Pani Dorota jest aktywną obrończynią dzików, autorką profilu "Dziki zostają". Kiedy dowiedziała się, co się dzieje na Mokotowie, przyjechała na miejsce i zaczęła nagrywać interwencję. Emocji nie brakowało, ale przyjechała za późno, zwierzęta już nie żyły.
- Dziki są w mieście, bo nie czują się bezpiecznie w lesie, bo w lasach trwają polowania. Przychodzą, bo znajdują jedzenie. Nie są zainteresowane ani gryzieniem ludzi, ani napadaniem na nich, ani zaczepianiem - uważa rozmówczyni "Uwagi!" TVN.
- Żyjemy w XXI wieku i ktoś twierdzi, że zabijanie jest jednym rozwiązaniem. Nie może tak być - dodaje pani Dorota.
Uśmiercono trzy stada dzików
W Warszawie w krótkim odstępie czasu doszło do uśmiercenia trzech stad dzików. Na Bemowie 16 osobników zamknięto na placu zabaw, a później uśmiercono na oczach mieszkańców, w tym dzieci, podobnie było na Mokotowie.
- Te dziki nikomu krzywdy nie robiły, szłam z psem, a one szły dwa metry przede mną - mówi jedna z mieszkanek.
- W żadnym przypadku nie można powiedzieć, że dziki były agresywne. Powiedziałabym, że były ciekawskie, szukały jedzenia - słyszymy.
- Spotkałam panią, która zawiadomiła służby. Pani w trosce o ogród, gdzie były cztery tulipany, zadzwoniła po służby, które zabiły siedem dzików - dodaje nasza rozmówczyni.
- Syn mi mówi: "mamo, nie wychodź na balkon, one są wrzucane do kosza na śmieci, jeden na drugim" - mówi inna z mieszkanek dzielnicy.
- Ta rodzina dzików kręciła się tutaj już tydzień. Żona chciała wyjść z psem, ale obawiała się, że może być problem. Z tego, co słyszałem, to moja żona dzwoniła w tej sprawie jako czwarta czy piąta osoba - opisuje mieszkaniec Mokotowa.
Zobacz cały materiał "Uwagi!" TVN
Kto odławia dziki w Warszawie?
Odławianiem zwierząt, a w przypadku dzików ich przepędzaniem czy uśmiercaniem, zajmują się w Warszawie Lasy Miejskie. Z uwagi na wirus ASF (afrykański pomór świń) obowiązuje zakaz relokacji.
Na Mokotowie świadków zbulwersował sposób utylizacji zwierząt.
- Wyciągnęliśmy już z tego wnioski, tak że na pewno następnym razem, jeżeli będą takie sytuacje, będziemy próbowali zwłoki po prostu zasłaniać, przykrywać - mówi Błażej Dałek, zastępca dyrektora ds. technicznych Lasów Miejskich-Warszawa.
- Przepisy zabraniają relokacji tych zwierząt z uwagi na panującą w Europie epidemię ASF - dodaje Dałek.
W miastach jest coraz więcej dzików
Populacja dzików, szczególnie w dużych miastach, gwałtownie wzrasta. Równocześnie rośnie liczba poszkodowanych. Dziki w zeszłym roku w samej Warszawie zaatakowały 120 osób.
Pani Magdalena została zaatakowana podczas spaceru, ucierpiał jej pies.
- Byłam z psami na smyczy i wyleciał dzik, ważący 80, 90 kilogramów, no i pies niestety został dźgnięty kłem dzika - pokazuje kobieta.
- Dziki od zawsze tu były, tylko że nie w takiej ilości. I nie były takie bezczelne. Potrafią zaatakować psy czy ludzi - dodaje pani Magdalena.
Na Mokotowie dziki nikogo nie zaatakowały i to budzi wśród obrońców tych zwierząt kontrowersje, czy powinno się je zabić.
- Z prawa nie wynika możliwość odebrania dzikom życia, tylko dlatego, że pojawiły się na osiedlu i weszły na trawniki. Na czym polegało szczególne zagrożenie? Wykorzystywanie przepisów do tego, żeby zrobić z nich normę do reagowania na sam fakt obecności dzików w mieście, jest nadużyciem prawa - ocenia Karolina Kuszlewicz, adwokatka i działaczka prozwierzęca.
- Tutaj było wiele przekłamań. Mieliśmy stamtąd 22 zgłoszenia przez dziewięć godzin. W tym cztery ze strony policji - mówi Magdalena Młochowska, dyrektor koordynator ds. Zielonej Warszawy.
- Te dziki były coraz bardziej nerwowe, a co gorsze, wchodziły w tereny coraz bardziej zabudowane - dodaje Magdalena Młochowska.
Miasto tłumaczy, że nie chce czekać, aż dojdzie do tragedii, dziki pojawią się na placach zabaw, nawet na terenie szkół, brakuje możliwości bezpiecznego przepłaszania. Są realnym zagrożeniem. W stolicy jest ich ponad trzy tysiące. Decyzja prezydenta miasta dotycząca m.in. uśmiercania opiera się na prawie łowieckim.
- Coraz częściej widzimy ataki dzika na człowieka. Często na wysokości tętnicy udowej, co jest bardzo niebezpieczne. A najgroźniejsze są młode matki, bo one bronią swojego potomstwa. Nie mieliśmy innej możliwości niż uśmiercenie. Jeżeli ktokolwiek zmieni mi prawodawstwo w ten sposób, że będę mogła je wywieźć, to zawsze to zrobię - deklaruje Magdalena Młochowska.