96 świetlnych zniczy: pomnik, którego nie ma

Warszawa

fot. materiały projektanta | | TOTERAZ/tvn24.pl
fot | | TOTERAZ/tvn24.pl
fot. materiały projektanta | | TOTERAZ/tvn24.pl
fot | | TOTERAZ/tvn24.pl
fot. materiały projektanta | | TOTERAZ/tvn24.pl
fot | | TOTERAZ/tvn24.pl

- 96 nowoczesnych "zniczy" - słupów światła przed pałacem prezydenckim - taką formę pomnika na Krakowskim Przedmieściu proponuje społeczny komitet popierany przez Martę Kaczyńską.

To kolejny pomysł na upamiętnienia ofiar katastrofy smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu. Tym razem wyraźnie wychodzący naprzeciw wymogom konserwatorskim, które - zdaniem władz Warszawy - stały na przeszkodzie upamiętnieniu ofiar w tym miejscu, w formie tradycyjnego monumentu.

Pomnik, którego nie ma

Projekt powstał spontanicznie. Stworzyli go internauci, komunikujący się za pośrednictwem jednego z portali społecznościowych. Ich wysiłki koordynował architekt i wykładowca, prof. Paweł Szychalski.

- Jest unikalny, bo ma bardzo niewiele materialnych elementów i właściwie nie ingeruje w przestrzeń Krakowskiego Przedmieścia - podkreślał na poniedziałkowej konferencji prasowej wyraźnie przejęty sytuacją architekt.

Pomysł jest prosty i zarazem bardzo wymowny. Pomnik ma się składać z 96 reflektorów umieszczonych w powierzchni chodnika przed pałacem prezydenckim. O zmierzchu ukryte pod ziemią lampy zapalałyby się, tworząc w tym miejscu 96 świetlnych słupów o wysokości kilku metrów.

Przy każdej lampie znalazłby się ryngraf z tabliczką, a na niej nazwisko jednej z ofiar, jej data urodzin i data śmierci - 10.04.2010. - Przy dwóch lampach upamiętniających parę prezydencką ryngraf byłby wspólny, z dwoma nazwiskami i małym relikwiarzem, z fragmentem polskiej flagi - dodał architekt.

- Projekt wychodzi na przeciw władzom miasta, w szczególności konserwatorowi zabytków, który twierdził, że układ urbanistyczny Krakowskiego Przedmieścia nie pozwala na budowę tradycyjnego pomnika - zauważyła Marta Kaczyńska, córka Lecha i Marii Kaczyńskich.

Z kolei Magdalena Merta, wdowa po wiceministrze kultury i generalnym konserwatorze zabytków, Tomaszu Mercie, który zginął w katastrofie, powiedziała: - Zachwyca mnie odwołanie do setek tysięcy zniczy, które zapłonęły tu rok temu.

Apel do Rady Warszawy

Projekt ma poparcie radnego miasta Andrzeja Melaka, brata Stefana Melaka, przewodniczącego komitetu katyńskiego, który także zginął w Smoleńsku. - Złożę wniosek o poparcie projektu na najbliższej sesji rady miasta - zapowiedział Melak.

Przewodniczący komitetu budowy pomnika dodał, że nie oczekuje od miasta pomocy finansowej, a tylko zgody na budowę: - Liczymy, że pieniądze pojawią spontanicznie, tak jak sam projekt - powiedział.

Zastrzegł przy tym, że zgoda na budowę pomnika w formie proponowanej przez Szychalskiego nie oznacza, że komitet zrezygnuje z budowy tradycyjnego monumentu w innym miejscu.

Ratusz czeka na dokumenty i sondaż

O zdanie na temat nowej koncepcji zapytaliśmy Marcina Ochmańskiego. Rzecznik ratusza przypomniał, że w Warszawie jest już pomnik ofiar katastrofy. - Powstał na Powązkach i dzięki temu mogliśmy godnie obchodzić pierwszą rocznicę katastrofy - podkreślił.

Dodał też, ze ratusz nie zmienia stanowiska w sprawie kolejnego pomnika: - O to, czy jest potrzebny, zapytamy warszawiaków w czasie badania "Barometr Warszawski" na przełomie maja i czerwca. Jeśli odpowiedź będzie twierdząca, zaczniemy dyskusję o formach i o możliwych lokalizacjach - dodał Ochmański.

Oficjalnie ratusz koncepcji Szychalskiego komentować nie chce. Nie robi tego także stołeczna konserwator zabytków, Ewa Nekanda-Trepka. - Wypowiemy się, gdy projekt oficjalnie wpłynie do ratusza - tłumaczy Ochmański.

Nieoficjalnie w ratuszu można usłyszeć, że projekt jest "interesujący" i że "można odebrać go jako kompromisowy". Ale pojawia się też szereg wątpliwości, np. czy dobrym pomysłem jest, by nazwiska ofiar były na tabliczkach w chodniku, po który deptaliby przechodnie.

PRZECZYTAJ OPINIE O PROJEKCIE NA KOTAKCIE 24

roody/par