Niedokończona ścieżka okazała się "śmiertelną pułapką". Wyrok po dziewięciu latach od tragedii
- Sąd Rejonowy dla Warszawy-Żoliborza skazał Tomasza G. i Waldemara W. w sprawie budowy ścieżki rowerowej w Parku Stawy Kellera. Ich działania miały w ocenie sądu spowodować zagrożenie dla życia i zdrowia użytkowników obiektu, który w chwili śmiertelnego wypadku, powinien być traktowany jako teren budowy.
- Obaj urzędnicy zostali skazani na karę roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata.
- Pozostali dwaj oskarżeni - były burmistrz Bielan Tomasz Mencina i jego zastępca Artur W. zostali uniewinnieni od zarzucanych im czynów. Sąd uznał, że nie mieli oni świadomości istnienia zagrożenia na terenie inwestycji.
W marcu 2017 roku Magda zjechała na rolkach po stromej i niedokończonej ścieżce rowerowej. Na jej końcu brakowało tak zwanego włączenia. Zamiast niego, między chodnikiem przy ulicy Gdańskiej a asfaltową alejką, był pas luźnej ziemi. 16-latka straciła na nim równowagę i wyrzucona do przodu runęła na jezdnię, wprost pod koła Volkswagena. Zginęła na miejscu.
Ścieżka nie była wówczas ukończona z powodu uwag do projektu stałej organizacji ruchu. Urzędnicy uzgodnili, że włączenia powstaną, gdy ratusz zatwierdzi poprawki projektowe.
Cztery lata po śmiertelnym wypadku, w 2021 roku, prokuratura oskarżyła w tej sprawie cztery osoby. Zarzuty dotyczyły przebiegu inwestycji oraz sprawowania nad nią nadzoru. Przed sądem stanęli były burmistrz Bielan Tomasz Mencina, jego zastępca Artur W., któremu podlegał wydział inwestycji, oraz Tomasz G., inspektor odpowiedzialny z ramienia urzędu za nadzór inwestorski nad budową ścieżki, i Waldemar W., kierownik budowy z Zakładu Remontów i Konserwacji Dróg.
Wyrok w sprawie bielańskich urzędników
W piątek w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Żoliborza zapadł wyrok. Sędzia Agnieszka Chojnacka-Chechłacz uniewinniła Tomasza Mencinę, oskarżonego o niezapewnienie bezpiecznego użytkowania obiektu budowlanego oraz nieutrzymanie obiektu budowlanego w stanie zapewniającym bezpieczeństwo jego użytkowania. Wyrok uniewinniający zapadł także wobec Artura W., oskarżonego o niezapewnienie bezpiecznego użytkowania obiektu budowlanego. Tomasz G., urzędnik odpowiadający za nadzór inwestorski nad budową ścieżki, został uznany za winnego. Według sądu "odebrał zakończone roboty budowlane ścieżki rowerowej w stanie pozostawiającym różniący się poziomem o 20 centymetrów pas niezabudowanej ziemi, między końcem ścieżki a pasem drogowym ulicy Gdańskiej i nie zabezpieczył tak pozostawionej ścieżki, czym narażono jej użytkowników, w tym Magdalenę Kowalak, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu". Sąd wymierzył mu karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Orzekł także zakaz prowadzenia działalności gospodarczej i zajmowania stanowisk związanych z nadzorem budowlanym. G. będzie także musiał zapłacić 20 tysięcy złotych nawiązki na rzecz bliskich Magdy oraz pokryć koszty sądowe. Waldemar W., kierownik budowy, także został uznany za winnego. Sąd skazał go za "zakończenie robót budowlanych w sposób niezapewniający bezpieczeństwa użytkowania obiektu budowlanego, co mogło powodować zagrożenie osób będących użytkownikami ścieżki rowerowej oraz narażenie jej użytkowników, w tym Magdaleny Kowalak, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia". Mężczyzna został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Dodatkowo ma zakaz prowadzenia działalności gospodarczej i zajmowania stanowisk związanych z kierowaniem budowami. Będzie także musiał zapłacić 20 tysięcy złotych nawiązki na rzecz bliskich Magdy oraz pokryć koszty sądowe.
