To punkt zwrotny, na który przypada również "kwiatowe przesilenie". Tak moment szczytowego rozkwitu natury określał amerykański filozof i pisarz Henry David Thoreau. Opisując swe ucieczki od cywilizacyjnego profanum do leśnego sacrum, wciąż przypominał, że gdy miejski beton zacznie parzyć, to właśnie w głębokim cieniu natury znajdziemy ukojenie.
Tym bardziej że współczesne amerykańskie modele matematyczne pracujące dla Narodowej Administracji ds. Oceanu i Atmosfery (NOAA) prognozują tak silne uderzenie gorąca w zachodnią i środkową Europę, że od Sewilli po Słubice trudno będzie wytrzymać. Między 17 a 24 czerwca średnia temperatura maksymalna od Hiszpanii, przez Francję i Niemcy, po zachodnią Polskę odchyli się o 5-10 stopni Celsjusza od normy, a nadchodzący upał sięgnąć ma w sobotę powyżej 40 st. C w Hiszpanii, 38 st. C we Francji, 36 st. C na terenie Niemiec i 35 st. C w Polsce. Nawet Kiruna, szwedzkie miasto za kołem podbiegunowym, odnotować ma 20 stopni.
I u nas widać grubo powyżej 35 stopni
Czerwiec do tej pory był w Polsce dość chłodny, a suma minimów i maksimów temperatury w okresie od 1 do 17 czerwca na przeważającym obszarze kraju utrzymała się poniżej średniej z wielolecia 1991-2000. Wiele miejsc na północy otrzymało więcej deszczu niż zwykle, podczas gdy południe nie wyrobiło norm. W centrum, na Wysoczyźnie Łódzkiej, osiągnięte zostało sto procent normy, przez co zieleń zdziczała ze szczęścia.