14 atrap bomb, lata śledztwa. Kto sterroryzował stolicę?

Warszawa

Program

Ponad sześć lat temu doszło do zdarzenia, które wywołało największy alarm antyterrorystyczny w Polsce. W Warszawie podłożono 14 profesjonalnie wykonanych atrap bomb. Pomimo wielu lat śledztwa, na które wydano setki tysięcy złotych, nie wiadomo kto stał za tym aktem, określanym przez ABW jako "prowokacja". Eksperci stawiają pytania, czy w akcję podłożenia atrap nie były zaangażowane osoby związane z służbami specjalnymi.

Do wielkiego alarmu bombowego w stolicy doszło 20 października 2005 roku, ostatniego dnia kampanii przed drugą turą wyborów prezydenckich. W piątek na ulicach Warszawy znaleziono 14 atrap bomb, których zabezpieczanie i badanie wywołało paraliż komunikacyjny centrum miasta.

Jak się okazało, w pakunkach opatrzonych napisem "Bomba" i kolejnymi numerami od 1 do 15 (bez 14) nie było ładunku wybuchowego. Były jednak na tyle profesjonalnie przygotowane, że zmyliły nawet psy tresowane do wykrywania bomb, które wskazywały na nie, jako zagrożenie.

Ślepy zaułek

Natychmiast ruszyło wielkie śledztwo. Wyznaczono nagrodę 100 tysięcy złotych za doprowadzenie do sprawcy. Pomimo tego, mijały dni, tygodnie, miesiące, a nawet lata, a śledczy nie byli w stanie złapać osoby odpowiedzialnej za podłożenie atrap.

Zabezpieczono dziesiątki odcisków palców i śladów genetycznych na makietach ładunków. Zlokalizowano komputer i konto emailowe z którego rozesłano do mediów informację o podłożeniu bomb, dzięki czemu uzyskano z kamery monitoringu niewyraźne zdjęcie mężczyzny, który wysyłał wiadomości. Wszystko to na nic. W 2006 roku triumfalnie ogłoszono zatrzymanie domniemanego sprawcy, którego jednak później wypuszczono i oczyszczono z wszelkich zarzutów.

- Służby poniosły tutaj klęskę. Wydaje mi się rzeczą nieprawdopodobną, aby taką akcję można było przeprowadzić bez ich wiedzy - mówi Leszek Artemiuk z Stowarzyszenia Polskich Specjalistów Bombowych. Wtóruje mu Marek Biernacki, poseł PO, były członek i przewodniczący sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych.

Specjalne ćwiczenia?

Specjaliści stawiają pytanie: czy to właśnie służby nie były zaangażowane w ten symulowany atak bombowy.

- Jedna osoba nie mogła tego dokonać - mówi Andrzej Mroczek z Centrum Badań nad Terroryzmem w Collegium Civitas. - Ładunki numeruje się tylko na ćwiczeniach - dodaje Artemiuk. - Nie jest nadużyciem powiedzieć, że tego mogły dokonać osoby związane ze służbami specjalnymi, które bardzo dobrze znały ich metody działania - mówi Biernacki.

Oficjalnie prokuratura umorzyła śledztwo w lutym 2008 roku. Swoje niejawne dochodzenie prowadzi jeszcze ABW.

CZYTAJ NA TVN24.PL

tvn24.pl//mk//kdj