Akordeonu tam nie naprawisz, ale stary szyld ocaleje

Warszawa

Metalowa tabliczka reklamowa to ostatni relikt po zakładzie naprawy akordeonów, który działał na Kamionku. Kiedy w lokalu zaczął się remont, natychmiast pojawiło się pytanie: czy stary szyld zniknie? - Spokojnie, nie dam go ruszyć - uspokaja nowa najemczyni tego miejsca.

W starej kamienicy przy ul. St. Augusta, na tyłach Grochowskiej, przez wiele lat działał warsztat znany wszystkim warszawskim akordeonistom. Kilka lat temu punkt został zamknięty, a jego muzycznej przeszłości świadczył wyłącznie stary szyld: "AKORDOEONY NAPRAWA KRASNODĘBSKI UL. ST. AUGUSTA 24". W ostatnich dniach w lokalu pojawili się robotnicy i rozpoczęli generalny remont. Czy to oznacza, że sędziwa tabliczka wyląduje na śmietniku?

Relikt nie zniknie

- Byłem na miejscu, rozmawiałem z robotnikami. Zapewnili, że blaszany szyld zostanie zachowany. W lokalu ma działać pracownia biżuterii artystycznej – informuje tvnwarszawa.pl radny dzielnicy Marek Borkowski.

Pracownię otwiera Anna Krystyniak. Udało nam się do niej dotrzeć. – Nie zamierzam zdejmować tabliczki. Przeciwnie, jeśli tylko pojawi się taki pomysł np. przy okazji remontu elewacji, zabiorę ją do środka – przekonuje artystka. – Poznałam już pana, który naprawiał tu akordeony. Zawsze będzie u nas mile widziany – zapewnia i dodaje, że muzyka akordeonowa zabrzmi podczas otwarcia pracowni.

Zakład naprawy akordeonów zamieni się w pracownię biżuterii artystycznej
tvnwarszawa.pl

Fachowiec z tatuażami

Zakład naprawy akordeonów był unikalny w skali kraju. - Swoje instrumenty przywozili tu nawet muzycy ze Śląska - wspomina Cezary Polak, znawca Grochowa i aktywista miejski, który pierwszy raz spotkał się z rzemieślnikiem 11 lat temu. Ślady po dobrej opinii, jaką cieszył się fachowiec ze St. Augusta, można znaleźć na forach internetowych dla muzyków.

- Pan był wyjątkowy, miał wytatuowane całe ręce. Podejście do biznesu też miał specyficzne, czasem długo nie pojawiał się w warsztacie, bo potrzebował przerwy. Kiedyś opowiadał mi, że pogonił młodzieńca o porywczym spojrzeniu, który zgłosił się po haracz za "ochronę" - opowiada Polak. - Zakładzik też wyglądał malowniczo. Panował w nim uroczy rozgardiasz. Wszędzie piętrzyły się akordeony, części do nich, a także młoteczki, dłuta, pilniczki i inne dziwne narzędzia służące do naprawy instrumentów - opisuje nasz rozmówca.

Muzycy z akordeonami na ulicy Bagatela w pobliżu placu Unii Lubelskiej | nac
Muzykanci w otoczeniu dzieci z rowerami na osiedlowym chodniku, rok 1977 | nac
Orkiestra przed Domami Centrum przy ul. Marszałkowskiej, rok 1981 | nac
Członek orkiestry grający na akordeonie Wirtuoz, rok 1960 | nac
Muzycy na ulicy Bagatela w pobliżu placu Unii Lubelskiej | nac
Muzycy z akordeonami na ulicy Bagatela w pobliżu placu Unii Lubelskiej | nac
Muzykanci w otoczeniu dzieci z rowerami na osiedlowym chodniku, rok 1977 | nac
Orkiestra przed Domami Centrum przy ul. Marszałkowskiej, rok 1981 | nac
Członek orkiestry grający na akordeonie Wirtuoz, rok 1960 | nac
Muzycy na ulicy Bagatela w pobliżu placu Unii Lubelskiej | nac
Muzycy z akordeonami na ulicy Bagatela w pobliżu placu Unii Lubelskiej | nac

Więcej archiwalnych zdjęć na stronie Narodowego Archiwum Cyfrowego.

Piotr Bakalarski