23 lata walczą o ziemię Miasto nie chce jej oddać

Warszawa

| Fakty po południu TVN24Protest rodziny Derdów z 2010 roku fot

Blisko ćwierć wieku Hanna Derda-Nowacka walczy o dwa tys. metrów kwadratowych na Ochocie. Teren, na którym mieści się dziś Miejskie Przedsiębiorstwo Taksówkowe, został odebrany jej rodzinie na mocy Dekretu Bieruta. Trzy lata temu urzędnicy wydali decyzję o zwrocie ziemi. Teraz chcą... ponownie rozpatrzyć sprawę.

Rodzina Derdów od lat walczy z Miejskim Przedsiębiorstwem Taksówkowym o ziemię przy ul. Bitwy Warszawskiej. Na fragmencie działki należącej do rodziny MPT postawiło budynek. O sprawie informowaliśmy już w marcu 2010 roku.

Rodzina Derdów ma w ręce mocny argument: wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Sąd stwierdził, że działka należy do nich i miasto musi ją zwrócić.

W 2008 roku została wydana nawet decyzja o zwrocie nieruchomości. Do dziś ziemi jednak miasto nie oddało.

Zobacz reportaż na tvn24.pl

Przed kilkoma dniami rodzina Derdów dowiedziała się, że urzędnicy wydali decyzję o ponownym rozpatrzeniu sprawy. - To nic innego, jak próba unieważnienie decyzji z 2008 roku i ponowne odebranie nam ziemi - żali się Derda-Nowacka.

- Pikanterii dodaje fakt, że postanowienie podpisał Jakub Rudnicki, zastępca dyrektora biura Gospodarki Nieruchomościami w urzedzie miasta. Ten sam, który w 2008 roku podpisywał decyzję o zwrocie ziemi - opowiada Derda-Nowacka.

Ktoś chce wybudować bloki?

Decyzja została wydana tego samego dnia, w którym w ratuszu został wyłożony projekt planu zagospodarowania przestrzennego dla okolic ul. Opaczewskiej, który obejmuje sporną działkę. Dokument przewiduje w tym miejscu zabudowę usługowo-mieszkaniową.

- Czyżby urzędnicy przygotowywali się do sprzedaży ziemi jakiemuś deweloperowi? - pyta Derda-Nowacka. I zwraca uwagę na inny zapis w planie: - Przez środek działki została poprowadzona droga.

Nowacka pytała o to urzędników na sesji rady miasta 17 marca. - Na pytanie, dlaczego miasto planuje wybudowanie drogi na prywatnej działce, urzędnicy odpowiedzieli, że nie wiedzieli o roszczeniach do tego terenu - opowiada.

Dlaczego ratusz chce ponownie zajmować się sprawą, która wydawała się już zakończona? Czemu właścicielka działki nie miała wpływu na projekt planu? Chcieliśmy zapytać o to przedstawicieli ratusza, ale pytania wysłane do biura prasowego pozostały bez odpowiedzi.

Paweł Radziszewskiroody