"UWAGA!"

Sąsiadują z kliniką dla uzależnionych. "Poczucie bezpieczeństwa zniknęło"

Mieszkańcy Sielc mają dość kliniki metadonowej
Mieszkańcy Sielc mają dość kliniki metadonowej
Źródło wideo: "Uwaga!" TVN
Źródło zdj. gł.: "Uwaga!" TVN
Mieszkańcy warszawskich Sielc mówią, że stracili poczucie bezpieczeństwa, gdy w okolicy otwarta została przychodnia dla osób uzależnionych od narkotyków. - Pojawiło się gro obcych osób, są agresywne, wchodzą na klatki, załatwiają się, wstrzykują sobie różne rzeczy - opisują. Materiał programu "Uwaga!" TVN.

Do lokalu przy ulicy Czerskiej na Mokotowie przeniosło się na początku roku centrum medyczne Volta-Med dla osób uzależnionych od substancji psychoaktywnych. Przez lata funkcjonowało ono na Pradze Północ, gdzie prowadzony był program leczenia substytucyjnego.

Tuż po otwarciu placówki w nowej lokalizacji mieszkańcy Sielc zaczęli skarżyć się na niebezpiecznie, ich zdaniem, incydenty.

Pan Karol był świadkiem szarpaniny dwóch mężczyzn. - Jeden z nich, bardziej zakrwawiony, ledwo trzymał się na nogach. Chwyciłem domniemanego złodzieja i mówię: "Zatrzymuję pana do przyjazdu policji". Zaczął się tłumaczyć, że on wcale nie jest złodziejem, że chciał kupić tylko metadon i pójść do bankomatu. W międzyczasie przyjechała karetka, opatrzyła tego bardziej poszkodowanego. Ten, który twierdził, że chciał kupić metadon, po przyjeździe policji, okazało się, że ma gaz łzawiący pałkę teleskopową i nóż - opowiada.

- W zeszłą środę ganialiśmy człowieka, który nabuzowany, naładowany, wymachiwał rękami, wyzywał wszystkich dookoła, był agresywny, pluł na ludzi - relacjonuje pan Adam.

- Tutaj było normalnie, bezpiecznie, dzieciaki same chodziły do szkoły. Człowiek nie bał się iść późnym wieczorem na spacer. A teraz to poczucie podstawowego bezpieczeństwa zniknęło - skarży się pani Barbara.

"Pojawili się tu agresywni ludzie" - ZOBACZ CAŁY REPORTAŻ "UWAGI!"

Mieszkańcy Sielc mają dość kliniki metadonowej
Mieszkańcy Sielc mają dość kliniki metadonowej
Źródło zdjęcia: "Uwaga!" TVN

Czym jest terapia substytucyjna?

Kiedy w lutym centrum medyczne dla osób uzależnionych rozpoczęło działalność na Mokotowie, obsługiwało około 450 pacjentów, od czerwca ma ich być maksymalnie 250.

Część z pacjentów przyjeżdża do placówki spoza Warszawy.

- Pojawiło się gros obcych osób, które ewidentnie są pod wpływem alkoholu, jakiś środków, bo widać to po nich. Te osoby są agresywne, wchodzą na klatki, załatwiają się, wstrzykują sobie różne rzeczy, zostawiają zakrwawione chusteczki, zostawiają strzykawki - twierdzi pan Adam.

Jakiej pomocy szukają pacjenci placówki? - W terapii substytucyjnej zastępuje się narkotyk uliczny legalnym środkiem, działającym na układ nerwowy w taki sposób, żeby człowiek nie odczuwał głodu i nie odczuwał potrzeby poszukiwania narkotyku z nielegalnego źródła. Mamy dwie kluczowe, podstawowe substancje, które wykorzystujemy, mianowicie metadon i buprenorfinę - tłumaczy profesor Marcin Wojnar, ekspert w dziedzinie uzależnień.

- Metadon działa tak jak opioidy, heroina i tak dalej, tylko że nie otumania. To jest tak, jak cukrzyk dostaje insulinę, tutaj narkoman dostaje metadon. Dzięki temu narkoman może pójść do pracy, żyć i funkcjonować - mówi jeden z pacjentów, pan Aleksander.

Policja: wzrosła liczba incydentów

Policja potwierdza, że w porównaniu z ubiegłym rokiem wzrosła liczba incydentów zgłaszanych przez mieszkańców.

- Zanotowaliśmy ponad 30 interwencji dotyczących między innymi zakłócenia porządku publicznego, spożywania alkoholu, zaśmiecania. Były też zgłoszenia dotyczące między innymi przestępczości narkotykowej - wymienia aspirant sztabowy Marta Heberska z Komendy Rejonowej Policji Warszawa II.

W obawie o swoje bezpieczeństwo mieszkańcy zaczęli dokumentować zdarzenia i stworzyli stronę internetową, na której można zgłaszać incydenty.

- Notujemy co, kiedy się wydarzyło. Zdjęcia i świadków, żeby nikt nam nie mógł powiedzieć, że tutaj się nic nie dzieje - tłumaczy pan Karol.

- Trudno wyobrazić sobie gorszą lokalizację w Warszawie, dlatego że mamy tu jedno z największych zagęszczeń placówek oświatowych w Warszawie - podkreśla pan Mariusz.

- Mam dziecko, które chodzi do szkoły. Niebawem mój syn zacznie chodzić do niej sam. I ta sytuacja jest dla mnie fatalna. Po prostu już drżę o to, jak to będzie wyglądało - przyznaje pani Anna.

"Chodnik to nie miejsce na strach" - ZOBACZ WYDANIE "UWAGI!" Z ULICY CZERSKIEJ

Twierdzą, że pacjenci odsprzedają metadon

Według naszych rozmówców w pobliżu kliniki wydawany w tej placówce metadon jest później odsprzedawany.

- Na nagraniu z monitoringu widać dwie osoby, jak wymieniają się lekami. Poszedłem do tego pana, powiedziałem, żeby odszedł, grzecznie, kulturalnie, że jak nie odejdzie, to zadzwonię na policję. Pan zrobił się agresywny. Pchnął mnie, szarpnął. Przy zatrzymaniu dostałem głową w nos. Na miejsce szybko przyjechała policja. Ten pan dostał mandat w wysokości 500 złotych za zakłócanie porządku publicznego - opowiada ochroniarz pan Grzegorz.

- Osoba, która naprawdę potrzebuje narkotyku, może zrobić wszystko. Może nawet wyjąć nóż i zabić człowieka, albo zrobić cokolwiek innego - dodaje mężczyzna.

Obawy mieszkańców wynikają również ze złej opinii dotyczącej tej placówki - z czasów, gdy przez osiem ostatnich lat działała na Pradze.

Osoby mieszkające w okolicy placówki też skarżyły się na handel metadonem. Centrum Medyczne Volta było prowadzone w okolicy znanej z obecności dilerów narkotykowych.

- Na Kijowskiej był bałagan, ochrona nie pilnowała należycie, co się tam dzieje. Samo miejsce było takie, że sprzyjało handlowaniu - mówi jeden z pacjentów pan Aleksander.

- Pod kliniką dochodziło do handlu narkotykami i libacji alkoholowych. Byłem tam kilkanaście razy. W zasadzie za każdym razem proponowano mi sprzedaż bądź chęć zakupu metadonu - mówi Rafał Górski, dziennikarz "Gazety Wyborczej".

Kontrole w centrum medycznym

Kontrola Ministerstwa Zdrowia przeprowadzona w poprzedniej lokalizacji placówki wykazała szereg nieprawidłowości. Wśród nich są między innymi: przekraczanie limitu pacjentów, którzy przyjmowani byli w małym lokalu, a także odbieranie metadonu przez osoby trzecie bez wymaganego upoważnienia.

- Ilość świadczeń nadliczbowych wynikała z woli zabezpieczenia jak największej ilości osób, które potrzebują wsparcia. (…) Znacznie lepiej jest przyjąć taką osobę do programu, w którym taka osoba ma chociaż minimalną szansę utrzymać się w abstynencji od nielegalnych środków psychoaktywnych i prowadzić normalne życie - odpowiada Marcin Bonikowski, właściciel kliniki.

Według danych z Narodowego Funduszu Zdrowia, od 2018 do 2023 roku, NFZ finansował 100 procent nadwykonań realizowanych przez placówkę, łącznie za blisko 10 milionów złotych. Natomiast w ostatnich dwóch latach - Fundusz pokrywał już tylko część nadwykonań.

- Narodowy Fundusz Zdrowia prowadzi postępowanie kontrolne. Ono cały czas trwa i wyniki tego postępowania będą kluczowe przy decyzji, co do kontynuacji umowy z tym świadczeniodawcą - zapowiada Łukasz Jarocki, rzecznik mazowieckiego oddziału NFZ.

I zapewnia - Gwarantuję, że każdy z takich sygnałów traktujemy bardzo poważnie. Dlatego wezwaliśmy świadczeniodawcę do natychmiastowych, skutecznych działań, które miałyby na celu z jednej strony zapewnić bezpieczeństwo i ciągłość pacjentom, którzy korzystają z takiej terapii, a z drugiej strony spokój, bezpieczeństwo mieszkańców.

Małgorzata Prochal/wg

Źródło: tvnwarszawa.pl
Czytaj także: