Jakby nigdy nic, aura na początku czerwca ma być taka, jak być powinna. Układ ma kierować w nasze rejony masy ciepłego powietrza znad południowej Europy. Na nie, zgodnie z lokalnymi regułami cyrkulacji, od zachodu napierać mają nieco chłodniejsze masy polarne. Taki scenariusz prognozuje zarówno model amerykański GFS, jak i model Europejskiego Centrum Średnioterminowych Prognoz Pogody (ECMWF).
Według ich przewidywań, nad zachodnią i środkową Europą mają formować się fronty atmosferyczne, niosące przelotny deszcz i burze, lokalnie gwałtowne. W czwartek za tydzień najwięcej ma być ich na południu i wschodzie Polski, ale to może się jeszcze nieco zmienić - tempo przemieszczania się frontów nigdy nie jest jednostajne. Po południu temperatura wzrosnąć ma do 20, nawet 25 stopni Celsjusza. To podręcznikowa sytuacja, jakbyśmy cofnęli się w czasie o dziesiątki lat!
Gdyby wierzyć ludowym prognozom, w tym miejscu moglibyśmy zamknąć temat prognoz na lato. W wyliczeniach i analizach współczesnych badaczy atmosfery nic nie jest jednak takie proste.