Post opisujący i tłumaczący dziwne zachowanie łosi zimą - lizanie karoserii samochodu - opublikował w mediach społecznościowych Kampinoski Park Narodowy.
Powodem takiego działania łosi jest sól. "Na samochodach pozostaje sól, którą posypywane są drogi i parkingi. Dla łosia to cenne źródło sodu – mikroelementu niezbędnego do prawidłowego funkcjonowania organizmu" - wyjaśnił Kampinoski Park Narodowy. Jak zaznaczyli leśnicy, sód pomaga m.in. w: utrzymaniu równowagi wodno-elektrolitowej, pracy mięśni i układu nerwowego, a także regeneracji organizmu osłabionego zimą.
Łosia można też spotkać w pozycji klęczącej. Przyczyna takiego zachowania jest taka sama - zlizywanie soli np. z powierzchni drogi.
W zdobyciu niezbędnych składników dzikim zwierzętom pomagają też leśnicy. W czasie zimy wykładają w lesie tzw. lizawki, z których łosie, jelenie i sarny mogą uzupełniać mikroelementy.
Może być niebezpiecznie
Kampinoski Park Narodowy przestrzega, że choć scena z łosiem liżącym samochód może wyglądać zabawnie, w rzeczywistości może być niebezpieczna. "Pamiętajmy aby zachować dystans – nawet jeśli sytuacja wygląda 'uroczo'. Zlizując sól z samochodów łosie i inne kopytne coraz śmielej podchodzą do ludzi, parkingów i dróg. Tracą naturalny dystans, a to zwiększa ryzyko groźnych sytuacji – zarówno dla zwierząt, jak i dla kierowców" - zaznaczono.
Leśnicy przestrzegli, że zwierzę, które kojarzy auto z "źródłem soli", może nagle wyjść na jezdnię, zatrzymać się na drodze lub podejść bardzo blisko zaparkowanych samochodów. "W przypadku tak dużego i ciężkiego zwierzęcia jak łoś, nawet chwila nieuwagi może skończyć się poważnym wypadkiem" - ostrzegli.
Co zrobić, gdy spotka się łosia? Należy zachować dystans, jeśli jest to możliwe, najlepiej większy niż 50 metrów. Nie należy wpadać w panikę. Najlepiej nie podchodzić, nie hałasować oraz nie nawoływać zwierzęcia i nie próbować zwracać jego uwagi. Najlepszym rozwiązaniem jest poczekanie, aż zwierzę samo odejdzie, lub - jeśli ma się przestrzeń - powoli się wycofać, nie odwracając się plecami i unikając kontaktu wzrokowego.
"Dzikie zwierzęta najlepiej chroni dystans – im dalej od ludzi i aut, tym bezpieczniej dla wszystkich" - podkreślili leśnicy.
Dzikie zwierzęta zaglądają do miast
W Warszawie można spotkać sarny, łosie, dziki, bobry, kuny, lisy, borsuki, jeże czy zające. Dlaczego dzikie zwierzęta coraz częściej zaglądają do stolicy? Wynika to z dużego obszaru lasów zarówno w mieście, jak i przy jego granicach. Tworzą one na obszarze stolicy sieć korytarzy umożliwiających migrację zwierzyny. "Duży udział terenów niezabudowanych stwarza dogodne warunki bytowania dla znacznej grupy gatunków zwierząt" - czytamy na stronie Lasów Miejskich.
Dodatkowo - przez środek miasta płynie największa rzeka w Polsce, o nieuregulowanych brzegach, co stwarza dogodne warunki bytowania i przemieszczania się dzikich zwierząt w bezpośrednim sąsiedztwie gęsto zaludnionych centralnych obszarów miasta. "Prowadzi to do nieuniknionych konfliktów pomiędzy potrzebami ludzi i zwierząt" - podkreśliły Lasy Miejskie.
Kolejną z przyczyn jest dokarmianie przez ludzi, a także niezabezpieczone kontenery na śmieci i nieogrodzone działki, na których mogą szukać pożywienia. Swoje robią też korzystne warunki klimatyczne i brak zagrożeń środowiskowych.
Autorka/Autor: mg
Źródło: tvnwarszawa.pl
Źródło zdjęcia głównego: Piotr Horzela/Kampinoski Park Narodowy