- W marcu 2017 roku Magda zjechała na rolkach po stromej i niedokończonej ścieżce rowerowej. Na jej końcu brakowało tak zwanego włączenia. Zamiast niego, między chodnikiem przy ulicy Gdańskiej a asfaltową alejką, był pas luźnej ziemi. 16-latka straciła na nim równowagę i runęła na jezdnię, wprost pod koła Volkswagena. Zginęła na miejscu.
- Ścieżka nie była wówczas ukończona z powodu uwag do projektu stałej organizacji ruchu. Urzędnicy uzgodnili, że włączenia powstaną, gdy ratusz zatwierdzi poprawki do projektu.
- Cztery lata po śmiertelnym wypadku, w 2021 roku, prokuratura oskarżyła bielańskich urzędników. Zarzuty dotyczyły przebiegu inwestycji oraz sprawowania nad nią nadzoru.
- Proces w tej sprawie toczył się od 2022 roku. Przed sądem zeznania złożyło 35 świadków, powołano też czterech biegłych: z zakresu budownictwa, rekonstrukcji wypadków i psychiatrii. Wyrok zapadnie 20 lutego.
Sprawa dotyczy budowy ścieżki rowerowej w Parku Stawy Kellera na Bielanach. Ma ona około 150 metrów długości. Jest stroma, ponieważ biegnie przez park położony na Skarpie Wiślanej. Łączy położoną na górze ulicę Kolektorską z biegnącą dołem ulicą Gdańską. O jej powstaniu przesądzili mieszkańcy, głosujący na projekt w ramach budżetu obywatelskiego. Realizacją inwestycji zajął się Urząd Dzielnicy Bielany, jej wykonanie powierzył Zakładowi Remontów i Konserwacji Dróg.
Wobec projektu ścieżki oraz organizacji ruchu zastrzeżenia zgłosili pełnomocnik prezydenta Warszawy do spraw komunikacji rowerowej i miejski inżynier ruchu. Z tego powodu powstał aneks do umowy, na mocy którego w grudniu 2016 roku wykonawca oddał inwestycję bez obu "włączeń" w drogi publiczne. Urzędnicy uzgodnili bowiem, że roboty zostaną dokończone, gdy ratusz zatwierdzi poprawiony projekt organizacji ruchu.
W efekcie w parku powstała asfaltowa alejka, na końcach której znajdowały się pasy luźnej ziemi, oddzielające ją od ulic. Gdy 31 marca 2017 roku doszło do tragedii, 16-letnia Magda, jadąc na rolkach od strony ulicy Kolektorskiej, straciła równowagę na gruntowej nawierzchni i wyrzucona do przodu upadła wprost na jezdnię ulicy Gdańskiej pod koła nadjeżdżającego samochodu. Zginęła na miejscu.
Rodzice Magdy od początku twierdzili, że asfaltowa alejka nie była dobrze zabezpieczona i właściwie oznakowana. Proces inwestycyjny został prześwietlony przez prokuraturę. Śledztwo początkowo umorzono, ale po zażaleniach sprawa trafiła finalnie do sądu. Na ławie oskarżonych, pięć lat po wypadku, zasiadły cztery osoby: były burmistrz Bielan Tomasz Mencina (zgodził się na publikację nazwiska), jego były zastępca Artur W., któremu podlegał wydział inwestycji oraz urzędnik pełniący z ramienia Urzędu Dzielnicy Bielany nadzór inwestorski nad budową ścieżki Tomasz G., a także kierownik budowy Waldemar W. z Zakładu Remontów i Konserwacji Dróg.
Proces toczył się od września 2022 roku przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Żoliborza. W piątek 6 lutego sędzia Agnieszka Chojnacka-Chechłacz zamknęła przewód sądowy. Obrońcy oskarżonych podczas dwóch rozpraw wygłosili mowy końcowe.
"Wyglądało to jak pułapka"
Jako pierwsza głos zabrała prokurator Agata Bomze. Wskazała, że zarówno z dokumentów dotyczących inwestycji, jak i opinii biegłych z zakresu budownictwa, wynika, że w chwili wypadku w Parku Stawy Kellera była niedokończona ścieżka rowerowa. - Wykonano ją niezgodnie z prawem budowlanym, bez znaków i zabezpieczeń. Stanowiła realne zagrożenie dla życia i zdrowia jej użytkowników - podkreśliła.
Przywołała także opinie dwóch biegłych zajmujących się rekonstrukcją wypadków drogowych. Jak mówiła, obaj ocenili, że przejście nawierzchni ścieżki z asfaltowej w gruntową miało wpływ na wypadek i było bezpośrednią przyczyną fatalnego upadku Magdy.
Prokurator dodała, że tuż po wypadku pojechała na ulicę Gdańską, żeby zobaczyć, jak wygląda miejsce tragedii. - Zastałam prowadzący z wysokiego wzniesienia asfaltowy pas, który urywał się przed ulicą. Na odcinku między pasem a ulicą była nawierzchnia gruntowa. Wyglądało to jak pułapka - mówiła prok. Bomze.
Uzupełniła, że wówczas teren był zabezpieczony jedynie przez policyjne taśmy, ale poza nimi nie było tam żadnych innych wygrodzeń. Zaznaczyła, że przywołany opis "nie ma charakteru emocjonalnego, tylko dowodowy" i "oddaje stan zagrożenia" dla osób poruszających się po niedokończonej ścieżce. - Ktoś za ten stan rzeczy powinien ponieść konsekwencje - powiedziała prok. Bomze.
Jak wyliczała, zarówno urzędnik pełniący nadzór inwestorski nad zadaniem Tomasz G., jak i kierownik budowy Waldemar W. nie poczynili żadnych działań, aby zabezpieczyć ścieżkę. Dodała, że obaj mieli też świadomość, że "realizowany projekt nie jest zgodny ze zgłoszeniem zamierzenia budowlanego". Zgłoszenie dotyczyło bowiem całości ścieżki rowerowej, a w okresie od 23 listopada do 8 grudnia 2016 roku powstał wyłącznie jej fragment.
Przypomnijmy: Tomasz G. jest oskarżony o "odebranie zakończonych robót budowlanych ścieżki rowerowej w stanie pozostawiającym różniący się poziomem o 20 centymetrów pas niezabudowanej ziemi, między końcem ścieżki a pasem drogowym ulicy Gdańskiej i niezabezpieczenie tak pozostawionej ścieżki, czym narażono użytkowników ścieżki, w tym Magdalenę Kowalak, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu".
Natomiast Waldemar W. z Zakładu Remontów i Konserwacji Dróg jest oskarżony o "zakończenie robót budowlanych w sposób niezapewniający bezpieczeństwa użytkowania obiektu budowlanego, co mogło powodować zagrożenie osób będących użytkownikami ścieżki rowerowej oraz narażenia użytkowników ścieżki, w tym Magdaleny Kowalak, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia".
"Ta sprawa nie dotyczy błędu, przypadku czy zbiegu okoliczności"
W odniesieniu do byłego burmistrza Bielan i jego zastępcy prokurator wskazała, że obaj podpisali aneks do umowy dotyczącej budowy ścieżki rowerowej, który umożliwił jej realizację bez tak zwanych włączeń.
Jej zdaniem skutki realizacji postanowień aneksu były możliwe do przewidzenia. - Niepotrzebna była wiedza specjalistyczna, wystarczyły doświadczenie życiowe i zdrowy rozsądek - mówiła prok. Bomze. Dodała, że w razie wątpliwości obaj oskarżeni mogli zlecić dodatkowe opinie sprawdzające, czy wykonanie aneksu jest bezpieczne, mogli też próbować uzyskać dodatkowe wyjaśnienia od podwładnych. - Żaden z panów tego nie zrobił - zauważyła.
- Pełnienie funkcji publicznej na sto procent nie zwalnia z obowiązku przewidywania skutków podejmowanych decyzji, zwłaszcza jeśli dotyczą infrastruktury publicznej i bezpieczeństwa mieszkańców - zaznaczyła prokurator.
- Ta sprawa nie dotyczy błędu, przypadku czy zbiegu okoliczności. Dotyczy zaniechań i decyzji osób, które miały obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa użytkownikom ścieżki rowerowej - podsumowała.
Były burmistrz oskarżony jest o niezapewnienie bezpiecznego użytkowania obiektu budowlanego oraz nieutrzymanie obiektu budowlanego w stanie zapewniającym bezpieczeństwo jego użytkowania. Z kolei jego były zastępca Artur W. oskarżony jest o niezapewnienie bezpiecznego użytkowania obiektu budowlanego.
Prokurator wniosła o uznanie wszystkich oskarżonych winnymi. Wobec oskarżonych Tomasza G. i Waldemara W. domagała się wymierzenia im kary 10,5 tysiąca złotych grzywny oraz orzeczenia 20 tysięcy złotych nawiązki na rzecz najbliższych Magdy. Maksymalnie grozi im kara do trzech lat więzienia.
Wobec oskarżonego Tomasza Menciny prokurator domagała się kary grzywny w wysokości 135 tysięcy złotych. Natomiast wobec oskarżonego Artura W. wniosła o karę grzywny w wysokości 52,5 tysiąca złotych. Obu mężczyznom grozi maksymalnie kara do roku pozbawienia wolności.
"Przebieg procesu inwestycyjnego był patologicznie zły"
O surowe i najwyższe wymiary kary wobec oskarżonych Tomasza Menciny, Tomasza G. i Waldemara W. wniósł mecenas Mateusz Nowicki, pełnomocnik rodziców dziewczyny, będących oskarżycielami posiłkowymi. Dodał, że karę wobec Artura W. pozostawia do uznania sądu, ponieważ były wiceburmistrz jako jedyny zdobył się na przeprosiny wobec rodziców nastolatki.
W swojej mowie końcowej podkreślał on, że śmierć Magdy nie może być tłem historycznym dla tej sprawy, a jest ona przyczyną kończącego się właśnie procesu.
Mecenas skupił się na wytknięciu błędów, które zdaniem oskarżycieli posiłkowych popełnili urzędnicy w trakcie przygotowania i realizacji inwestycji. Wyliczał między innymi, że projekt ścieżki rowerowej nie był zgodny z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, miejskimi standardami dotyczącymi projektowania i wykonania infrastruktury dla rowerzystów, uzyskał też negatywną opinię pełnomocnika prezydenta Warszawy ds. komunikacji rowerowej.
Mecenas dodał, że to, co pierwotnie zakładała umowa między dzielnicą a Zakładem Remontów i Konserwacji Dróg, a to, co wybudowano na mocy aneksu, to "dwa zupełnie inne obiekty". Zwrócił także uwagę na błędy proceduralne. - Nie można zmienić aneksem zgłoszonego zamierzenia budowlanego - wskazał. - Artykuł 36a prawa budowlanego mówi jednoznacznie, że konieczne jest wystąpienie z nowym wnioskiem - wyjaśnił.
Zdaniem oskarżycieli posiłkowych, zarówno Tomasz G., jak i Waldemar W. powinni przerwać inwestycję, zanim ruszyły prace w terenie.
- Manipulowano dokumentami, żeby spróbować przepchnąć tę inwestycję na siłę - stwierdził mec. Nowicki.
Jak wyjaśnił, inwestycja została formalnie zgłoszona jako "przebudowa ciągu pieszo-rowerowego o budowę ścieżki rowerowej". Jego zdaniem, powinna być realizowana jako "budowa" i konieczne było wystąpienie przez urzędników o pozwolenie, a nie o samo zgłoszenie zamierzenia budowlanego. - Jeśli coś zamierzamy przebudować, to coś musi istnieć. Tam była wydeptana przez ludzi ścieżka - mówił. - Nieprawdopodobne, że trawę można przebudować - dodał.
Ocenił, że w efekcie działań urzędników i wykonawcy na terenie parku powstał "asfaltowy dywan", a nie - jak podano w zgłoszeniu - ścieżka rowerowa.
Wytknął też, że nadzór inwestorski nad przedsięwzięciem powierzono urzędnikowi, który nie posiadał uprawnień do projektowania i kierowania robotami przy drogach publicznych.
- Przebieg procesu inwestycyjnego był dozgonnie, dogłębnie, patologicznie zły. Nie było nad nim żadnej kontroli - ocenił mecenas. - Wszyscy oskarżeni są odpowiedzialni, a zgrozą jest to, że uważają, że ta ścieżka była okej - dodał.
"W moim sercu jest ogromny żal"
Głos zabrała także matka Magdy. - Moja jedyna córka była moją dumą, moją radością i była moją nadzieją na stare lata. Ona była najmłodsza z trójki dzieci, starsi chłopcy są już dorośli. Synów chowałam dla ludzi, córkę dla siebie. Od momentu wypadku w moim sercu jest ogromny żal, ogromny smutek i tęsknota za nią - mówiła Małgorzata Kowalak.
Jak podkreśliła, niedokończona ścieżka rowerowa okazała się w dniu wypadku, 31 marca 2017 roku, "śmiertelną pułapką dla jej dziecka".
"Biegły uniewinnił pana W."
Na sali sądowej nie pojawił się żaden z oskarżonych. Mowy końcowe wygłosili w ich imieniu obrońcy. Jako pierwszy głos zabrał mecenas Marek Nowak, reprezentujący kierownika budowy Waldemara W.
Jak przekonywał, kierownik budowy nie miał wpływu na treść dokumentów przygotowanych przez urząd dzielnicy. Jego osoba pojawiła się w tej historii dopiero w momencie, gdy w listopadzie 2016 roku rozpoczęły się prace budowlane powierzone mu przez ZRiKD. - Moim zdaniem dochował wszystkich obowiązków, których wymaga prawo budowlane, w okresie kiedy wykonywane były prace - stwierdził mecenas.
- Nie ma w aktach sprawy ani w opinii biegłego [z zakresu budownictwa - red.] żadnego stwierdzenia, że od momentu wejścia na budowę od 25 listopada do 8 grudnia 2016 roku, gdy został sporządzony protokół odbioru, było jakiekolwiek zagrożenie wobec kogokolwiek. Teren budowy był w sposób prawidłowy zabezpieczony. Zeznania świadków to potwierdzają - zaznaczył.
Dalej opisywał, że w treści zarzutu wskazano, że W. swoim postępowaniem "spowodował zagrożenie dla ludzi będących użytkownikami ścieżki rowerowej". Tymczasem zgodnie z aneksem do umowy, inwestycja wykonana przez jego klienta nią nie była.
- To był "dywan asfaltowy", jak to nazwał pan mecenas Nowicki. Wszyscy jego użytkownicy poruszający się na rowerach, rolkach i deskorolkach, zwłaszcza biorąc pod uwagę ukształtowanie terenu w parku, muszą zachować szczególną ostrożność. Pan W. nie może przewidywać każdej sytuacji i zachowań wszystkich ludzi - przekonywał mec. Nowak.
Podkreślił, że Waldemar W. wykonał swoje zadanie zgodnie z umową i miał prawo do podpisania protokołu odbioru. - Dla mnie clou sprawy są stwierdzenia biegłego, że po zakończeniu prac i podpisaniu protokołu odbioru kierownik budowy nie jest odpowiedzialny za zabezpieczenie terenu inwestycji, bo została ona wykonana zgodnie ze zleceniem - dodał.
- Biegły uniewinnił pana W. swoimi stwierdzeniami, dlatego i ja wnoszę o jego uniewinnienie - podsumował mecenas.
"Żaden wyrok nie będzie satysfakcjonujący dla rodziców"
Mecenas Michał Krysztofowicz, obrońca Tomasza G., ocenił, że w kończącym się właśnie procesie "wina oskarżonego nie została udowodniona".
Podkreślił, że zarzut sformułowany wobec urzędnika ma konkretne ramy czasowe i wskazuje na nielegalne zachowania między 23 listopada a 8 grudnia 2016 roku, czyli wyłącznie w momencie budowy ścieżki rowerowej.
- A więc, według oskarżyciela, wszystkie wcześniejsze zachowania Tomasza G. są legalne. Skoro tak, to treść wszystkich dokumentów, na które powołuje się strona oskarżenia, w świadomości Tomasza G. również była legalna - argumentował obrońca.
Odniósł się także do treści artykułu 160 Kodeksu karnego, który mówi o "narażeniu człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu". - Czy możemy mówić o bezpośredniości, jeżeli do tragicznego zdarzenia dochodzi niemal cztery miesiące po ostatnim dniu nielegalnego - w ocenie oskarżyciela - zachowania Tomasza G.? - zastanawiał się obrońca.
- Myślę, że żaden wyrok, jaki by był, nie będzie satysfakcjonujący dla rodziców. Ale najważniejsze, żeby był oparty na przepisach, zasadach prawa i regułach, które są bazą dla Kodeksu karnego - mówił mec. Krysztofowicz.
Wniósł on o uniewinnienie Tomasza G., pełniącego nadzór inwestorski nad budową ścieżki rowerowej.
"Burmistrz ma obowiązek złożyć swój podpis"
W imieniu Tomasza Menciny mowy końcowe wygłosiło trzech obrońców. Jako pierwszy głos zabrał mecenas Grzegorz Romanowski. Krytycznie odniósł się on do działań prokurator Agaty Bomze i tego, na jakich podstawach oparła akt oskarżenia. Wytknął jej między innymi, że "poprosiła, żeby w zakresie analizy prawa budowlanego wyręczył ją biegły, który nie jest prawnikiem". Tymczasem, jak przypomniał Romanowski, w postępowaniach karnych biegłego powołuje się, jeśli pojawiają się zagadnienia wymagające wiedzy specjalistycznej.
Obrońca byłego burmistrza omówił także kwestię organizacji pracy urzędu dzielnicy, podziału kompetencji i obowiązków. - To nie jest tak, że praca urzędu jest organizowana przez zarząd. Tu fundamentalne kompetencje ma prezydent - wskazał mec. Romanowski.
Zwracał także uwagę na zasady działania zarządu dzielnicy. - Wszyscy mają równe prawa i obowiązki. Przewidziany jest równy podział. Nie ma czegoś takiego, że burmistrz jest jakimś nadzorcą nad innymi członkami zarządu. On ma swój obszar, oni mają swoje. Nie ma zasady jakiegoś supernadzorcy, który miałby nadzorować funkcje innych burmistrzów - zaznaczył mec. Romanowski.
Dalej, odnosząc się wątku kontroli burmistrza nad działaniami urzędników, mówił:
- Jeżeli członek zarządu dostaje dokumenty, gdzie są podpisy osób merytorycznych z zakresu kwestii budowlanych, finansowych czy obszaru prawnego, łącznie z podpisem radcy prawnego, to burmistrz nie ma żadnego narzędzia, żeby to kwestionować. W takiej sytuacji on ma obowiązek złożyć swój podpis. Oznacza to tyle, co wykonanie obowiązku reprezentacji. W żadnym zakresie nie wiąże się to z jakąkolwiek kontrolą merytoryczną, do jakiej nie jest uprawniony.
Jak podkreślił, aktywność Tomasza Menciny w procesie przygotowania inwestycji sprowadzała się wyłącznie do składania podpisów pod dokumentami. - Później nie pełnił absolutnie żadnej funkcji. Co istotne, nigdy nie dotarły do niego żadne informacje od nikogo, wskazujące na istnienie zagrożenia związanego z przedmiotową inwestycją - dodał mec. Romanowski.
"Obiekt mógł być użytkowany bezpiecznie"
Drugi obrońca Tomasza Menciny mecenas Łukasz Matyjas poświęcił swoją mowę opiniom biegłych. Mówił, że prokurator oparła akt oskarżenia na wnioskach z opinii biegłego z zakresu budownictwa, która zawiera - zdaniem obrony - liczne merytoryczne błędy. - Grzechem pierworodnym tej opinii były fałszywe założenia. Jeżeli wychodzi się z fałszywych założeń, nie można dojść do prawdziwych wniosków - zauważył.
Przywołał także opinię biegłego z zakresu architektury, wykonaną na zlecenie Tomasza Menciny, która podważała wnioski dotyczące nieprawidłowości wskazanych przez biegłego z zakresu budownictwa.
- Zakład Remontów i Konserwacji Dróg wybudował alejkę parkową, a nie ścieżkę rowerową. Obiekt mógł być użytkowany bezpiecznie, nie był to teren budowy, nie wymagał więc zabezpieczenia. Etapowanie inwestycji jest natomiast dopuszczalne i całkowicie zgodne z prawem - mówił mec. Matyjas, odnosząc się do treści prywatnej opinii architektonicznej.
Obrońcy mocno krytykowali postawę prokurator
- Pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych powiedział, że spotkaliśmy się tu z powodu braku przeprosin Tomasza Menciny. Przeprosiny w ujęciu prawa karnego i prawa cywilnego oznaczają przyznanie się do winy i odpowiedzialności. Nie należy mylić przeprosin ze współczuciem w ujęciu prawnym, które pan Mencina wyraził - powiedział mecenas Michał Romanowski, trzeci obrońca byłego burmistrza Bielan.
I dodał, że każdy ma prawo do obrony. Według obrońców Tomasza Menciny, "karą" za skorzystanie z tego prawa jest niemal dziesięciokrotne podniesienie żądanej dla niego przez prokurator kary, przy jednoczesnym obniżeniu jej wobec pozostałych oskarżonych. Na początku procesu prok. Bomze domagała się bowiem ukarania go grzywną w wysokości kilkunastu tysięcy złotych. Natomiast w trakcie trwania procesu obrońcy wielokrotnie wytykali jej niekompetencję, co miało ich zdaniem skutkować finalnym zaostrzeniem proponowanej przez nią sankcji.