"Mieli świadomość negatywnych skutków aneksu"
Jak podkreśliła sędzia Chojnacka-Chechłacz w uzasadnieniu wyroku, obaj skazani mieli świadomość "negatywnych skutków wybudowania ścieżki w zakresie objętym aneksem". Dodała, że nie ma wątpliwości, co do tego, że na mocy aneksu w Parku Stawy Kellera powstała wyłącznie część ścieżki rowerowej, a po 8 grudnia 2016 roku była to nadal inwestycja w budowie. - Brak zapisu o obowiązku zabezpieczenia terenu nie zwalnia absolutnie z obowiązku wykonania takiego zabezpieczenia, a tym samym nie zwalnia z odpowiedzialności karnej. Wielokrotnie było to podnoszone na tej sali, że skoro wykonawca nie miał w umowie wykonania zabezpieczenia, to nie musiał go wykonywać - przypomniała sędzia. Wskazała jednak, że tę kwestię regulują przepisy prawa budowlanego, które określają obowiązki poszczególnych uczestników procesu inwestycyjnego. - Żaden kontrakt, żadna umowa cywilnoprawna nie ograniczy obowiązków wynikających z przepisów prawa budowlanego - podkreśliła. Jak wyliczała, w trakcie procesu potwierdzone zostało, że po odebraniu robót w grudniu 2016 roku, teren nie został w żaden sposób wygrodzony, nie pojawiły się tam tabliczki informujące o zakazie wstępu czy ostrzegające przed terenem budowy. - Wyłączną winę za taki stan rzeczy ponoszą dwie osoby: Tomasz G. i Waldemar W. Obaj byli w terenie parku i wiedzieli, co budują i co oddają do użytku. W ocenie sądu mieli bezwzględny obowiązek, wynikający z prawa budowlanego i karnego, wykonać ścieżkę w taki sposób, żeby była bezpieczna - podsumowała.
Sędzia o powodach uniewinnienia burmistrza i jego zastępcy
W odniesieniu do uniewinnionych Tomasza Menciny oraz Artura W. sędzia podkreśliła, że kluczowe w ich kwestii były zasady dotyczące podziału obowiązków w zarządzie dzielnicy oraz zasady pracy samego urzędu. - Nikt nie stoi ponad prawem, natomiast sąd karny wydając wyrok, musi ustalić, czy działanie wskazane w akcie oskarżenia jest działaniem zawinionym. W ocenie sądu działanie oskarżonych Tomasza Menciny oraz Artura W. nie było takim działaniem - mówiła sędzia Chojnacka-Chechłacz. Wyjaśniła, że obaj mężczyźni złożyli jako burmistrz i jego zastępca podpisy na aneksie do umowy dotyczącej budowy ścieżki rowerowej i ogromne znaczenie ma ich kolejność. - Podpisy zostały złożone po podpisie osoby merytorycznie odpowiedzialnej za inwestycję, osoby odpowiedzialnej za finanse i w końcu osoby odpowiedzialnej za nadzór prawny. Dopiero wtedy złożyli je członkowie zarządu, wierząc, że poprzedni pracownicy złożyli je po merytorycznym sprawdzeniu inwestycji - oceniła. Sędzia dodała, że dla skazania kluczowe jest wykazanie, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy między zaniechaniem a konkretnym stanem zagrożenia. Jak zaznaczyła, toczące się od czterech lat postępowanie nie wykazało, aby burmistrz Bielan i jego zastępca mieli świadomość istnienia zagrożenia w Parku Stawy Kellera i nie podjęli stosownych czynności, aby tej sytuacji zaradzić.
"Absolutnie właściwe rozstrzygnięcie"
- Przyjęliśmy dzisiejsze rozstrzygnięcie jako absolutnie właściwe. Byliśmy przekonani jako osoby, które profesjonalnie zajmują się prawem, że to jest jedyne rozstrzygnięcie, które powinno w tej sprawie zapaść. Jesteśmy usatysfakcjonowani - powiedział nam mecenas Grzegorz Romanowski, obrońca Tomasza Menciny. Jak dodał, wyrok sądu potwierdził kwestie podnoszone przez obronę podczas procesu oraz mów końcowych. - Rolą prokuratora, jeżeli uważa, że ktoś powinien ponieść odpowiedzialność karną, jest bardzo jednoznaczne uzasadnienie tego. Sąd wyraźnie podkreślił, że uniewinnia Tomasza Mencinę od postawionych mu przez prokuratora zarzutów. Nasza krytyczna ocena dotycząca pracy prokuratora została przez sąd potwierdzona - ocenił.
Krytycznie do działań prokuratury odniósł się ojciec Magdy, Tomasz Kowalak. - Akt oskarżenia został zawężony do warstwy techniczno-budowlanej. Natomiast odpowiedzialność burmistrzów dotyka niedopełnienia obowiązków w obszarze prawnym. Ta ścieżka powstała w takim kształcie, w jakim nie wolno było jej zbudować, tylko dlatego, że zignorowane zostało zarządzenie prezydenta Warszawy obligujące wszystkie komórki urzędu miasta do stosowania standardów projektowych i wykonawczych dla infrastruktury rowerowej na terenie stolicy - ocenił mężczyzna. Jego zdaniem, gdyby urzędnicy literalnie trzymali się wytycznych, nie doszłoby do wykonania inwestycji w takim kształcie. - Gdzie był burmistrz i jego zastępca w relacji do ich podległych urzędników w egzekwowaniu zarządzenia prezydenta? Żaden z radców prawnych nie zwrócił uwagi na to, że ani umowa, ani aneks do obowiązku zastosowania standardów się nie odniosły - dodał.
"Częściowa ulga"
- Na pewno nie jesteśmy usatysfakcjonowani wyrokiem. On tylko częściowo przynosi sprawiedliwość córce Państwa Kowalaków i ulgę - stwierdził mecenas Mateusz Nowicki, pełnomocnik rodziców Magdy. - Na początkowym etapie sprawy narracja była taka, że wina jest wyłącznie po stronie poszkodowanej. Zatrważające było to, że widząc, jak wyglądała ta ścieżka, wszystkie osoby oskarżone w tym procesie uważały, że była wykonana prawidłowo. Brak tej refleksji generuje potrzebę tego typu wyroków - ocenił. Podkreślił, że celem rodziców nastolatki była walka o dobre imię Magdy. - W naszej opinii nie miała żadnych szans na wyjście z tej sytuacji - przyznał. - Jesteśmy zawiedzeni. Nasz system prawa karnego nie jest gotowy na przestępstwa o charakterze urzędniczym. Niebywale ciężko jest takie przestępstwo wykazać. W tym postępowaniu staraliśmy się to zrobić ponad wszelką cenę - przypomniał. - Ta dzielnica nie funkcjonowała w sposób prawidłowy. Nie było żadnego nadzoru nad każdym kolejnym urzędnikiem, który wykonywał czynności w ramach tej inwestycji. Główny specjalista działał niemal samodzielnie, naczelnik wydziału nie kontrolował go w żadnym zakresie. Prawnicy, którzy zeznawali w tym procesie, stwierdzili, że oni tak naprawdę kwestii prawnych nie badali, a kwestie ortograficzne. Wskazywaliśmy, że za ten bałagan burmistrzowie powinni był odpowiedzieć. Nie było systemu, który mógłby wychwycić błąd pracownika niższego rzędu - wyjaśnił mecenas Nowicki. Zapowiedział, że oskarżyciele posiłkowi zamierzają wystąpić o pisemne uzasadnienie wyroku i najpewniej złożą apelację w zakresie wyroku uniewinniającego.
"Śmiertelna pułapka"
Sprawa dotyczyła budowy ścieżki rowerowej w Parku Stawy Kellera na Bielanach. Ma ona około 150 metrów długości. Jest stroma, ponieważ biegnie przez park położony na Skarpie Wiślanej. Łączy położoną na górze ulicę Kolektorską z biegnącą dołem ulicą Gdańską. O jej powstaniu przesądzili mieszkańcy, głosujący na projekt w ramach budżetu obywatelskiego. Realizacją inwestycji zajął się Urząd Dzielnicy Bielany, jej wykonanie powierzył Zakładowi Remontów i Konserwacji Dróg.
Wobec projektu ścieżki oraz organizacji ruchu zastrzeżenia zgłosili pełnomocnik prezydenta Warszawy do spraw komunikacji rowerowej i miejski inżynier ruchu. Z tego powodu powstał aneks do umowy, na mocy którego w grudniu 2016 roku wykonawca oddał inwestycję bez obu "włączeń" w drogi publiczne. Urzędnicy uzgodnili bowiem, że roboty zostaną dokończone, gdy ratusz zatwierdzi poprawiony projekt organizacji ruchu.
W efekcie w parku powstała asfaltowa alejka, na końcach której znajdowały się pasy luźnej ziemi, oddzielające ją od ulic. Gdy 31 marca 2017 roku doszło do tragedii, 16-letnia Magda, jadąc na rolkach od strony ulicy Kolektorskiej, straciła równowagę na gruntowej nawierzchni i wyrzucona do przodu upadła wprost na jezdnię ulicy Gdańskiej pod koła nadjeżdżającego samochodu. Zginęła na miejscu.
Rodzice Magdy od początku twierdzili, że asfaltowa alejka nie była dobrze zabezpieczona i właściwie oznakowana. Podkreślali, że w dniu wypadku stała się "śmiertelną pułapką dla ich dziecka". Proces inwestycyjny został prześwietlony przez prokuraturę. Śledztwo początkowo umorzono, ale po zażaleniach sprawa trafiła finalnie do sądu.
Wyrok zapadł dziewięć lat po tragedii
Proces toczył się od września 2022 roku przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Żoliborza. Akt oskarżenia został tam skierowany na początku 2021 roku. Zanim doszło do rozpoczęcia procesu, były burmistrz Bielan Tomasz Mencina oraz jego były zastępca Artur W. próbowali go podważyć. Ich obrońcy wnioskowali o skierowanie sprawy na posiedzenie w celu umorzenia postępowania karnego. W uzasadnieniu wniosków powoływali się na "oczywisty brak faktycznych podstaw oskarżenia".
Argumenty obrony nie przekonały sądu. Oba wnioski nie zostały uwzględnione. Proces w tej sprawie ruszył pięć lat po tragicznym wypadku i trwał cztery lata. W jego trakcie odbyło się ponad 40 rozpraw. Sąd powołał czterech biegłych: z zakresu budownictwa, rekonstrukcji wypadków, psychiatrii oraz przesłuchał w sumie 35 świadków, w tym urzędników z Urzędu Dzielnicy Bielany oraz Zakładu Remontów i Konserwacji Dróg.
Autorka/Autor: Klaudia Kamieniarz
Źródło: tvnwarszawa.pl