Przygotuj się na:

ZIMA NA DROGACH

To właśnie teraz, gdy temperatura rano spada poniżej 7 stopni Celsjusza, a kolejki do warsztatów są krótkie, powinniśmy umówić się na sezonową zmianę opon.

13 godzin spędziła na szpitalnym korytarzu. "Oparłam się o mur"

Warszawa

TTVCzekała na stołku

Trzy dni czekać na szpitalnym stołku na przyjęcie? Tak miał poradzić lekarz kobiecie, która trafiła do szpitala na Woli. Ostatecznie chora na korytarzu spędziła 13 godzin, a przedstawiciele placówki stwierdzili, że zrobili wszystko, by jej pomóc. Całej sytuacji przyjrzał się Rafał Stangreciak, reporter programu "Blisko ludzi" TTV.

Szpital Wolski przy ul. Kasprzaka - to tu pani Ewa miała być przyjęta na leczenie choroby wieńcowej serca. - Trafiłam do szpitala w poniedziałek o 9 rano. Horror zaczął się, gdy lekarz stwierdził, że nie ma miejsca na oddziale i trzeba czekać na przyjęcie na krzesełku – relacjonuje Ewa Flatau.

"Potraktowana jak przedmiot"

Pacjentka miała dostać informację, że czas oczekiwania na krzesełku może przedłużyć się do 3 dni.

- Spojrzałam na lekarza, myślałam, że żartuje, ale nie żartował. Miałam z jednej strony kawałek muru, oparłam się - mówi pacjentka.

Oczekiwanie na jakąkolwiek informację ciągnęło się w nieskończoność. Według relacji wnuczka pani Ewy, kobieta nie mogła nawet iść do domu po ubranie, czy koc. - Została poinformowana, że moment, w którym opuści szpital, będzie oznaczał rezygnację z chęci korzystania z usług placówki – twierdzi Marcin Szewczyk, wnuczek Ewy Flatau. – Babcia została potraktowana jak przedmiot, jak śmieć – dodaje.

Kobieta twierdzi, że była głodna, ale gdy poprosiła o coś do jedzenia, nic nie dostała. Ukojenie przyszło dopiero o północy, po 13 godzinach siedzenia na krześle. - Na nocną zmianę zjawiła się litościwa pielęgniarka, która powiedziała, że mogę się położyć na łóżku – relacjonuje Ewa Flatau.

Mniej łóżek w szpitalu

Dopiero nad ranem zaproponowano jej miejsce w innym szpitalu. Na oddział na Barskiej trafiła w ciągu kilkunastu minut. Jak przekonuje, warunki były o niebo lepsze.

Jak to możliwe, że w stolicy pacjent jest zmuszony do wielogodzinnego oczekiwania na przyjecie w takich warunkach? Reporter TTV próbował o tym porozmawiać z dyrektorem szpitala, byłym ministrem zdrowia - Markiem Balickim. Ten wyjaśniał problemy, z jakim boryka się szpital, ale nie zgodził się na rozmowę przed kamerą.

Na pytania odpowiadała za to Jolanta Borowiecka-Tenus, z-ca dyrektora szpitala. - Od 1 marca szpital dysponuje mniejszą liczbą łóżek internistycznych. To dlatego, że przez styczeń i luty mieliśmy dodatkowe łóżka, które były uruchomione w pomieszczeniach oddziału psychiatrycznego. Na mocy decyzji wojewody musieliśmy zakończyć działalność tego oddziału – przekonuje przed kamerą. - Nie zgodzę się z tym, że to nie do końca tłumaczy ten przypadek. Oczywiście bardzo szczegółowo go zbadamy. Natomiast proszę pamiętać, że w SORZE każdorazowo może przebywać ok. 40-50 pacjentów, co oznacza, że na łóżka można położyć tylko część - dodaje.

Z kolei Rzecznik Praw Pacjenta grzmi: - Niektórzy pacjenci po 8-10 godzin czekają na udzielenie świadczenia. Na pewno jest to nieprawidłowe, gdyby taka pacjentka miała przez trzy dni na krześle oczekiwać na hospitalizację – zastrzega Krystyna Kozłowska.

WIĘCEJ W TTV

TTV/ran//ec