Policja w szpitalu przy Madalińskiego po śmierci ciężarnej. "Od początku utrudniano nam to postępowanie"
Z naszych informacji wynika, że prokurator nakazał zabezpieczenie nie tylko dokumentacji medycznej w szpitalu przy Madalińskiego, ale także technicznej, związanej z remontem tzw. kolumn anestezjologicznych.
To w czasie remontu urządzeń pomylono węże doprowadzające do urządzeń medycznych tlen i podtlenek azotu. Zamiana sprawiła, że pani Kalina była przez kilkanaście minut podduszana, a lekarze mieli nie wiedzieć o pomyłce. Gdy się zorientowali, zaczęła się akcja reanimacyjna. Kobieta będąca w 14. tygodniu ciąży nie odzyskała już przytomności i po 10 dniach zmarła.
Przeszukanie u wykonawcy remontu
Przeszukania dokonano także, co również wiemy nieoficjalnie, w siedzibie firmy ze Zgierza, która była wykonawcą remontu kolumn w szpitalu. Jej właściciel dostał zlecenie na wykonanie prac w ramach tzw. zapytania ofertowego. Na remont szpital nie ogłosił przetargu, szukając - jak wynika z naszych informacji - oszczędności.
Informacje o przeszukaniu w szpitalu w Warszawie i w zgierskiej firmie potwierdziliśmy w dwóch niezależnych źródłach.
Prokuratura o utrudnieniu postępowania
Rzeczniczka szpitala Anna Sergiel Antosiewicz odmówiła komentarza, odsyłając nas do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jej rzecznik, prokurator Piotr Antoni Skiba, potwierdził fakt przeszukania "w kilku miejscach". - Muszę bardzo mocno zaznaczyć, że mimo deklarowanej chęci współpracy ze strony szpitala, spotkaliśmy się z utrudnianiem tego postępowania - oświadczył Skiba.
Nasz informator twierdzi z kolei, że w szpitalu mogło dochodzić do ukrywania dowodów, mogących świadczyć o nieodpowiednim zachowaniu lekarzy, zajmujących się panią Kaliną oraz próby mataczenia i zmieniania zeznań.
Skiba potwierdza te informacje. - Gdyby nie postawa referenta sprawy, mogłoby dojść do utraty istotnych dowodów - podkreśla.
Determinacja śledczych
Śledztwo w Prokuraturze Okręgowej prowadzi prokurator Zbigniew Busz, uznawany za najlepszego specjalistę od postępowań dotyczących spraw medycznych.
Nasi informatorzy twierdzą, że Busz jest bardzo zdeterminowany i skupiony na sprawie. - On nie odpuści. Ta sprawa potrwa rok, przynajmniej, i będzie wielowątkowa, bardzo trudna. Ale to, co w niej powoli wychodzi na jaw, budzi złość. Tak delikatnie mówiąc - słyszymy.
Skiba nie chce zdradzać szczegółów sprawy. Mówi jedynie, że prokuratura jeszcze raz skonfrontuje dotychczasowe zeznania składane przez świadków z "innymi dowodami".
- Sprawa jest bardzo skomplikowana i - o ile wątek główny dotyczy śmierci pokrzywdzonej pacjentki - to wątki poboczne, które pojawiają się na obecnym etapie postępowania, są bulwersujące pod względem faktycznym i prawnym i mają istotne znaczenie dla dokonania ustaleń w zakresie wątku głównego. I odpowiedzi na pytanie, dlaczego prosty zabieg ginekologiczny zakończył się tragicznym skutkiem - podsumowuje prokurator Skiba.
Zmarła po prostym zabiegu
Do zdarzenia doszło na początku grudnia ubiegłego roku w Szpitalu Specjalistycznym im. Świętej Rodziny przy ulicy Madalińskiego. To placówka, która od lat zajmuje czołowe miejsca w rankingach najlepszych i najchętniej wybieranych porodówek.
Ciężarna 30-latka zgłosiła się tam na planowany zabieg. Jak ustaliliśmy, była ona pierwszą osobą, która trafiła na salę po jej kilkumiesięcznym remoncie.
W ramach standardowych procedur pacjentce podano maskę z tlenem. Gdy zauważono, że jej saturacja zaczyna spadać, zwiększono przepływ tlenu. Saturacja jednak nadal spadała.
Medycy mieli początkowo przypuszczać, że powodem nagłego pogorszenia stanu zdrowia pacjentki są powikłania związane z zabiegiem.
Nie pomogła również wentylacja ręczna. Pacjentkę w ciężkim stanie przewieziono do Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA przy Wołoskiej, gdzie wkrótce potem zmarła.
Źródło: tvnwarszawa.pl
Źródło zdjęcia głównego: TVN24