyzna nie przyznaje się do winy. Ma sobie do zarzucenie jedynie to, że przygarnął tego psa. Mówił, że nie miał świadomości, że pies jest taki groźny i zagraża dzieciom. W dniu poprzedzającym tragedię pies zachowywał się łagodnie, bawił się z dziećmi - relacjonował Sidorkiewicz.

Na sali sądowej mężczyzna przyznał, że feralnego wieczoru wypuścił psa bez kagańca na podwórko i miał świadomość, że na podwórko są dzieci. - Mówił, że tak olbrzymiej tragedii nie mógł się spodziewać. Sprzedawca zwierzęcia miał go przekonywać, że to wyjątkowo spokojny pies - opisywał reporter TVN24.

W podobnym tonie wypowiadał się obrońca oskarżonego. Nie kwestionuje on, że doszło do tragicznego zdarzenia. - Prawno-karna ocena sytuacji pozostaje otwarta. Trudno powiedzieć, czy zostały naruszone jakieś reguły bezpieczeństwa, ponieważ pies nie jest wpisany na listę ras agresywnych - powiedział Sidorkiewiczowi mecenas.

Śledztwo wskazało, że mężczyzna miał znęcać się również nad swoją rodziną. - Przywiązywał trzyletniego synka smyczą do kaloryfera, a także miał bić i obrażać konkubinę. Do tych zarzutów też się nie przyznaje - zaznaczał reporter.

Mężczyźnie grozi łącznie 12 lat więzienia.

"Jak klatka z tygrysem"

Do ataku psa doszło pod koniec czerwca ubiegłego roku w miejscowości Łomia w powicie mławskim. Jeszcze w trakcie śledztwa prokuratorzy nieoficjalnie porównali to do sytuacji, w której mężczyzna wpuściłby dzieci do klatki z tygrysem. - Pies najpierw zaatakował chłopca, a następnie trzymane na rękach przez matkę niemowlę - opisywał prokurator Marcin Bagiński z Prokuratury Rejonowej w Mławie.

Dzieci odniosły obrażenia głowy, szyi i ramion. Z aktu oskarżenia wynika, że stan dziewczynki był ciężki. Po tragedii rodzeństwo było leczone w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. - Pomimo trwającego przez wiele miesięcy leczenia dziewczynka nadal nie doszła do zdrowia i przechodzi rehabilitację - dodał Bagiński.

W dniu rozprawy mała Zuzanna pojawiła się z mamą w sądzie w Mławie. - Dziecko jest już radosne i chodzi o własnych siłach. Jednak cały czas ma widoczny uraz oka. Mama Zuzi nie czuła się na siłach, by wystąpić przed kamerą. Powiedziała mi, że dziewczynka wraca do zdrowia - mówił Sidorkiewicz.

Pies trafił do rodziny dzień wcześniej. Jak ustalili śledczy, został uśmiercony przez Kamila G. Ciało zwierzęcia zostało zabezpieczone na potrzeby prokuratury i służb weterynaryjnych. Badania wykazały, że pies nie był chory na wściekliznę.

mp/kk/ran