Burze przyniosły na nowozelandzkiej Wyspie Północnej ulewy i silne podmuchy wiatru. Rzeki wystąpiły z brzegów, zalewając posesje i drogi. Lokalnie spadło od 150 do 300 litrów deszczu na metr kwadratowy w zaledwie godzinę. W regionie Waikato niektórzy mieszkańcy brodzili po pas w wodzie, zaś inni liczyli straty po poważnych wichurach.
- Było więcej niż mokro. Dwie duże lodówki po prostu unosiły się na wodzie - opowiadał jeden z nich. - Otworzyłem drzwi, a obok przepłynął mój portfel ze wszystkimi kartami, prawem jazdy i wszystkim innym. Mam nadzieję, że policjanci będą wyrozumiali, jeśli zatrzymają mnie do kontroli.
Poważne utrudnienia
W poniedziałek rano większość lotów do i z Wellington, stolicy kraju, została odwołana lub opóźniona. Linie lotnicze Air New Zealand wstrzymały działalność na lotniskach Wellington, Napier i Palmerston North. Lokalne władze poinformowały, że ponad 30 tysięcy odbiorców było pozbawionych prądu, w tym około 10 tys. klientów w samym Wellington.
Problemy w transporcie dotyczyły także ruchu drogowego. W Waikato po burzy doszło do zerwania jednego z mostów. Jak opowiadał jeden z okolicznych mieszkańców w rozmowie z agencją informacyjną Reuters, gdy w sobotę wieczorem był w okolicy, most wciąż stał, ale był całkowicie zalany przez wodę. W niedzielę rano przeprawa okazała się już całkowicie zniszczona, a blisko krawędzi zerwanej jezdni balansował samochód.
- Most wyglądał, jakby był w porządku, więc ktoś próbował go przekroczyć - przekazał. - Jak widać, cały pomost się zapadł, zniknął także łącznik po drugiej stronie. Jest kompletnie zniszczony.
Nowozelandzka policja ostrzegła, że wjazd na zalaną drogę to śmiertelne niebezpieczeństwo. Do poważnego wypadku doszło w sobotę w dystrykcie Otorohanga, gdzie wezbrana rzeka porwała samochód. Życia kierowcy nie udało się uratować.
Autorka/Autor: Agnieszka Stradecka
Źródło: PAP, Reuters, Star News
Źródło zdjęcia głównego: Reuters/Wayne Feisst