W niedzielę rano Monica Fjaera jadła śniadanie w domu rodzinnym jej męża, położonym na fiordzie w miejscowości Fjaera w zachodniej Norwegii. W pewnym momencie usłyszała huk.
- Był bardzo głośny. Cały dom się trząsł. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie słyszeliśmy. Mamy duże okna, przez które widać cały fiord, ale nie widzieliśmy żadnego osuwiska - powiedziała.
Wybiegli z domu bez butów
Monica i jej rodzina zorientowali się, że osuwisko schodzi zboczem nieopodal ich domu. Natychmiast wybiegli z budynku.
- Nie zdążyliśmy nawet założyć butów. A kiedy wyszliśmy i się odwróciliśmy, zobaczyliśmy, jak skały gwałtownie spadają ze zbocza góry - wyjaśniła.
Monica relacjonowała, że ze zbocza stoczyło się wiele dużych głazów. Żaden nie uderzył w dom, ale jedna ze skał zniszczyła samochód, który był zaparkowany zaledwie kilka metrów od budynku.
- My, dorośli, byliśmy zszokowani tym, co się właściwie wydarzyło, a dzieci były bardzo przestraszone. Dla nich to było najgorsze - przyznała.
Szukali schronienia w tunelu
Osuwisko dotknęło nie tylko Monikę i jej rodzinę. Jak przekazał funkcjonariusz Dag Steinkopf z lokalnej komendy policji, kamienie spadły na wiele okolicznych budynków, a mieszkańcy szukali schronienia w pobliskim tunelu. Na szczęście nikt nie ucierpiał.
Norweski urząd do spraw dróg przekazał, że osuwisko zeszło także na fragment trasy europejskiej E134. Służby muszą zbadać stabilność stoku, przez co droga pozostanie zamknięta przez wiele dni.
Autorka/Autor: Krzysztof Posytek
Źródło: vg.no, nrk.no, ENEX
Źródło zdjęcia głównego: Robert Stråbø Melkeraaen/ENEX