Przyspieszył w ostatniej chwili. Uratował kilkadziesiąt dzieci

Powódź zrównała wioski z powierzchnią ziemi, Nepal
Minął już tydzień od powodzi w Nepalu
Źródło wideo: 2026 Cable News Network All Rights Reserved
Źródło zdj. gł.: PAP/EPA/NARENDRA SHRESTHA
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Mieszkańcy Nepalu i Tybetu powoli wracają do domów po katastrofie, do której doszło tydzień temu na granicy dwóch krajów. Wielu z nich w obliczu katastrofy wykazało się prawdziwą odwagą, jak kierowca autobusu szkolnego, który w obliczu nadciągającej powodzi zdołał ocalić około 50 dzieci.

Minął tydzień od katastrofy na granicy nepalsko-tybetańskiej, a w miejscowości Trishuli nie pozostało nic. Miejsce, które niegdyś tętniło życiem, teraz jest przemoknięte, zasypane gruzem i przypomina pustkowie. Mieszkańcy oraz przyjezdni stają nad brzegiem i patrzą na skutki żywiołu.

Dla lokalnej społeczności rzeka jest czymś więcej niż tylko źródłem wody. Bibhu Raj Acharya, mieszkaniec Nepalu, podkreślał, że przez pokolenia była ona podstawą życia tutejszych mieszkańców. Powódź, która uderzyła w granicę nepalsko-tybetańską zniszczyła wszystko, co było tym ludziom znane.

- Ta woda była dla tutejszych mieszkańców źródłem życia. Ludzie mieszkają tu od pokoleń - powiedział w rozmowie ze stacją CNN. Dodał też, że rzeka spełniała ważną funkcję religijną. - To jedno z naszych świętych źródeł. Kiedy opłakuje się kogoś z rodziny po śmierci, ludzie przechodzą przez tę rzekę i tam odprawiają wszystkie rytuały - dodał.

Nepal. Kierowca ocalił 50 dzieci

Wśród mieszkańców są jednak także ci, których działania pozwoliły ocalić życie innych. Jednym z nich jest Chhiring Tamang, kierowca autobusu szkolnego. Tuż przed katastrofą uratował około 50 dzieci. Odebrał je ze szkoły, zanim budynek został zniszczony, a następnie przejechał przez most chwilę przed tym, jak został on zmyty przez wodę.

- Dwie minuty po tym, jak przejechałem przez most, woda zalała miejsce, w którym stałem. Dzieci zaczęły krzyczeć, gdy zobaczyły powódź. Jedno z nich zemdlało w autobusie. Prosiły mnie, żebym jechał szybciej - powiedział. Zapytany o swój czyn, nie odpowiada z dumą, a przypomina, że również i dla niego powódź okazała się katastrofą.

- To dla mnie smutny czas. Straciłem siostrzenicę. Pracowała w tej samej szkole. Zadzwoniła do mnie, zanim przejechałem przez most. Było to zaraz po tym, jak poinformowałem dyrektora o powodzi. Zapytała mnie: "Wujku, gdzie jesteś? Rzeka się wylewa" - przekazał.

Siostrzenica Tamanga pracowała jako pomocnica w szkole. Mieszkała wraz ze swoją rodziną, córką oraz niepełnosprawnym mężem. Reszta rodziny przeżyła katastrofę, jednak straciła cały dobytek.

Źródło: CNN
Czytaj także: