Źródło: Mateusz Mżyk/tvnwarszawa.pl
Kluczowe fakty:
- Grupa Pogromcy Reklamozy walczy z nielegalną reklamą w Warszawie. Ze 125 nośników skontrolowanych na Bemowie w pełni legalne były dwa. A ta dzielnica nie była najgorszą z badanych.
- Długotrwała procedura odwoławcza powoduje, że nawet ewidentnie nielegalna reklama może stać kilka lat. A gdy już uda się doprowadzić do jej likwidacji, w tym samym miejscu wyrasta kolejna. Wówczas procedura rusza od nowa.
- Wielki billboard może przynosić właścicielowi działki kilka tysięcy złotych miesięcznie. Instalacją i obsługą zajmują się wyspecjalizowane firmy. - Dzierżawimy grunt, panu płacimy dolę roczną i zajmujemy się tym całościowo - słyszymy w jednej z nich.
- Narzędziem do uderzenia w reklamozę może być uchwała krajobrazowa, ale Warszawa wciąż się jej nie doczekała. Jest nadzieja, że zostanie uchwalona w tym roku.
Choć w Warszawie billboardy reklamowe widzimy na każdym kroku, to zdecydowana większość z nich może być postawiona nielegalnie, a konkretniej - bez pozwolenia na budowę. Wskazują na to dane z Bemowa, gdzie społecznicy z grupy Pogromcy Reklamozy skontrolowali wszystkie nośniki. Spośród 125 zezwolenie posiadały... dwa.
Czternaście z puli nielegalnych reklam zlokalizowano przy ulicy Połczyńskiej. To popularna trasa wylotowa z Warszawy, zatem miejsce bardzo atrakcyjne dla reklamodawców. Sprawdziliśmy, jak sytuacja wygląda miesiąc od zgłoszenia jej przez Pogromców Reklamozy. Otóż nie zmieniła się w ogóle. Nośniki jak stały, tak stoją.