Po 55 sekundach dorosły mężczyzna traci władzę w dłoniach. Lepiej nie ryzykować

Ludzie na zamarzniętej Motławie w Gdańsku, 01.02.26
Pierwsze kroki po wydostaniu się na lód
Źródło: TVN24
Wejście na lód wiąże się z ogromnym ryzykiem nawet w sytuacji, gdy pokrywa lodowa wygląda na stabilną. Jak opowiadał na antenie TVN24 ratownik wodny Marcin Siwek, nie powinniśmy wchodzić na zamarznięty zbiornik, jeśli nie jesteśmy przygotowani do znalezienia się w wodzie.

W Polsce od kilku tygodni utrzymuje się zimowa aura. Wiele dni z temperaturami na minusie sprawiło, że pozamarzały rzeki i zbiorniki wodne. Chociaż zimno może zachęcać do wejścia na lód, eksperci apelują o rozwagę - lód rzadko kiedy ma jednolitą grubość, przez co o tragedię nietrudno.

Bez sprzętu ani rusz

Jak opowiadał w programie "Wstajesz i wiesz" ekspert ratownictwa wodnego Marcin Siwek, wchodząc na lód powinniśmy mieć świadomość, że wciąż mamy do czynienia ze zbiornikiem wodnym. Jeśli nie jesteśmy przygotowani na przebywanie w wodzie, należy zrezygnować z wchodzenia na zamrożoną powierzchnię zbiornika.

Podstawowym sprzętem, który może pomóc nam w wydostaniu się z wody, są kolce lodowe - uchwyty, które zakłada się na szyję. Ekspert tłumaczył, że jeśli wpadniemy do wody, zrywamy je i wbijamy w lód, co ułatwi nam wyjście z wody.

- Obojętne czy jesteśmy sprytni, czy mniej sprytni, bardzo sprawni, czy mniej sprawni, bez względu na naszą wiedzę i umiejętności, wychodzenie bez kolców jest bardzo trudne - podkreślił.

"Drugiej próby nie będzie"

Wyjście na lód z wody to jednak dopiero początek. Potem jesteśmy na zimnie w mokrym ubraniu, co grozi gwałtownym wychłodzeniem. W warunkach miejskich dość łatwo będzie znaleźć nam ciepłe, suche miejsce, gdzie będziemy mogli się ogrzać i przebrać. Jeśli znajdujemy się w odosobnionym miejscu, powinniśmy mieć ze sobą specjalny plecak z "ubraniami awaryjnymi".

- W środku jest wszystko, w co będę mógł się ubrać po wyjściu z wody - opowiadał Siwek. - Mam dwa ciepłe filcowe, duże buty, możliwe do założenia na zmarzniętą stopę za pomocą zmarzniętych dłoni. W jednym z tych butów jest kurtka puchowa, a w drugim - spodnie puchowe.

Ludzie na zamarzniętej Motławie w Gdańsku, 01.02.26
Ludzie na zamarzniętej Motławie w Gdańsku, 01.02.26
Źródło: PAP/Andrzej Jackowski

Co zatem powinniśmy zrobić po wyjściu z wody? Ekspert wyjaśnił, że przede wszystkim musimy zdjąć z siebie mokre ubrania, w tym bieliznę, i natychmiast założyć suchą odzież. Następnie należy wrócić na brzeg, koniecznie po własnych śladach.

- Droga, którą pokonaliśmy, to jest droga bezpieczna - mówił Siwek. - Udowodniliśmy sobie, że da się dojść do miejsca, które przestało być nośne. I z tego nienośnego miejsca wychodzimy i wracamy tą samą drogą. Drugiej próby nie będzie, bo my nie mamy drugiego plecaka, nie mamy drugiego kompletu suchych ubrań - dodał.

Liczą się sekundy

W przypadku załamania się lodu kluczową rolę gra czas. Jak zaznaczył Siwek, wystarczy 55 sekund, by dorosły mężczyzna przestał czuć władzę w swoich dłoniach. Problemem stanie się odblokowanie telefonu, rozpięcie guzików lub suwaków.

Siwek podkreślił, że warto o tym pamiętać także w sytuacji, jeśli zdarzy się nam nieść pomoc komuś, kto wpadł do wody. Jeśli nawet osoba poszkodowana deklaruje, że będzie współpracowała z nami, może mieć problemy z utrzymaniem w dłoniach podanej jej gałęzi czy liny.

Pamiętajmy również, że ratownicy mogą zostać łatwo wciągnięci do wody. Jeśli istnieje taka możliwość i możemy bezpiecznie udzielić pomocy, warto posiłkować się np. elementami infrastruktury, co zmniejszy ryzyko przypadkowego wpadnięcia do wody.

Klatka kluczowa-206233
Ekspert ratownictwa wodnego Marcin Siwek o bezpiecznym wchodzeniu na lód
Źródło: TVN24
Czytaj także: