Kataklizm w Ekwadorze wywoła niezwykle intensywna pora deszczowa, która obfitowała w ulewy oraz burze. W efekcie w wielu regionach kraju rzeki wystąpiły z brzegów oraz wystąpiły osuwiska ziemi. Najnowsze informacje mówią o co najmniej 11 ofiarach śmiertelnych i kilkudziesięciu zaginionych. Skala tragedii jest tak duża, że władze Ekwadoru wprowadziły 60-dniowy stan wyjątkowy. Decyzja ma na celu naprawienie szkód, które wystąpiły w większości państwa.
"Chce mi się płakać"
Jednym z najbardziej dotkniętych miejsc jest miasto Balao w prowincji Guayas w środkowo-zachodniej części Ekwadoru. Według zagranicznych mediów żywioł dotknął tam około trzech tysiące rodzin. Część z nich straciła dach nad głową. Wiele miejsc pokrytych jest grubą warstwą mułu. Mieszkańcy zmagają się też z brakiem prądu. Z ich relacji wynika, że powódź nawiedziła to miasto błyskawicznie.
- To sprawia, że chce mi się płakać...gdy widzę, że wszystko jest stracone - mówi jedna z mieszkanek.
Według władz powodzie i osuwiska dotknęły wszystkie prowincje Ekwadoru. Największe straty odnotowano w regionach położonych wzdłuż wybrzeża i w górach. W całym kraju zniszczonych zostało co najmniej 19 mostów i ponad 80 domów. Zniszczenia odnotowano także w ponad 800 szkołach i 31 szpitalach.
Autorka/Autor: Franciszek Wajdzik
Źródło: ENEX, Latina Republic, Diario Extra