Do zdarzenia doszło w niedzielę w północnej Australii, w rejonie rafy Kennedy Shoal, około 45 kilometrów od wybrzeża stanu Queensland - przekazał rzecznik miejscowej policji. To popularne miejsce wśród miłośników nurkowania i wędkarstwa.
Służby ratunkowe zostały poinformowane o ataku tuż po południu miejscowego czasu i wyruszyły na ratunek z pochylni dla łodzi nieopodal miejscowości Hull Heads. Udało im się dotrzeć do zaatakowanego mężczyzny i zabrać na brzeg, ale tam 39-latek zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.
Kolejny śmiertelny atak rekina
To drugi śmiertelny atak rekina w Australii w tym miesiącu. 16 maja do podobnego zdarzenia doszło na rafie w rejonie Rottnest Island, popularnej wśród turystów wyspy, położonej około 30 kilometrów od wybrzeża stanu Australia Zachodnia. Wówczas ofiarą był 38-letni mężczyzna.
Jak podaje agencja informacyjna Reuters, powołując się na dane lokalnych organizacji ochrony przyrody, każdego roku w Australii dochodzi do około 20 ataków rekinów, ale większość z nich nie jest śmiertelna. Znacznie więcej osób ginie w wyniku utonięcia.
Czasami sytuacja bywa jednak niebezpieczna. W styczniu władze zamknęły szereg plaż na wschodnim wybrzeżu, w tym w Sydney, największym mieście kraju, w związku z czterema atakami rekinów w dwa dni. Ulewy sprawiły, że woda stała się mętna - takie warunki przyciągają rekiny i ograniczają ich widoczność.