Zima na półkuli północnej w tym roku zmusza ludzi do nieustannej walki z żywiołem. Jest trudna od północnej Japonii, gdzie wystąpiły największe opady śniegu od ponad 80 lat, po europejską część Rosji, gdzie w Moskwie tak intensywnych opadów nie notowano od 203 lat. Dokucza również Polsce, dlatego też niepokoją najnowsze prognozy rozbicia wiru polarnego w połowie lutego. Oznaczają one kolejne uwolnienie wielkich mas arktycznego powietrza i wepchnięcie ich w umiarkowane szerokości Ameryki i Eurazji na dłużej.
Słaby wir polarny w drugiej połowie stycznia przyniósł arktyczne uderzenie w Amerykę, gdzie lokalnie na terenie kanadyjskiego Jukonu raportowano spadki temperatury do -53 stopni. Wcześniej popłynęły w świat zgłoszenia z północnej Jakucji o temperaturze wynoszącej nawet -60 stopni. Oczywiście nie każda fala zimna na półkuli północnej związana jest z wirem polarnym, spadkiem jego spójności czy wręcz rozbiciem, ale w ostatnich latach twór ten, zaburzany przez wyjątkowo silne wrzuty ciepła do stratosfery, mocno urządza zimy od Alaski po Kamczatkę.
Mrożące krew w żyłach prognozy na luty meteorologicznej służby Roshydromet pokazują, że środkowa Syberia, europejska część Rosji, Białoruś, północna Ukraina oraz Polska i południowa Skandynawia mogą doświadczyć silnego odchylenia temperatury średniej miesięcznej poniżej normy o nawet cztery stopnie. Rosyjskie prognozy sezonowe opierają się obecnie na normie klimatycznej z lat 1991–2020, według standardów Światowej Organizacji Meteorologicznej. Ocieplenie ostatnich dekad wymusiło zmiany, tym samym wyliczenia modelu SL-AV, wskazujące na dużą ujemną anomalię, oznaczają, że luty w Eurazji może być mroźny. Gdyby odnieść tę prognozowaną średnią temperaturę do chłodniejszej normy z drugiej połowy XX wieku, odchylenie to również byłoby ujemne, choć znacznie mniejsze.