35 tys. na trybunach Derby Polski dla Lecha

Warszawa

| Fakty TVNfot. PAP/Adam Cieleszko

Tradycji stało się zadość. Lech od ponad siedmiu lat nie przegrał przy Bułgarskiej z Legią i nie inaczej było dzisiaj. Zwycięstwo podopiecznym Jose Mari Bakero dał Artjoms Rudnevs, który tuż po zdobyciu gola wraz z kolegami wykonał "kołyskę" dla swojej nowonarodzonej córeczki.

Przez pierwsze dziesięć minut oba zespoły nie dostarczyły 36 tysiącom kibiców przy Bułgarskiej zbyt wielu emocji.

Pechowa trzynastka

W 13. minucie stuprocentowej sytuacji do zdobycia bramki nie wykorzystali zawodnicy podopieczni Macieja Skorży, a dokładnie duet Ivica Vrdoljak - Manu. Chorwacki pomocnik Legii dograł do Manu, a ten w niewiarygodny sposób nie trafił do bramki Krzysztofa Kotorowskiego. Gospodarze cudem uniknęli straty gola

Brakowało lidera

Do 30. minuty "derby Polski" nie zachwyciły. Na tle ospale i ociężale grających gospodarzy znacznie lepiej wypadła Legia, która przy Bułgarskiej nie wygrała od ponad siedmiu lat. W grze gospodarzy brakuje lidera. Z pewnością byłby nim Semir Stilić, który dzisiejsze spotkanie wraz z Marcinem Kikutem i Hubertem Wołąkiewiczem ogląda z trybun (wszyscy pauzują za kartki).

W 36. minucie boisko musiał opuścić na chwilę bramkarz Lecha - Krzysztof Kotorowski, który nabawił się poważnie wyglądającego urazu stopy. Jednak rekordowy golkiper gospodarzy (Kotorowski dziś po 172. raz wszedł między słupki "Kolejorza") wrócił do gry.

W 45. minucie, na niespełna pół minuty przed końcem regulaminowego czasu gry, zawodnikom obu zespołów zaczęły puszczać nerwy. Do szarpaniny doszło pomiędzy Radoviciem i Djurdeviciem. Jednak sędzia nie zdecydował się na ukaranie zawodników żółtymi kartkami.

Odmienieni po przerwie

Przerwa potrzebna była obu zespołom. Już niespełna sześć minut po wznowieniu gry odmienieni gospodarze, a dokładnie Bartosz Ślusarski, oddali pierwszy celny strzał na bramkę Wojciecha Skaby.

W 57. minucie podopieczni Jose Mari Bakero wypracowali sobie kolejną dogodną sytuację. I właściwie centymetry zadecydowały o tym, że gol Artjomsa Rudnevsa nie został uznany. Zdaniem sędziów Łotysz był na spalonym.

W 63. minucie bliżej otwarcia wyniku pojedynku byli podopieczni walczącego o utrzymanie posady Macieja Skorży. Jednak gospodarzy przed stratą bramki uchronił Kotorowski, który za faul na pędzącym z piłką Manu ujrzał żółtą kartkę. Tylko żółtą, choć faul był poza polem karnym i była to sytuacja sam na sam.

Te sytuacje tylko potwierdziły fakt, że dla obu zespołów bezbramkowe zakończenie pojedynku byłoby porażką. Jednak, choć to goście mieli więcej okazji do zdobycia bramki, ta sztuka udała się piłkarzom "Kolejarza". W 83. minucie piłka w polu karnym odbiła się od Manuela Arboledy i trafiła wprost pod nogi Artjomsa Rudnevsa, a ten bez problemów pokonał Skabę.

Zgodnie z przedmeczowymi zapowiedziami, tuż po zdobyciu zwycięskiej bramki przez Rudnevsa, piłkarze "Kolejorza" wspólnie z Łotyszem wykonali "kołyskę" dla jego nowonarodzonej córeczki. Ten gol przesądził o zwycięstwie Lecha.

mg//gak