We wtorek Polska znajduje się między klinem wyżu znad Atlantyku a niżem znad Europy Wschodniej. Objawia się to podwyższonym ciśnieniem i płytkimi zatokami z frontami atmosferycznymi, wbitymi w obszar wyżowy, które niosą deszcz i śnieg. O poranku Polskę obejmowały dwa fronty atmosferyczne. Pierwszy, ciepły, znajdujący się na wschodzie, zaznaczał się tylko dużym zachmurzeniem, ale drugi, rozciągający się na południu, niósł grube, opadonośne chmury.
Utrzymujący się nad górami niewielki, ale aktywny front przez 24 godziny - od poniedziałkowego do wtorkowego przedpołudnia - zrzucił 31 litrów na metr kwadratowy na Morskie Oko, 27 l/mkw. na szczyt Leksowiec w powiecie wadowickim oraz 23 l/mkw. na Zakopane. Był to głównie mokry śnieg lub deszcz ze śniegiem.
Pada i będzie padać
We wtorek około godziny 10.30 południe kraju nadal pozostawało w opadach. Parasoli nie mogli odłożyć mieszkańcy Opolszczyzny, Jury Krakowsko-Częstochowskiej, Wyżyny Śląskiej, Ziemi Krakowskiej, Podkarpacia i południowej Lubelszczyzny.
W wielu miejscach padał sam śnieg. Przed południem sypało dość obficie (z natężeniem do 1 centymetra na godzinę) w Beskidzie Śląskim, Żywieckim i Sądeckim, na Podbeskidziu i Podhalu oraz w Tatrach. Słabszy śnieg, poniżej 0,2 cm na godzinę, notowano w Karkonoszach i Masywie Śnieżnika.
Opady utrzymają się nad południem i południowym wschodem Polski do wieczora, a miejscami w Karpatach aż do nocy. Będą miały charakter ciągły, a pokrywa śnieżna w górach urośnie we wtorek o 5-10 cm.