W nocy z soboty na niedzielę amerykańsko-izraelskie rakiety uderzyły w irańskie obiekty naftowe, wywołując pożary w czterech magazynach ropy naftowej. Zniszczone zostały również instalacje służące do przesyłu ropy w Teheranie i pobliskiej prowincji Alborz.
Po atakach władze Teheranu wezwały mieszkańców irańskiej stolicy do pozostania w domach z powodu niebezpiecznego stężenia toksycznych substancji, które pojawiły się nad miastem.
"Prosimy mieszkańców, aby nie wychodzili z domów"
Wysoki rangą urzędnik teherańskich służb ratunkowych Said Mehrsorusz, cytowany przez irański portal IranWire w poniedziałek przestrzegł też przed kwaśnym deszczem, który w poniedziałek spadł na miasto. Jak jednak podkreślił, największe zagrożenie stanowią obecne w powietrzu toksyczne gazy.
- Prosimy mieszkańców, aby nie wychodzili z domów bez konieczności i w miarę możliwości pozostawali w pomieszczeniach - zaapelował. Mehrsorusz doradził, aby każdy, kto musi wyjść na zewnątrz, nosił maski z filtrem, takie jak N95 lub FFP2. Zaznaczył, że zwykłe maski medyczne nie zapewniają wystarczającej ochrony przed zagrożeniem.
Potencjalnie poważne konsekwencje
Zniszczenia spowodowane izraelsko-amerykańskimi atakami na składy ropy naftowej sprawiły, że w powietrzu do wysokiego poziomu wzrosło stężenie związków siarki i azotu oraz węglowodorów poliaromatycznych. Substancje te mogą mieć poważne konsekwencje dla środowiska i zdrowia - ostrzegła Anna Hansell z Uniwersytetu w Leicester w Wielkiej Brytanii, cytowana w poniedziałek przez magazyn "New Scientist".
Jej zdaniem "jeśli krople deszczu dostaną się na skórę, znajdą się na niej potencjalnie rakotwórcze związki, które można zmyć, ale jeśli dostaną się do nosa i ust, mogą utrzymywać się dłużej, a bardzo drobne cząsteczki dymu w powietrzu mogą wnikać głęboko do płuc i potencjalnie przedostać się do krwiobiegu".
Opracowała: Agnieszka Stradecka
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: ABEDIN TAHERKENAREH/PAP/EPA