Przygotuj się na:

Utrudnienia na Ursynowie

W weekend na Płaskowickiej ciąg dalszy prac związanych z budową Południowej Obwodnicy Warszawy. Z utrudnieniami muszą liczyć się kierowcy i pasażerowie komunikacji miejskiej.

Przebić warszawską bańkę. Co łączy stolicę, Podsiadłę i Biedronia

TVN Warszawa

Jarosław Gowin o mniejszych miastachTVN24
wideo 2/2

Politycy zainteresowali się wreszcie problemem, na który od dawna zwracają uwagę obdarzeni świetnym społecznym słuchem artyści. Postulat "przekłucia warszawskiej bańki" będzie jednym z ważniejszych tematów sporu politycznego.

Dla Magazynu TVN24 pisze Piotr Trudnowski, prezes Klubu Jagiellońskiego.

Temat przeniesienia urzędów centralnych poza Warszawę, który z nową siłą odżywa obecnie, nowy nie jest. Projekty dotyczące ulokowania konkretnych instytucji poza Warszawą w tej kadencji Sejmu składali też posłowie pozostałych partii parlamentarnych – Prawa i Sprawiedliwości oraz Nowoczesnej. Pod koniec października jako zwolennik tej idei zadeklarował się prezydent Andrzej Duda.

Kilka tygodni temu temat zagościł jednak na stałe w mediach i dyskusjach polityków, między innymi za pośrednictwem Jarosława Gowina i Roberta Biedronia. Jak w największym uproszczeniu mogłaby wyglądać taka reforma? Łatwo można sobie wyobrazić, że na początek przenieślibyśmy z Warszawy do innych miast wojewódzkich kilkanaście instytucji centralnych takich jak Główny Urząd Statystyczny, Najwyższa Izba Kontroli, Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, Urząd Transportu Kolejowego czy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W zamian za to stolice województw, do których przenosimy warszawskie urzędy, powinny "oddać" innym miastom regionu instytucje i urzędy wojewódzkie – w pierwszej kolejności tym ośrodkom, które przestały pełnić funkcję stolic w efekcie reformy administracyjnej z 1999 roku.

Cały proces powinien się opłacić państwu. W Warszawie brakuje od dawna państwowych budynków na siedziby urzędów, więc wiele z nich wynajmuje biura na rynku, po horrendalnych stołecznych stawkach. Tymczasem w wyludniających się miastach średniej wielkości nie brak dużo tańszych, często będących w dyspozycji samorządów i świecących pustkami budynków.

Artyści widzą pierwsi

Muzyczny bank 2018 roku rozbił Dawid Podsiadło z albumem "Małomiasteczkowy". Płyta w grudniu osiągnęła status potrójnej platyny, piosenkarza z Dąbrowy Górniczej odznaczono Paszportem Polityki, a tytułowy teledysk na YouTube obejrzano 25 milionów razy. Po sukcesie koncertów w wielkich miastach artysta ogłosił kolejną trasę – w ramach przewrotnie nazwanego "Wielkomiejskiego Tour" ma zamiar odwiedzić łącznie 50 miejscowości takich jak Suwałki, Kutno, Nysa, Chełm czy Mielec. Bilety na pierwszą pulę 31 koncertów wyprzedano w... cztery minuty. W tytułowym przeboju Podsiadło śpiewa o uniwersalnym doświadczeniu niezakorzenionych "słoików", których stolica rozczarowała: "Z małego miasta piękne sny / gromadzą się na twoich ulicach / Pamiętam, bardzo chciałem tu być / na pewno dużo bardziej niż dzisiaj".

Kończy dosadną pointą: "Trzeba stąd wyjechać bo strach / że wszystko przejdzie na moje dzieci". To historia tysięcy Polaków, którzy przyjechali do stolicy i kilku innych największych miast, licząc, że czeka tam na nich tylko sukces, szczęście i bogactwo. Spotkały ich w zamian często trudna do wytrzymania presja na sukces, fałszywe relacje i samotność w kupionych na kredyt mieszkaniach na grodzonych deweloperskich osiedlach.

CZYTAJ CAŁY TEKST W MAGAZYNIE TVN24