Do strażników miejskich podszedł mężczyzna z prośbą o pomoc w odnalezieniu skradzionych przedmiotów. Jeden z nich cały czas nadawał sygnał GPS, za pomocą którego możliwe było namierzenie zguby.
Do strażników miejskich patrolujących rejon ulicy Czerskiej zgłosił się mężczyzna, który twierdził, że gdzieś w tej okolicy znajdują się skradzione mu wcześniej rzeczy.
"Po wyjściu od lekarza w przychodni przy ulicy Wolskiej zauważył, że skradziono mu skórzaną kurtkę. W kieszeniach były dokumenty, klucze oraz słuchawki bezprzewodowe z lokalizatorem GPS" - podano w komunikacie stołecznej straży miejskiej.
Lokalizator znacznie ułatwił poszukiwania, ponieważ słuchawki cały czas nadawały sygnał widoczny na telefonie mężczyzny.
Mgliste wyjaśnienia
Znajdowały się w zaparkowanym w pobliżu aucie. W pojeździe, na miejscu pasażera, siedziała 41-letnia kobieta. Na prośbę funkcjonariuszy otworzyła drzwi. Na pytanie, czy ma w aucie skórzaną kurtkę, odpowiedziała twierdząco. Według jej, dość mglistych wyjaśnień, zabrała 'bezpańskie okrycie z przychodni lekarskiej, by poszukać jego właściciela w internecie'" – dodano.
Wstępna wycena skradzionych przedmiotów opiewała na kwotę 1.6 tysiąca złotych. Na miejsce wezwano patrol policji, która przejęła sprawę. Za kradzież grozi do pięciu lat więzienia.
ZOBACZ TAKŻE: Z miejsca, gdzie zginął jej syn, znikały znicze. W jednym ukryła nadajnik GPS.