W czwartek przez prowincję Manitoba w środkowej Kanadzie przeszła burza pyłowa. Jak podało krajowe ministerstwo środowiska i klimatu (ECCC), w wielu miejscowościach podmuchy przekraczały 100 kilometrów na godzinę, miejscami zbliżając się do 120 km/h.
Pył utrudnia przywrócenie prądu
Burza dała się we znaki mieszkańcom Winnipeg, stolicy Manitoby leżącej w południowo-zachodniej części prowincji. Żywioł powalał drzewa i zrywał linie energetyczne. Jak przekazał Peter Chura, rzecznik dostawcy energii Manitoba Hydro, w piątkowy poranek około sześć tysięcy odbiorców nie miało prądu. Przyznał, że naprawy utrudnia pył, który dostał się do urządzeń elektrycznych.
Rzecznik władz Winnipeg przekazał, że miasto otrzymało 45 próśb o pomoc w usunięciu szkód wyrządzonych przez wiatr. Zgłoszenia otrzymywały także firmy, na przykład lokalne przedsiębiorstwo zajmujące się pielęgnacją drzew. - Otrzymujemy sporo próśb o natychmiastową pomoc w związku z drzewami powalonymi przez wiatr lub złamanymi gałęziami leżącymi na podwórkach - powiedział jego właściciel Simon Peacock.
"Jakby wybuchła bomba"
Wiatr był na tyle silny, że niszczył domy mobilne. Darren Charon, właściciel jednego z nich, mieszkający nieopodal miejscowości Russell, relacjonował, co działo się podczas burzy.
- Zobaczyłem, jak dach po prostu się podnosi i odpada. A potem wszystko wystrzeliło w powietrze i rozprysło się po podwórzu i polach wokoło. Brzmiało to tak, jakby przejeżdżał tędy pociąg towarowy - powiedział mężczyzna.
Charon został w domu na noc i w pewnym momencie usnął ze zmęczenia. Gdy obudził się spanikowany po kilku godzinach, od razu wyszedł na zewnątrz i ujrzał skalę zniszczeń. - To tak, jakby wybuchła bomba. Wszędzie leżą moje rzeczy. Staram się to przepracować, a jednocześnie zachować pozytywne nastawienie - przyznał.