Przygotuj się na:

WOLA: ZMIANY TRAS AUTOBUSÓW

Wraz z planowanym na kwiecień 2020 roku otwarciem nowych stacji metra na Woli zmienić się muszą trasy wielu linii autobusowych. Zarząd Transportu Miejskiego pokazał plany, które będą podstawą konsultacji społecznych. Początek 10 grudnia.

"Adrian pokazywał nam nóż. Nie mówił, po co go nosi"

Warszawa

Doprowadzenie oskarżonego Adriana Cz.Mateusz Szmelter / tvnwarszawa.pl
wideo 2/2

- Adrian podczas jednego ze spotkań towarzyskich pokazywał nam nóż, ale nigdy nie mówił, po co mu ten przedmiot - mówił przed sądem Michał M. W ławie oskarżonych siedzi jego kolega, który - według prokuratury - śmiertelnie ugodził nożem pracownika Tramwajów Warszawskich.

25-letni Adrian Cz. jest oskarżony o to, żew nocy z 9 na 10 lutego ubiegłego roku, na ulicy Trębackiej kilkukrotnie, nożem typu "motylek", ranił Pawła K., pracownika Tramwajów Warszawskich. Mężczyzna zmarł niespełna dwa tygodnie później w szpitalu. Osierocił troje małych dzieci.

Proces w jego sprawie rozpoczął się w poniedziałek. Wówczas sąd przesłuchał znajomych poszkodowanego oraz policjantów, którzy udzielali mu pierwszej pomocy. Podczas kolejnej rozprawy, w czwartek, zeznania składał między innymi kolega oskarżonego - 25-letni Michał M.

Świadek: też zostałem uderzony

Świadek pamiętał, że było późno, a on razem z pięcioma innymi kolegami szli z pubów na Starym Mieście w kierunku centrum. Wcześniej wypili po kilka piw. W rejonie skrzyżowania Krakowskiego Przedmieścia i Trębackiej spotkali pokrzywdzonego i jego znajomych, również pijanych. To tam doszło do awantury, podczas której Adrian Cz., według prokuratury, kilkakrotnie zadał ciosy nożem poszkodowanemu, dwa z nich w okolice klatki piersiowej.

Według świadka "Adrian z osobą z drugiej grupy mieli sobie coś do powiedzenia". Mężczyzna nie był sobie w stanie przypomnieć, kto zaczął. Nie pamiętał, czy się szarpali, czy popychali. Wiedział jedynie, że do ostrej wymiany zdań dołączyli koledzy z obu grup i doszło do bijatyki.

Rozdzieliła ich policja i przewiozła na komendę. - Tam kolega Aleks poinformował mnie, że zostałem uderzony w twarz, w okolice ust. Nic poważnego mi się nie stało, ale miałem krwawienie z wargi -precyzował przed sądem.

Nie pamiętał, kto go uderzył. Nie widział też ciosów nożem.

"Znęcali się grupowo nad Adrianem"

- W pewnym momencie znajomi pokrzywdzonego zaczęli grupowo znęcać się nad Adrianem. Wydaje mi się, że Adrian już leżał, a oni go kopali - powiedział później.

- Dlaczego pan o tym nie powiedział podczas zeznań [w śledztwie - red]? - pytał sędzia Piotr Gąciarek.

- Widziałem, w jakim stanie był Adrian, jak już była policja. I jak zabierali go do karetki - odpowiedział.

- Ale z którego momentu pan to pamięta? - dociekał sędzia.

Wówczas świadek zaczął wycofywać się ze swoich słów.

- Te słowa padły, sąd chce to wyjaśnić - upomniał go sędzia.

- Widziałem obrażenia twarzy oskarżonego, kiedy policja była już na miejscu. Liczne obrażenia twarzy. Miał siniaki, rozcięte usta, nie jestem w stanie powiedzieć reszty - stwierdził świadek.

Pokazywał nóż

- Czy pamięta pan, aby oskarżony kopnął w barierkę? - dopytywała z kolei adwokat Adriana Cz.

Od tego, jak pisaliśmy w poniedziałek, miała zacząć się szarpanina. Tak przynajmniej relacjonowali koledzy pokrzywdzonego. Oskarżony, według nich, kopnął w barierkę zabezpieczającą miesięcznicę smoleńską, a pokrzywdzony zwrócił mu uwagę.

Odpowiedź świadka była krótka: - Nie.

Michał W. odpowiedział jednak na pytanie prokuratora dotyczące noża.

- Adrian podczas jednego ze spotkań towarzyskich, kilka miesięcy przed zdarzeniem, pokazywał nam nóż. Nie jestem w stanie podać szczegółów. Nigdy nie mówił, po co miał nóż, ale to nie było chwalenie się - odpowiedział. - Nie wiedziałem, że w bijatyce Adrian użył noża. Dopiero na policji dowiedzieliśmy się, że poszkodowany walczy o życie w szpitalu - dodał.

Swoje zeznania skończył słowami: - Choć chciałbym pomóc, nie jestem w stanie podać żadnych szczegółów.

"Cios zadany był z większą siłą"

Podczas rozprawy przesłuchany został również biegły lekarz sądowy, który badał obrażenia zmarłego.

- Czy jest coś szczególnego w ranach, co mogłoby świadczyć o mechanizmie ich powstania? - pytał prokurator.

- Nie ma nic szczególnego poza charakterem tych ran. Rany są ranami kłutymi bądź, powstały pod działaniem narzędzia ostrego - opisywał biegły. - Doszło do rozległego zranienia prawej i lewej komory serca, ponadto [pokrzywdzony miał - red.] rany głowy, kciuka - mówił biegły.

Prokurator pytał też, z jaką siłą zostały zadane ciosy.

- Żeby przebić klatkę piersiową, jeżeli narzędzie jest ostrokończyste, wystarczy co najmniej średnia siła. Największy opór stawia skóra. Doszło również do uszkodzenia żebra, więc można przyjąć, że w przypadku tej rany drążącej serca, cios zadany był z większą siłą - mówił Sadowski.

"Życie jest największą wartością"

Podczas kolejnej rozprawy sąd planuje przesłuchać biegłego psychologa, który wydawał opinię na temat Adriana Cz.

Oskarżony podczas jednego z przesłuchań zapewniał, że nigdy nikogo nie zaczepił, nie jest zdolny do agresji, a "życie jest największą wartością, jaką otrzymujemy od Boga".

Klaudia Ziółkowska