Jak wynika z prognoz opublikowanych przez stację CNN, wcześnie w sobotę u wschodnich wybrzeży USA ma uformować się burza ze śnieżycami i silnym wiatrem. Zjawisko szybko zacznie się pogłębiać, stając się bombą cyklonową. Takie miano otrzymują niże, w których ciśnienie obniża się więcej niż 24 hektopaskale w ciągu doby. Dokładna trasa tego zjawiska nie jest jeszcze znana, a to od niej zależy, gdzie wystąpią opady śniegu i powieje porywisty wiatr.
Zbliża się kolejna burza
Jakie stany są zagrożone? Rozważanych jest kilka scenariuszy pogodowych, ale największe ryzyko intensywnych opadów oraz silnego wiatru ma wystąpić w części obu Karolin oraz w Wirginii. Dla pozostałej części wschodniego wybrzeża prognozy nie są już tak pewne. Więcej informacji mają przynieść czwartkowe aktualizacje modeli meteorologicznych.
Jak zaznacza CNN, nadchodząca burza śnieżna będzie jednak zupełnie inna od tej, z którą dopiero co musiało zmagać się wielu mieszkańców USA. Zjawisko nie powinno powodować tak zdradliwej jak ostatnio mieszanki marznącego deszczu oraz deszczu ze śniegiem, ale nie można wykluczyć zagrożenia zamieciami śnieżnymi oraz wysokich fal u wschodniego wybrzeża kraju.
Tygodnie walki ze skutkami
Między piątkiem a poniedziałkiem nad ogromnym obszarem Stanów Zjednoczonych przeszła zimowa burza, niosąca ze sobą intensywne opady śniegu i marznącego deszczu. System pogodowy pozostawił po sobie ogromne zniszczenia w pasie od stanów południowych po wybrzeże Atlantyku.
Bilans tragicznej w skutkach zimowej burzy, która sparaliżowała południe Ameryki i przyniosła rekordowe opady śniegu na północnym wschodzie kraju, to co najmniej 36 ofiar śmiertelnych. W Nowym Jorku odnotowano zgony z powodu wychłodzenia organizmu u osób przebywających na zewnątrz. W Teksasie doszło do tragedii, gdy pod trójką dzieci załamał się lód na zamarzniętym stawie.
W środę ponad 350 tysięcy odbiorców pozbawionych było dostaw energii elektrycznej. Krytyczna sytuacja panowała w Tennessee, Missisipi i Luizjanie. W hrabstwie Tippah w Missisipi koordynator ds. kryzysowych Tom Lindsey powiedział, że doszło do "całkowitej awarii sieci energetycznej" i problemów z zaopatrzeniem w wodę. Ostrzegł, że do całkowitego usunięcia skutków śnieżycy potrzebne będą "nie dni, a całe tygodnie".
Zimno nie ustępuje
Atak zimy przyniósł także rekordowe opady śniegu i krupy śnieżnej. W wielu południowych regionach Stanów Zjednoczonych opady marznącego deszczu utworzyły na drzewach i infrastrukturze grubą warstwę lodu. To zjawisko, nazywane często okiścią lodową, doprowadziło do masowego łamania konarów oraz zrywania napowietrznych linii energetycznych pod ogromnym ciężarem oblodzenia.