Skała pojawiła się na posesji Dylana Hardina w grudniu ubiegłego roku. Jak opowiadał mężczyzna, wraz z żoną szykowali się do snu, gdy ich domem wstrząsnął głośny huk. Przez długi czas nie mogli zidentyfikować jego źródła - dopiero po kilku miesiącach zauważyli, że w fasadzie ich domu pojawił się dziwny otwór. Gdy Hardin przyjrzał mu się bliżej, zauważył wbity w ścianę fragment metalicznej skały. Podobnie wyglądające odłamki leżały na ziemi.
Przedmiot nieznanego pochodzenia
Obiekt był magnetyczny i wyglądał na zardzewiały. Hardina zaciekawiło, z czym może mieć do czynienia. Najpierw zgłosił się do firmy budowlanej, która wykonywała elewację jego domu, ale jej pracownicy nie mieli pojęcia, skąd mógł wziąć się ten metal - oni sami używali zupełnie innych surowców. Lokalizacja dziury wskazywała natomiast na to, że obiekt spadł z góry.
- Jedynym miejscem, z którego mógł pochodzić, było niebo - opowiadał lokalnym mediom.
Właściciel domu skontaktował się z ekspertami, aby dowiedzieć się, z jakim materiałem ma do czynienia i skąd mógł on pochodzić. Od specjalistów ze Służby Geologicznej Dakoty Północnej otrzymał informację, że obiekt nie zawiera niklu, więc prawdopodobnie nie jest to meteoryt. Hardin powiedział, że nie spocznie, dopóki nie pozna genezy obiektu i planuje rozmowy z innymi specjalistami.