Jak podały w niedzielę chińskie media, do 43 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych powodzi w tybetańskim powiecie Gyirong przy granicy z Nepalem. Nepalskie władze z kolei poinformowały o 1341 zabitych. Poprzedni bilans przekazany przez władze kontrolowanego przez Chiny Tybetu mówił o 31 zabitych oraz 531 poszukiwanych. Według najnowszych danych los 519 osób pozostaje nieznany. Chińskie władze dotychczas nie opublikowały listy nazwisk zaginionych ani ofiar.
> > > CZYTAJ TEŻ: Wulkan sparaliżował ruch lotniczy. Ponad 150 tysięcy osób uwięzionych
Najnowszy raport nepalskiego urzędu ds. zarządzania kryzysowego (NDRRMA) donosi o "około 4996 zaginionych". Ponad 3,6 tysiąca ocalałych przebywa w blisko czterdziestu ośrodkach ewakuacyjnych. Mimo odnalezienia 1341 ciał i szczątków ludzkich, władze dotychczas wydały zaledwie 98 zwłok rodzinom ofiar.
"Krajobraz księżycowy" w strefie zero
Zagraniczni dziennikarze, w tym stacji CNN i agencji informacyjnej Reuters, zostali w niedzielę dopuszczeni do tzw. strefy zero, czyli w okolice całkowicie zrujnowanego przejścia granicznego z Nepalem w Gyirong. Wyjazdu został zorganizowany przez rząd. Zagraniczne media nie mają swobodnego dostępu i możliwości relacjonowania z Tybetu. Według CNN obszar dotknięty katastrofą przypomina obecnie pokryty mułem "krajobraz księżycowy".
Z potężnego pięciopiętrowego budynku odprawy celnej ostały się tylko fundamenty. Stacja podkreśliła, że dotarcie na miejsce było skrajnie trudne - wąską górską drogę dojazdową odblokowano dopiero po siedmiu dniach, co ostatecznie pozwoliło ratownikom na wwiezienie ciężkiego sprzętu. W miejscu, gdzie wznosiła się 20-metrowa brama graniczna, ratownicy wywiesili chińską flagę i złożyli żółte kwiaty na prowizorycznym pomniku.
Internauci wytykają błędy władzy
Państwowe media skupiają się na relacjach z akcji ratunkowej, pokazując zaangażowany sprzęt, ratowników wyciągających z błota przedmioty osobiste czy żołnierzy gotujących posiłki w warunkach polowych. Część internautów w komentarzach, które są usuwane przez cenzurę, wyraża frustrację, pytając, "czy udało się w końcu kogoś uratować" lub apelując, by "po prostu ratować ludzi".
> > > CZYTAJ TEŻ: Został, by pomóc innym. Na dziewięć dni utknął pod ziemią
Do powodzi błyskawicznej o tragicznych skutkach doszło w środę 26 sierpnia w wyniku gwałtownego oderwania się fragmentu lodowca od północnej ściany góry Langtang Lirung w Nepalu. Potężne masy wody i niesionego nimi gruzu zeszły korytami rzek Bhote Koshi i Trishuli, pustosząc całe doliny zarówno po nepalskiej, jak i chińskiej stronie granicy.