Przygotuj się na:

ZMIANY W KODEKSIE RUCHU

Szóstego grudnia wchodzą w życie nowe przepisy o tworzeniu drogowych korytarzy życia oraz jazdy na suwak.

4 policjantów na jednego kontrmanifestanta w czasie miesięcznicy

Warszawa

Przemówienie Jarosława KaczyńskiegoTVN24
wideo 2/3

44 wnioski o ukaranie w związku z wykroczeniami skieruje do sądu policja po czwartkowych manifestacjach - poinformował PAP w piątek rzecznik komendanta stołecznego policji kom. Sylwester Marczak. Zgromadzenia zabezpieczało około 2 tysiące policjantów, w kontrmanifestacji uczestniczyło 500 osób.

Policjanci wylegitymowali 150 osób, nikogo nie zatrzymano - powiedział Marczak PAP. Policjanci wystawili trzy mandaty, a wobec 44 osób zostaną skierowane wnioski do sądu o ukaranie w związku z wykroczeniami. "Chodzi między innymi o zakłócanie legalnego zgromadzenia, używanie słów wulgarnych oraz odmowę okazania dokumentu i podania danych osobowych" - powiedział rzecznik KSP. Podkreślił, że nikogo nie zatrzymano. Jednej z osób zakłócających porządek policjanci zabrali kastet. Pytany przez PAP o liczbę uczestników manifestacji, Marczak podał, że w obchodach miesięcznicy katastrofy smoleńskiej, w kulminacyjnym momencie, wzięło udział około 2,5 tysiąca osób, a w kontrmanifestacji przed Kolumną Zygmunta około 500 osób. W działaniach związanych z zabezpieczeniem zgromadzeń brało udział prawie 2 tysiące policjantów. Według policji, zarówno podczas Marszu Pamięci jak i kończącego go apelu pamięci było spokojnie.

"Atak policji"

Już po zakończeniu uroczystości stowarzyszenie "Obywatele RP" zamieściło na Twitterze wpis: "Policja właśnie bez żadnego powodu zaatakowała kilka osób siedzących na pl. Zamkowym". Potem w kolejny tweetach informowali o zatrzymanych. W mediach pojawiła się informacja, że do przepychanek doszło, gdy policjanci chcieli wylegitymować i sprawdzić plecaki manifestujących. Pytany o te zarzuty rzecznik KSP powiedział PAP, że dla policji najważniejsze jest bezpieczeństwo wszystkich osób uczestniczących z zgromadzeniach. - Wobec jednej z osób policjanci podjęli czynności z podejrzeniem, że może mieć w plecaku niebezpieczne przedmioty. Mężczyzna odmówił pokazania, co ma w plecaku i okazania dokumentów. Po chwili część osób zaczęła utrudniać czynności policjantom - powiedział Marczak. - Ostatecznie do komendy doprowadzono dwie osoby, które odmówiły podania danych. Po ich ustaleniu opuściły komendę. Należy zadać pytanie: kto eskaluje napięcie - czy policja, czy te osoby, które utrudniają jej pracę - pytał rzecznik. PAP/md/mś/jb