"Dolny stopień zadziałał znakomicie, górny już nie"

Pierwszy stopień New Glenna wraca na Ziemię
Niedzielny lot New Glenna.mp4
Źródło: Reuters
Federalna Administracja Lotnictwa Stanów Zjednoczonych uziemiła rakietę New Glenn firmy Blue Origin do czasu zakończenia śledztwa w sprawię wypadku w trakcie ostatniej misji. Chodzi o niedzielny lot, podczas którego zawiódł drugi stopień maszyny. Satelita BlueBird 7 spłonął w atmosferze, a ten sam los ma spotkać w najbliższych godzinach ważący 25 ton statek.

W niedzielę z Cape Canaveral na Florydzie w ramach misji NG-3 wystartowała rakieta New Glenn firmy Blue Origin należącej do Jeffa Bezosa. Był to trzeci lot maszyny konkurenta SpaceX w walce o dominację w sektorze kosmicznym. Na jej pokładzie znajdował się satelita BlueBird 7 firmy AST SpaceMobile.

Niestety z powodu kłopotów z silnikami drugiego stopnia rakiety cel misji nie został wykonany. Kilka godzin po starcie BlueBird 7 spłonął w ziemskiej atmosferze. Deorbitacji ma ulec także ważący 25 ton statek. W efekcie Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) zakazała kolejnych startów New Glenna do czasu wyjaśnienia okoliczności niedzielnego incydentu.

"Start miał być kolejnym krokiem w budowie pierwszej na świecie kosmicznej sieci komórkowej, ale skończył się kosztowną porażką: dolny stopień zadziałał znakomicie, górny już niestety nie" - skomentował Karol Wójcicki, popularyzator astronomii i autor bloga "Z głową w gwiazdach".

Problemy zaczęły się w powietrzu

Jak wynika z informacji przekazanych przez Blue Origin, jeden z dwóch silników BE-3U górnego stopnia nie wygenerował wystarczającego ciągu, by osiągnąć zakładaną orbitę. W efekcie satelita trafił na zbyt niską orbitę, która skazywała go na szybką deorbitację.

"BlueBird 7 prawidłowo odseparował się i włączył zasilanie - sam satelita działał. Problem w tym, że jego silniki manewrowe zostały zaprojektowane do drobnych korekt, a nie do podniesienia orbity o kilkaset kilometrów" - wskazał Wójcicki.

Niekontrolowanej deorbitacji ma ulec także sam drugi stopień rakiety. Obiekt ma masę około 25 ton i jest większy między innymi od drugiego członu rakiety Falcon 9 od SpaceX. "Część fragmentów najpewniej przetrwa wejście w atmosferę. Zagrożony jest pas między 36,11 stopnia szerokości północnej i południowej - południowa Europa, północna Afryka, znaczna część Azji, USA i Australia. Polska jest poza zasięgiem" - dodał autor bloga "Z głową w gwiazdach".

Połowiczny sukces

Niedzielny lot przyniósł też dobre informacje dla firmy Blue Origin. Po raz kolejny prawidłowo zadziałał pierwszy stopień rakiety, który po oddzieleniu się od statku powrócił na Ziemię. "Rutynowe odzyskiwanie pierwszych stopni jeszcze kilka lat temu było domeną wyłącznie SpaceX" - zauważył Wójcicki.

Rakieta New Glenn została nazwana na cześć astronauty Johna Glenna, pierwszego Amerykanina, który wziął udział w locie orbitalnym. Dwuczłonowy pojazd o długości 98 metrów został zaprojektowany do wynoszenia dużych ładunków w przestrzeń okołoziemską - za jednym razem może zabrać ze sobą 45 ton. Od konkurentów ze SpaceX odróżnia go konstrukcja owiewki ładunku użytecznego, czyli systemu, który chroni przewożony sprzęt. Jest ona szeroka, co umożliwia wynoszenie na orbitę większych ładunków.

Czytaj także: