Fala wspięła się na kilkaset metrów, wyrwała drzewa z korzeniami

Miejsce, gdzie doszło do potężnego osuwiska skalnego
Fiord Tracy Arm na południowym wschodzie Alaski
Źródło: 2025 Cable News Network All Rights Reserved
Osuwisko skalne, do którego doszło w 2025 roku w fiordzie Tracy Arm na Alasce, wywołało ogromną falę tsunami. Naukowcom udało się ustalić, że woda wspięła się na wysokość około 450 metrów ponad poziom morza. Istnieją obawy, że do podobnych zjawisk może dochodzić coraz częściej.

Do osuwiska doszło wczesnym rankiem 10 sierpnia 2025 roku w wąskim fiordzie Tracy Arm. Fragment górskiego zbocza o wymiarach około tysiąca na sześćset metrów oderwał się od północnej ściany fiordu, po czym runął na znajdujący się poniżej lodowiec oraz częściowo do wody. Energia uderzenia w wąski, głęboki akwen wypchnęła wodę wysoko na przeciwległe zbocza fiordu, wywołując potężną falę tsunami.

Od momentu zejścia osuwiska zderzenie jest analizowane przez badaczy ze Służby Geologicznej Stanów Zjednoczonych (USGS). Kilka dni po tym zdarzeniu naukowcy przelecieli śmigłowcem nad miejscem katastrofy, by ocenić jej skutki. Wśród nich był geofizyk Cyrus Read, który od ponad dwóch dekad pracuje przy obserwacji zjawisk geologicznych na Alasce.

- Przez ponad 20 lat widziałem z powietrza wiele niesamowitych rzeczy. To zdarzenie zdecydowanie należy do najbardziej niezwykłych - powiedział Read w rozmowie z portalem "Alaska's News Source".

Miejsce, gdzie doszło do potężnego osuwiska skalnego
Miejsce, gdzie doszło do potężnego osuwiska skalnego
Źródło: USGS

Woda zniszczyła roślinność

Perspektywa lotu ptaka sprawiła, że badacze mogli dokładnie zobaczyć skalę zniszczeń. Na północnej ścianie znajdował się oderwany fragment góry, który spoczął częściowo na lodowcu, a częściowo w wodzie. Znacznie większym zaskoczeniem okazało się jednak to, co wydarzyło się po przeciwnej stronie fiordu.

Według szacunków naukowców woda wspięła się nawet na ponad 450 metrów nad poziom morza. Dla porównania - najwyższa zarejestrowana fala tsunami w historii miała 524 m - zanotowano ją w 1958 roku również na Alasce, w zatoce Lituya.

- Wiedzieliśmy, że po drugiej stronie musiała powstać duża fala rozbryzgowa, ale nie spodziewaliśmy się, że będzie aż tak wysoka - przyznał Read.

Jak wyjaśnił badacz, siłę zjawiska najlepiej obrazują zniszczenia, jakie odniosła pokrywa roślinna. Niektóre drzewa zostały wyrwane z korzeniami. Nawet okazy, które oparły się fali, miały poważne uszkodzenia. Z wielu z nich zdarta została kora, co pomogło naukowcom określić maksymalną wysokość, do jakiej dotarła woda.

Fala zachowała się jak "buldożer"

Co ciekawe, skutki tsunami nie ograniczyły się jedynie do miejsca naprzeciwko osuwiska. Poziom, do którego dotarła woda, okazał się bardzo zróżnicowany. W niektórych zatokach fala zachowywała się jak "buldożer", niszcząc roślinność do wysokości kilkudziesięciu metrów nad poziomem morza mimo znacznej odległości od miejsca katastrofy.

W chwili zdarzenia w okolicy znajdowało się kilka osób. Według USGS kajakarze biwakujący na pobliskiej wyspie Harbor Island stracili część sprzętu, który został porwany przez falę. Naukowcy podkreślili jednak, że mogło dojść do znacznie większej tragedii. Fiord Tracy Arm jest bowiem popularny wśród turystów i często zawijają do niego statki wycieczkowe.

Zdarzenie zwróciło również uwagę na coraz większe ryzyko podobnych katastrof na Alasce. Topnienie lodu lodowcowego może destabilizować zbocza. Naukowcy pracują nad systemami, które w przyszłości mogłyby wykrywać podobne zdarzenia w czasie rzeczywistym.

- Ziemia wydaje się nam statyczna i nieruchoma, ale w rzeczywistości cały czas się zmienia - podsumował Read.

Czytaj także: