Tygrys należał do treserki zwierząt Carmen Zander, nazywanej "królową tygrysów". Około godziny 13 w niedzielę zranił 73-letniego asystenta treserki, a następnie uciekł - podała niemiecka gazeta "Bild". Dodała, że sposób, w jaki zwierzę zdołało uciec, jest nieznany. Według policji mężczyzna odniósł lekkie obrażenia i został przewieziony do szpitala.
Rzeczniczka policji przekazała, że zwierzę było trzymane na prywatnej posesji w miejscowości Schkeuditz pod Lipskiem. Poza tygrysem na tym terenie przetrzymywane są też inne dzikie koty, ale żaden z nich nie uciekł.
- Tygrys został zastrzelony na terenie ogrodu - przekazała rzeczniczka w rozmowie z gazetą "Bild". - Nie ma już żadnego zagrożenia dla ludzi - dodała.
Kontrowersje wokół właścicielki
Carmen Zander to kontrowersyjna postać, która występowała w przeszłości w cyrkach. Jak napisał "Bild", treserka trzyma na posesji około dziesięć tygrysów, ale warunki, w jakich żyją, są nieodpowiednie. Według dpa, w przeszłości zdarzały się już skargi na jej hodowlę.
Od 2022 roku Zander ma zakaz komercyjnego wystawiania swoich zwierząt. Ponieważ nie występuje już w cyrkach, władze domagają się dla jej tygrysów lepszych warunków życia - takich samych, jak w ogrodach zoologicznych czy parkach dzikiej przyrody. Zander nie jest w stanie im ich obecnie zapewnić. Dla zaledwie pięciu tygrysów potrzeba by 500 metrów kwadratowych - powierzchnia parku, gdzie żyją, jest znacznie mniejsza.
- Tygrysy muszą stąd zniknąć. Trzeba znaleźć rozwiązanie już teraz - powiedział w niedzielę w rozmowie z LVZ Rayk Bergner, burmistrz Schkeuditz.