Bangladesz zmaga się z ulewnymi deszczami monsunowymi. W sobotę ministerstwo zarządzania kryzysowego kraju poinformowało, że w ostatnich tygodniach powodzie i osuwiska odizolowały od świata ponad 250 tysięcy gospodarstw domowych, w których mieszka ponad milion osób. Zginęły co najmniej 44 osoby.
>>> CZYTAJ TEŻ: Uciekali przed pożarem i zginęli. Próbują ustalić ich tożsamość
"Nie otrzymaliśmy żadnej pomocy"
Jak podał lokalny portal "The Daily Star", szczególnie trudna sytuacja panuje w mieście Koks Badźar na wschodzie kraju, gdzie znajduje się obóz dla uchodźców z sąsiedniej Mjanmy. Od ponad tygodnia nad regionem utrzymują się intensywne opady deszczu. Niektóre części miasta zostały całkowicie odcięte od świata na długi czas - jedna z mieszkanek dzielnicy Chakaria powiedziała, że jej rodzina czeka na pomoc od siedmiu dni.
- Jak dotąd nie otrzymaliśmy żadnej pomocy humanitarnej - dodała.
Przerwy w dostawie prądu, uszkodzone drogi i utrudnienia w komunikacji spowolniły działania ratownicze i pomocowe. Zniszczone drogi i uszkodzone mosty uniemożliwiają ekipom ratowniczym i pracownikom organizacji pomocowych dotarcie do odciętych od świata społeczności. Jak podały władze, armia stara się dotrzeć do nich łodziami, niosąc ze sobą żywność, wodę pitną i leki.