- Spotkaliśmy się z powodu rażącego zaniedbania obowiązków przez panią prokurator. Jej działanie jest działaniem nieuczciwym, nielojalnym i sprzecznym z zasadą przysięgi nie tylko wobec oskarżonego Tomasza Menciny, ale i bardzo nieuczciwym wobec rodziców dziewczynki, którzy mieli prawo oczekiwać, że prokurator w sposób rzetelny wyjaśni przyczyny tej tragedii - stwierdził mec. Romanowski.
Jak ocenił obrońca, czas trwania postępowania (sam proces toczył się przez cztery lata) jest efektem "nieprzygotowania" go przez prokurator na etapie dochodzenia. - Efektem tego jest ponad 40 rozpraw sądowych, bo przewód sądowy musi zastępować postępowanie przygotowawcze - zauważył.
- Pani prokurator, ile by podejmowała czynności, osób winnych nie znajdzie - dodał.
W imieniu wszystkich obrońców Tomasza Menciny wniósł on o jego uniewinnienie.
Obrońca Artura W. o jego roli w bielańskim ratuszu
Jako ostatni głos zabrał mecenas Konrad Kuliś, obrońca byłego zastępcy burmistrza Bielan Artura W.
- Wbrew twierdzeniom oskarżenia - prokuratora i oskarżycieli posiłkowych - w sferze kompetencji Artura W., jako zastępcy burmistrza dzielnicy Bielany, nie leżało bezpośrednie wykonywanie obowiązków wynikających z prawa budowlanego. Ponadto Artur W., nie posiadając uprawnień ani specjalistycznej wiedzy z zakresu budownictwa, nie mógł sprawować bezpośredniego nadzoru technicznego nad inwestycją, ani weryfikować jej przebiegu pod kątem zgodności z przepisami prawa budowlanego i sztuką budowlaną - powiedział obrońca byłego wiceburmistrza.
Jak wyliczał dalej, do kompetencji W. nie należały także nadzór nad zapewnianiem bezpieczeństwa użytkowania oraz utrzymywania w należytym stanie technicznym ciągów pieszych oraz ścieżek rowerowych na terenie Bielan.
Dodał, że jednym z zadań W. było zapewnienie wykwalifikowanej kadry w strukturach urzędu i "z tego obowiązku się wywiązał".
- Sprawował przede wszystkim funkcję reprezentacyjną i to właśnie tym podyktowane było złożenie przez niego podpisu pod aneksem z listopada 2016 roku - mówił mecenas Kuliś.
Odnosząc się do działań prokuratora, obrońca W. zastanawiał się, dlaczego na ławie oskarżonych nie znalazł się naczelnik wydziału infrastruktury oraz radca prawny, który weryfikował treść aneksu pod kątem jego zgodności z przepisami. Do podobnych wniosków dochodzili także obrońcy pozostałych oskarżonych. Ich zdaniem, prokurator powinna była wziąć pod uwagę to, czy odpowiedzialność ponoszą między innymi urzędnicy Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Dzielnicy Bielany, do których obowiązków należy nadzór nad parkami.
- Mierzymy się z niesamowitą tragedią, która wymaga odpowiedzialności. Ale niewątpliwie, jak wynika ze zgromadzonego materiału dowodowego, brak jest podstaw do przypisania odpowiedzialności karnej Arturowi W. za zarzucony mu czyn - podkreślił mecenas Kuliś.
Wniósł on o uniewinnienie byłego wiceburmistrza.
Czterech biegłych i 35 świadków
Akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Żoliborza na początku 2021 roku. Zanim doszło do rozpoczęcia procesu, były burmistrz Bielan Tomasz Mencina oraz jego były zastępca Artur W. próbowali go podważyć. Ich obrońcy wnioskowali o skierowanie sprawy na posiedzenie w celu umorzenia postępowania karnego. W uzasadnieniu wniosków powoływali się na "oczywisty brak faktycznych podstaw oskarżenia".
Argumenty obrony nie przekonały sądu. Oba wnioski nie zostały uwzględnione. Proces w tej sprawie ruszył we wrześniu 2022 roku, pięć lat po tragicznym wypadku i trwał cztery lata. W jego trakcie odbyło się ponad 40 rozpraw. Sąd powołał czterech biegłych: z zakresu budownictwa, komunikacji i psychiatrii i przesłuchał w sumie 35 świadków, w tym urzędników z Urzędu Dzielnicy Bielany oraz Zakładu Remontów i Konserwacji Dróg.
Wyrok zostanie ogłoszony w piątek, 20 lutego.
Redagował Piotr Bakalarski
Źródło: tvnwarszawa.pl
Źródło zdjęcia głównego: Tomasz Kowalak, archiwum prywatne