Wielki Kanion pod wodą. "Widzieliśmy, jak znikąd pojawiają się wodospady"

Powódź błyskawiczna w Wielkim Kanionie, USA
Powódź błyskawiczna w Wielkim Kanionie
Źródło wideo: Wieke De Boer/REUTERS
Źródło zdj. gł.: Grand Canyon National Park
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Przez Wielki Kanion Kolorado w Arizonie w niedzielę przeszła powódź błyskawiczna. Nie żyją dwie osoby, 80 udało się uratować, a jedna wciąż pozostaje zaginiona. Ci, którzy uciekli z zagrożonych terenów relacjonowali, jak trudna była sytuacja na miejscu.

W sobotnie popołudnie w Parku Narodowym Wielkiego Kanionu w Arizonie rozszalały się burze. Przyniesione przez nie intensywne opady deszczu doprowadziły do powodzi błyskawicznej, która zabierała ze sobą wszystko, co spotkała na swojej drodze.

Burza w Wielkim Kanionie. Dwie osoby nie żyją

"Trwają działania poszukiwawcze i ratownicze po powodzi w Parku Narodowym Wielkiego Kanionu" - poinformowała w poniedziałkowym oświadczeniu Służba Parków Narodowych i potwierdziła, że odnaleziono dwa ciała. Wcześniej informowano o tym, że załamanie pogody spowodowało śmierć jednej osoby, 46-letniego mężczyzny. We wtorek podano do wiadomości, że drugą ofiarą kataklizmu był 53-letni John Giusti, który wybrał się na wyprawę z kilkoma przyjaciółmi. Około 80 osób już uratowano, a jedną wciąż uważa się za zaginioną. Początkowo służby informowały o około 15 osobach, z którymi po powodzi nie udało się nawiązać kontaktu.

Do wtorkowego poranka z parku ewakuowano 82 osoby osób. Jedną z nich był David Gregory, który w momencie wystąpienia powodzi wędrował w niewielkiej grupce. - Zauważyliśmy, że potok w pobliżu obozowiska był czarny od śmieci, a woda płynęła bardzo szybko - powiedział w rozmowie z CNN.

Lokalne władze uspokajają, że nie ma obecnie powodów uważać, żeby poza jedną wciąż poszukiwaną osobą, zaginieni byli jeszcze inni turyści.

Klatka kluczowa-666387
Powódź błyskawiczna w Wielkim Kanionie
Źródło: Wieke De Boer/REUTERS

Relacje ewakuowanych. "Bałam się"

Para turystów, która została ewakuowana ze schroniska Phantom Ranch opisywała w rozmowie z lokalną stacją telewizyjną KPHO swoją ucieczkę. Turyści brodzili w wodzie, która sięgała im do kolan.

- Bałam się o swoje życie. (..) Dzień wcześniej upadłam i zraniłam się w kolano. Sytuacja była więc niebezpieczna. Wiedziałam, że jeśli nie będę biec, to nam się nie uda - relacjonowała kobieta.

Inny turysta, Parth Desai, ewakuowany z tego samego schroniska wbiegł w kępę kaktusów po tym, jak jego kolega krzyczał do niego, aby ten biegł na górę. Na mężczyzn sunęła ponadmetrowa ściana odłamków skalnych i gruzów.

- Widzieliśmy, jak potok wylewa, jak znikąd pojawiają się wodospady, jak wszędzie spadają głazy, błoto i osuwiska - powiedział Desai agencji informacyjnej Associated Press.

"Mosty, które widzieli, zostały całkowicie zmyte"

Jedna z par zdołała w ostatniej chwili uciec przed wezbraną wodą i schronić się w swojej chatce. - Podczas ewakuacji widzieli, że mosty, przez które przejeżdżali zaledwie 15 minut wcześniej, zostały całkowicie zmyte - powiedział rzecznik Czerwonego Krzyża lokalnej stacji KTVK/KPHO.

W poniedziałek synoptycy ostrzegali, że deszcz i burze mogą spowodować kolejne powodzie w tym rejonie. Masy wody uszkadzały infrastrukturę. Jak podały władze parku, powódź zniszczyła wiele kładek i wywołała awarię wodociągu obsługującego odwiedzających i służącego do gaszenia pożarów. Spowoduje to znacznie ograniczenie aktywności turystycznej przed długim weekendem z okazji Święta Pracy.

CZYTAJ TAKŻE: "To niebezpieczne, jeśli poziom wody będzie ciągle rósł"

Jak przekazała agencja informacyjna AP we wtorkowy poranek, w związku z awarią wodociągu władze wstrzymały możliwość pobytu turystów w hotelach i domkach na terenie Parku Narodowego Wielkiego Kanionu oraz wprowadziły awaryjne ograniczenia zużycia wody dla stałych mieszkańców.

Zastępca dyrektora parku Brian Drapeaux poinformował, że żywioł mógł zniszczyć "wiele kilometrów rurociągu". Pełna skala strat nie jest jeszcze znana - władze spodziewają się uzyskać dokładniejsze informacje najwcześniej we wtorek.

Burza zabijała w Teksasie

Pod koniec zeszłego tygodnia groźna pogoda nawiedziła nie tylko Arizonę, lecz także Teksas, inny stan na południu USA. W piątkową noc nad San Antonio przeszła gwałtowna burza, która przyczyniła się do śmierci dwóch osób. Burmistrz Gina Ortiz Jones, cytowana przez portal Axios, poinformowała, że jedna z nich prawdopodobnie utonęła. Drugie ciało znaleziono w jednym z miejskich parków.

Burza doprowadziła do rozległych przerw w dostawie prądu. Jak przekazał Frank Almaraz z firmy CPS Energy, szalejący żywioł pozbawił energii około 250 tysięcy odbiorców w San Antonio i okolicach. Do niedzielnego poranka bez prądu pozostawało około 20 tys. osób. Władze miasta nakazały rozbiórkę dwóch budynków komercyjnych, które w wyniku burzy doznały znacznych uszkodzeń.

Źródło: CNN, PAP, AP, KPHO
Czytaj także: