W skład misji Artemis II wchodzą Reid Wiseman, Victor Glover i Christina Koch z amerykańskiej agencji kosmicznej NASA oraz Jeremy Hansen z Kanadyjskiej Agencji Kosmicznej (CSA). Cała czwórka znalazła się na pokładzie kapsuły Orion, która będzie przebywać na orbicie okołoksiężycowej.
"Niewiarygodne, jak jedno zdjęcie może wpłynąć na człowieka"
Kanadyjczyk udzielił wywiadu Hubertowi Kijkowi z TVN24 BiS. Jak mówił astronauta, jego przygoda z kosmosem zaczęła się od momentu, kiedy jako dziecko zobaczył zdjęcie Buzza Aldrina na Księżycu z 1969 roku.
- Przeszukiwałem encyklopedię, szukałem czegoś o Neilu Armstrongu, o samolotach i to zdjęcie utkwiło mi w pamięci. To niewiarygodne, że ludzie polecieli na Księżyc i wrócili. Wracam do tego zdjęcia cały czas, przez całe moje życie. Mój domek na drzewie przekształciłem w statek kosmiczny i zacząłem mówić ludziom, że chcę w przyszłości polecieć na orbitę i eksplorować kosmos, a może pewnego dnia stanąć na Księżycu. To naprawdę pomogło w mojej ścieżce zawodowej. Niewiarygodne, jak jedno zdjęcie może wpłynąć na człowieka - opowiadał Jeremy Hansen.
Kanadyjski kosmonauta jest z wykształcenia fizykiem, był także pilotem wojskowym oraz oceanonautą. Teraz za sprawą misji Artemis II jest pierwszym astronautą spoza USA, który poleciał w stronę Księżyca.
- To niewiarygodny zaszczyt i naturalny krok dla ludzkości, przykład współpracy w kosmosie. W tym czasie na naszym świecie dużo bardziej niż kiedykolwiek musimy przyjrzeć się temu, jak możemy współpracować, pomagać sobie nawzajem, a eksploracja kosmosu to wspaniały przykład pokazujący, co możemy osiągnąć, gdy kooperujemy. Jestem dumny z naszej współpracy naukowej i kosmicznej, z przywództwa Ameryki, dzięki któremu inne kraje mogą dołączyć do tego programu kosmicznego i co wspólnie możemy zrobić, gdy działamy razem - mówił rozmówca dziennikarza TVN24.
Celem misji Artemis II jest doprowadzić ludzi na powierzchnię Księżyca, a w przyszłości - aż na Marsa. Nie chodzi jednak o wylądowanie na Księżycu, ale testowanie pojazdu kosmicznego - Oriona, który pozwoli tam dotrzeć. Podczas misji, która potrwa około 10 dni, sprawdzane będzie też, jak ludzie poradzą sobie w trakcie wyprawy.
- Najważniejszym eksperymentem Artemis II będziemy my, czwórka astronautów. Będzie dużo badań naukowych, medycznych, ponieważ ten lot testowy to jest kwestia kapsuły - mówił Hansen. Jak przyznał, sam Orion nie będzie jednak laboratorium naukowym, bo jest w nim za mało miejsca. - Będziemy ograniczeni jeśli chodzi o prowadzenie badań naukowych, ale otwieramy drzwi dla kolejnych podobnych lotów - dodał.
Księżyc, jakiego jeszcze nikt nie widział
Kanadyjski astronauta zwrócił także uwagę na inne aspekty misji.
- Mamy dużo zdjęć ze Srebrnego Globu, mamy dużo informacji o Księżycu, ale są miejsca na naszym naturalnym satelicie, których ludzkie oko nigdy nie widziało.. (...) Będziemy oglądać rzeczy, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy - opowiadał.
Moment startu misji Hansen opisał jako "dzień wymagający powagi i skupienia".
- Na pewno będę podekscytowany, nie mogę się doczekać. To będzie chwila pewnego rodzaju uniesienia. Nigdy nie byłem w kosmosie, ale pozostała trójka mojej załogi już przekroczyła linię Kármána [umowną granicę pomiędzy atmosferą Ziemi i przestrzenią kosmiczną - red]. Wiele razy już z nimi o tym rozmawiałem, ale mam duże doświadczenie wojskowe. Byłem już w wielu trudnych sytuacjach i wiem, że w takich chwilach trzeba skupić się maksymalnie na tym, co się dzieje, na swoich zadaniach - mówił Hansen.
Jak przyznał, samym startem tak bardzo się nie przejmuje. Trudniejszy dla niego ma być dzień przed, kiedy będzie musiał pożegnać się z rodziną - żoną oraz trójką dzieci.
- Gdy ich przytulę i powiem "do zobaczenia", to będzie trudna chwila - wyznał. - Moja rodzina bardzo mnie wspiera. Dzieci są już starsze, kończą liceum, zaczynają studia, więc rozumieją, na czym polega ta misja. Uwielbiam z nimi rozmawiać, ale także z innymi ludźmi. Dzięki temu wiem, co tak naprawdę myślą - dodał.
"Robimy wszystko, aby to się nie wydarzyło"
Na pytanie Huberta Kijka o to, czy nie czuje strachu, myśląc o misji Artemis II, Hansen powiedział, że nie.
- Oczywiście zdaję sobie sprawę z ryzyka. Poświęcamy mu dużo czasu podczas naszych szkoleń. Staramy się zrozumieć, co może pójść nie tak, a jeśli tak się stanie, to jak zareagować. Ale oczywiście może się pojawić taka sytuacja, kiedy będziemy musieli na przykład zakończyć misję i wrócić do domu. Oczywiście najgorszym scenariuszem jest tutaj utrata załogi. Robimy wszystko, aby to się nie wydarzyło - opowiadał. - Codziennie podejmujemy masę ryzyka. Ta misja rzeczywiście charakteryzuje się jego ekstremalnie wysokim poziomem w stosunkowo krótkim czasie, ale jest to takie ryzyko jak każde inne - opowiadał.
Zobacz cały wywiad z Jeremym Hansenem:
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24