W czwartek do Chorwacji dotarła burza Deborah. Przyniosła ze sobą wiatr przekraczający 100 kilometrów na godzinę, który był na tyle silny, że wyrywał drzewa z korzeniami.
Władze zaleciły pozostanie w domach
W piątek burza nadal szalała nad bałkańskim krajem. Od czwartkowego do sobotniego poranka ponad 6800 strażaków wyjechało do prawie 1800 interwencji - przekazał Chorwacki Związek Strażaków (HVZ).
Służby miały dużo pracy w Zagrzebiu, stolicy kraju, oraz okalających ją miejscowościach. Władze zaleciły mieszkańcom pozostanie w domach co najmniej do sobotniego południa. Osoby, którzy musiały rano wyjść, liczyły na to, że nic im się nie stanie.
- Mam nadzieję, że nic mnie nie trafi. Żal mi tylko uszkodzonych samochodów i, nie daj Boże, rannych ludzi. Z resztą damy sobie radę. Podobno ma się to dzisiaj skończyć. Wszędzie są szkody, parasole walają się po koszach na śmieci, pociągi są opóźnione. Burza była dość przerażająca - powiedział jeden z mieszkańców Zagrzebia.
Burmistrz Zagrzebia Tomislav Tomasević poinformował, że w stolicy w wyniku ataku żywiołu wiele osób zostało rannych, ale wszystkie z nich lekko. Do poważniejszego zdarzenia doszło w żupanii zagrzebskiej, gdzie jedna osoba doznała poważniejszych obrażeń, choć według Tomasevicia jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Drzewa spadały na tory
Burza doświadczyła nie tylko Zagrzeb. Z powodu silnego wiatru zamknięto fragmenty wielu dróg. W sobotę, podobnie jak w piątek, niedostępny dla pojazdów jest odcinek krajowej autostrady A1 między tunelem Sveti Rok a wsią Posedarje. Zamknięty jest także fragment malowniczej Magistrali Adriatyckiej prowadzącej wzdłuż wybrzeża.
Utrudnienia dotknęły także transport kolejowy, ponieważ wiatr zwalał drzewa na tory, a połączenia promowe między wybrzeżem a chorwackimi wyspami z powodu groźnych podmuchów zostały zawieszone. Doszło także do przerw w dostawie prądu - w piątek w szczytowym momencie burzy elektryczności nie miało około 18 tysięcy osób.